sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 14

Po ,, oderwaniu '' się od siebie pożegnałam Matta i weszłam do domu. Powiesiłam łuk i kołczan na ścianie i udałam się do łazienki na kąpiel. Później przebrałam się w koszule nocną która swoim wyglądem przypominała jakąś szatę zbrojną no ale co tam. Położyłam się do łóżka i przez cały czas myślałam o pocałunku z Mattem. Wciąż przed sobą widziałam jego cudowną twarz i dalej nie mogłam uwierzyć w to że... że ja go chyba kocham! Przez to całe zamyślenie zapomniałam mu nawet oddać jego bluzy. Postanowiłam więc zatrzymać ją na tą noc.Czułam wtedy jego bliskość i zapach. Przespałam tak całą noc myśląc o nim... przez to nie przyśniło mi się żadne zło...
Następnego dnia wstałam pełna życia i marzyłam żeby znowu zobaczyć Matta. Szybko się ogarnęłam z twarzą,włosami i ciuchami. Zjadłam pożywne śniadanie, wzięłam bluzę Matta, łuk z kołczanem i poszam się z nim zobaczyć. Zauważyłam go przy swoim domku kiedy konstruował coś razem z James. Zawołałam za nim, a on natychmiast mnie  zobaczył i podszedł aby się przywitać.
- Hej kochanie- powiedział słodko
- Kochanie? To znaczy że od wczoraj jesteśmy parą?- spytał zaskoczony James
- No tak... wiem zapomniałem się ciebie zapytać o chodzenie... hmm... może zrobię to teraz!
Matt ukląkł przede mną, wziął mnie za ręce co mi wydało się lekko komiczne bo jeszcze mi się nie oświadcza no ale uśmiechnęłam się do niego szeroko a on zapytał :
- Emily... czy dostąpisz mi tego zaszczytu i zostaniesz moją... dziewczyną ?
- Jasne że tak głupolu... mogłeś się  normalnie mnie spytać a nie od razu klękać i w ogóle...
James po cichu się z nas śmiał ale to było takie słodkie ze strony Matta że od razu po odpowiedzi dałam mu buziaka.
Po chwili podszedł do nas James i pogratulował nam życząc szczęścia i miłości. Chłopcy ponownie zabrali się do roboty a ja zaczęłam się przyglądać temu co oni kombinują. Wyglądało to dość... dziwnie więc postanowiłam spytać się co to jest:
- Matt co wy budujecie ?
- Nową broń- odparł po czym dodał- taki rodzaj pistoletu tylko nie jest on do zabijania. Otóż to będzie jakby pistolet z nabojami do usypiania. 
- Aham...- chwilowo mnie zatkało - to wy sobie tutaj to róbcie a ja pójdę odwiedzić obozowy szpital.
- Świetny pomysł, potem się spotkamy
Matthew dał mi buziaka w policzek na pożegnanie a ja poszłam w stronę szpitala. Na miejscu zastałam Malie. Kiedy chciałam się przywitać ona powiedziała stanowczo :
- Czemu mi się nie pochwaliłaś ?
- Ale... o co chodzi ?
- Jesteś z Mattem to cudowna nowina!
- Skąd wiesz ?
- Cóż tak jakby podczas wczorajszego patrolu widziałam jak się całowaliście...
- Ah... no tak mogło pewnie tak być. No owszem jesteśmy od paru minut oficjalnie razem
- Hahahah fajnie fajnie, wytrwałości życzę. Teraz chodź czeka cię dużo roboty.
- Jestem gotowa- odpowiedział radośnie 
Jakieś 2 godziny spędziłam na pomaganiu innym, leczeniu ich i szykowaniu nowych lekarstw. 
Pamiętam że zawsze w szkole lubiłam chemię i byłam z niej całkiem dobra. Może gdy dorosnę pójdę w ślady mamy i zostanę pielęgniarką albo lekarką. Naprawdę lubię leczyć chorych a przy okazji tworzyć nowe leki. 
Po ,,pracy'' udałam się z Malią do naszej obozowej jadalni aby trochę spędzić razem czasu a przy okazji zjeść coś smakowitego. Przysiadłyśmy się do naszego ulubionego stolika i zamówiłyśmy obie po koktajlu i sałatce. 
Przez cały czas dużo rozmawiałyśmy. W pewnym momencie spytałam się Malii:
- A ty nie masz kogoś na oku? Jest tylu fajnych chłopaków w obozie może z którymś się zakole....
Nie dokończyłam kiedy Malia odpowiedziała stanowczo :
- NIE CHCĘ MIEĆ ŻADNEGO CHŁOPAKA OK ?!!!
- Ohh.. ok ja tylko pytam 

- Wybacz ale po prostu w moim wypadku związki szybko się kończą. Nie mam poza tym czasu na chłopaków... to nie dla mnie 
- Ale kurcze ty jesteś naprawdę fajną i śliczną dziewczyną !
- No i co z tego...
- Ok to może zmieńmy temat...
- Dobry pomysł. Może pójdziemy dzisiaj na trening co ty na to ? Za parę dni nastąpi przesilenie i zaćmienie słońca. Askar prawdopodobnie zaatakuje nasz obóz.
- Tak możemy dzisiaj pójść... właśnie, co do tej sprawy nie wiesz gdzie jest mój brat?
- Nie widziałam go od naszego powrotu z Nowego Yorku. Chyba zaszył się w swoim biurze i zgaduje że obmyśla plan obronny.
- Kurcze powinnam go odwiedzić. Pewnie dalej nie umie sobie wybaczyć tego co się stało.
- Przestań to nie jego ani twoja wina. A teraz kończ jeść, zaraz ruszamy na pole ćwiczeń!- ponagliła mnie
Po lunchu udałyśmy się na trening. Malia ćwiczyła swoją magię oraz sztuki walki, a ja za ten czas zajęłam się doskonaleniem swoich umiejętności łuczniczych. Podczas treningu wpadłam na pewien pomysł : Może by tak nie ulepszać umiejętności a polepszyć łuk ?
Spytałam się Malii czy jest w obozie ktoś kto zajmuje się produkcją broni itp..
Malia po zastanowieniu się postanowiła zaprowadzić mnie do pewnego domku. Z zewnątrz był to niepozorny domek taki jak każdy inny ale w środku wyglądał jak wielki zakład produkujący różne narzędzia. Malia kazała mi chwilę poczekać. Po chwili wróciła do mnie a razem z nią przyszło dwoje chłopaków i to w dodatku bliźniaków. Oboje byli wysocy i dość muskularni. Ich ubrania były ubrudzone smołą, dymem i jakimiś opiłkami metalu. Mieli fartuchy, gogle  i różne narzędzia. Malia przedstawiła mi ich:
- Emily poznaj braci Stewart.
- Hej chłopaki miło mi was poznać
- Siemka jestem Aaron a to mój brat...
- Trevor. Nam również miło cię poznać
- Słuchajcie chłopaki Emily ma do was sprawę- powiedziała Malia
- Tak??- spytali oboje
- Ehm.. no chciałam się dowiedzieć czy dałoby się jakoś ulepszyć mój łuk. Jakoś go zmodyfikować albo coś ?
- Jasne nie ma problemu- odpowiedział radośnie Trevor
- Trafiłaś idealnie z czymś takim.- dodał Aaron
Oddałam chłopakom mój ukochany łuk i podziękowałam Malii za pomoc. Aaron i Trevor natychmiast wzięli się do roboty, a ja razem z Malią poszłam poszukać Camill aby zobaczyć co u niej słychać. Spotkałyśmy ją gdy trenowała magię i razem udałyśmy się na obiad ponieważ wybiła godzina 15.30.
Podczas obiadu rozmawiałyśmy na temat zbliżającego się zaćmienia. Camill w ogóle się tym nie przejmowała, natomiast chciała bardzo ukręcić kark Askarowi. Widać było że bardzo nienawidzi tego faceta. 
Po obiedzie dziewczyny poszły do swoich domków a ja postanowiłam pokręcić się jeszcze po obozie. Przez cały czas myślałam o zbliżającym się dniu przesilenia... czarne myśli krążyły mi po głowie. Askar na pewno nie będzie litościwy i będzie chciał położyć kres naszemu obozowi. W pewnym momencie natrafiłam na dziwny budynek którego jeszcze do tej pory nie widziałam. Po wejściu do środka okazało się że znajduje się w ogromnym laboratorium. Było tutaj mnóstwo przyrządów chemicznych,mikstur itp...
Nagle wpadłam na pomysł. Może stworzę coś co by pomogło pokonać Askara i jego armię. Znalazłam więc fartuch laboratoryjny i zabrałam się do roboty...
Najpierw obmyśliłam schemat co by to mogło być....w końcu mnie olśniło i wymyśliłam strzały do łuku, ale nie takie zwykłe... trujące strzały które będą mogły od razu kogoś zabić. Rozplanowałam sobie wszystko i przyszykowałam się do badań i doświadczeń. 
W laboratorium spędziłam jakieś 2-3 godziny i kiedy zaczęło się ściemniać schowałam plany i rzeczy, posprzątałam po sobie i wyszłam kierując się do swojego domku.
Pod moim domkiem siedział Ethan. Był zamyślony toteż nie zauważył mnie. Podeszłam bliżej niego i powiedziałam:
-Ethan a ty co tu robisz ?
- O hej siostra chciałem się tylko upewnić że wszystko z tobą ok
- Jest dobrze, czemu jesteś jakiś taki... bez życia. Cały czas siedzisz w tej swojej twierdzy i nie dajesz znaku życia. Chodzi o przesilenie ?
- No tak wciąż staram się zrobić wszystko aby nie dopuścić do upadku naszego obozu. To że jestem dowódcą nie znaczy że się nie boję. Los wszystkich obozowiczów leży w moich rękach...
- Ejj...już weź nie dramatyzuj ! Masz mnie i całe grono wiernych przyjaciół. Jakby co możesz na nas liczyć. Zawsze będę przy Tobie nawet w walce rozumiesz ?
- Tak... dzięki siostra że we mnie wierzysz
- Wyluzuj Ethan damy radę zaufaj mi- powiedziałam do niego po czym mocno go przytuliłam
Zawsze odkąd pamiętam z moim bratem się tylko kłóciłam, biłam i wygłupiałam. Nigdy jak dotąd nie byliśmy sobie bliżsi. Wiem że uda nam się pokonać Askara i położymy kres jego tyrani!!!! Zrobię wszystko aby ocalić tych których kocham i to co jest dla mnie cenne.
Po poważnej rozmowie z moim bratem resztę dnia spędziłam u siebie, czytając przeróżne księgi. Potem jakoś przez cały dzień pełen pracy zmęczona padłam na łóżko i momentalnie zasnęłam. Za parę dni nastąpi wielka bitwa między nami a złem i jestem pewna że tak łatwo się nie poddamy! Askar nas popamięta, a moja zemsta na nim będzie okropna!!! Nie pozwolę aby komukolwiek stała się krzywda!


 Od autorki
Witam ponownie :D Przepraszam za tak długą nieobecność ale przez ten czas miałam dużo rzeczy na głowie i na jakiś czas zapomniałam o blogu. Jednak stwierdziłam że nie zostawię tego tak i znowu wracam do gry ;) Tutaj macie 14 rozdział a 15 pojawi się prawdopodobnie jutro ;D Życzę miłego czytania i liczę że ciągle będzie przybywać czytelników mojego opowiadania :)

Nie zapomniałam również o muzyce. Tak więc proszę. Tym razem muzyka z klimatem starożytności :D :

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 13

Przez cały czas nie mogłam oderwać wzroku od tych pięknych widoków które pokazywał mi Matt. Szliśmy właśnie drewnianą alejką i obserwowaliśmy świat wokół. Wszystko mieniło się tyloma kolorami że dostawałam oczopląsu. Wciąż byłam zadziwiona tym że w  Denver mogą istnieć takie magiczne miejsca.

Po przejściu aleją Matt prowadził mnie dalej. Tym razem natchnęliśmy się na cudowny skalny wodospad z którego płynęła powolnie błękitna woda. Wszędzie było widać że natura tutaj została nienaruszona. Roślinność była taka wspaniała że niektóre drzewa swoją potęgą sięgały nieba...

Na samym końcu naszego spaceru znajdowała się niespodzianka od Matta. Opowiadał mi że kiedy znalazł to miejsce chciał aby należało chociaż w połowie do niego dlatego wymyślił że zbuduje tu swoją fortece a dokładniej domek na drzewie. Przed pokazaniem go zasłonił mi oczy i poprosił żebym chwile poczekała. W końcu usłyszałam jak krzyczy do mnie:
- Możesz już otworzyć oczy!...
 I wtedy ujrzałam cudowny domek który wyglądał jak z bajki. Był dość sporych rozmiarów, oświetlały go lampy a swoim wyglądem nie przypomniał tych zwyczajnych domków które dzieci budują ze swoimi rodzicami w ogródku.


- I co ty na to ?
- O mój Boże! Przepiękny jest ten domek! Sam go zbudowałeś ?
- No pomagał mi James ale tak.. to jest jakby nasza tajna kryjówka
- Naprawdę cudo...
- Chodź pokaże ci jak wygląda w środku - powiedział i chwycił mnie za rękę
- Ok
Wewnątrz domek był jeszcze cudowniejszy niż na zewnątrz. Posiadał parter i piętro. Na parterze znajdował się mini barek w którym można zrobić pyszne koktajle i drinki,miejsce na leniuchowanie czyli hamaki, telewizor i biurko. Kiedy weszłam na górę połowę miejsca zajmowało ogromne łóżko wodne oraz konsole z grami itp.. Najbardziej moją uwagę jednak przykuła sztaluga z płótnami oraz mnóstwo farb i pędzli. Wokół rozrzucone były obrazy i muszę przyznać były naprawdę wspaniałe. Gdy Matt zobaczył że oglądam to wszystko natychmiast starał się to ukryć. Po tym co zrobił domyśliłam się czyje to były dzieła.
- Ty malujesz prawda? Te obrazy są piękne Matt! Czemu mi się nie pochwaliłeś?
- A to nic takiego czasem lubię coś naszkicować lub namalować. Wtedy czuje się taki spokojny, zainspirowany i nie myślę o rzeczach które mnie martwią. Staję się nieobecny i skupiam się tylko na tym co chce ukazać.
- Masz naprawdę talent- powiedziałam z uśmiechem i nagle zobaczyłam pewien portret który do złudzenia przypominał... mnie ! Natychmiast go podniosłam i zaczęłam oglądać a Matt mało co ze wstydu się nie spalił
- Nie patrz na to Emily to no....
- To jestem ja ! Kiedy to namalowałeś ?
- Dzień po tym jak cię poznałem, chociaż nie jest on jeszcze skończony
- Jestem w szoku wiesz... a czemu akurat mnie ?
- Ehmm.. no wiesz...
- Bo ci się podobam ?
- Skąd wiesz !!!! To znaczy nie nie nie..agghh właśnie się przed tobą zbłaźniłem 
- Oj już przestań... to słodkie z twojej strony- odpowiedział lekko chichocząc
- Tsamm..noo tak powiedzmy...- powiedział niepewnie z rumieńcem na twarzy
- Naprawdę ładnie malujesz- spojrzałam jeszcze raz na swój portret, po czym odłożyłam go i zapytałam- a teraz może coś wypijemy? Jakiś koktajl albo coś?
- Jestem za!
Zeszliśmy na dół do barku. Matt zasiadł za barem i udawał profesjonalnego barmana?
- Czego sobie śliczna panienka życzy ?
- Hmm... niech pomyśle... lemoniadę poproszę
- Już się robi
Mieliśmy niezły ubaw przygotowując te pyszności ale wyszły nam nawet dobrze. Ja dostałam od Matta zimną lemoniadę a on ode mnie otrzymał pyszny koktajl bananowo- truskawkowy. Było naprawdę świetnie.
Potem chyba z jakąś godzinę przeleżeliśmy na hamakach gadając i słuchając muzyki.
Kiedy nadszedł zachód słońca Matthew zabrał mnie z powrotem na miejsce do którego na początku przybyłam aby popatrzyć na zachód słońca i zjeść coś z pikniku.
Usiadłam koło niego na kocu i chwyciłam za pyszną kanapkę którą sam przygotował. On za ten czas brzdąkał coś na swojej gitarze, a ja nie odrywałam od niego wzroku. 
Może on mi się też podoba? Nie wiem tego... jest świetnym chłopakiem i kto wie może by nam się udało? Warto by było spróbować...
Po zjedzeniu smakowitości z pikniku Matt zaczął się rozbierać. Zdziwiona odwróciłam się aby nie patrzeć na to co on wyprawia chociaż chciałam zerknąć aby... ( oj dobra już nic głupoty gadam ). Spytałam się więc go:
- Matt co ty robisz?
- Idę popływać... chodź ze mną
Kiedy znowu się odwróciłam Matthew był z kąpielówkach i wyciągał ku mnie rękę.
- Przecież dopiero co zjedliśmy- odpowiedziałam oburzona
- Ja tam kolki nie dostane...w końcu woda to mój żywioł
- No dobra to ty idź, ja zaraz do ciebie dołączę
- Będę czekał- mrugnął do mnie i biegiem poleciał ku wodzie. Po chwili zanurkował i popłynął ku wodospadowi...
W końcu się przełamał,rozebrałam się do bokserki i majtek i sama wskoczyłam do wody...Matt natychmiast do mnie przypłynął na fali choćby jakiś surfer i przez dłuższy czas zaczęliśmy się wygłupiać w wodzie.
Gdy zaczęło robić się zimno, a słońce już zaszło wyszliśmy z wody. Matt było od razu suchy ( ahh ta magia wody ) a ja trzęsłam się z zimna.
Matthew spakował resztki po pikniku,złożył koc a bluzę którą miał na sobie podarował mi abym się nią ogrzała. Ubrałam się w swoje ciuchy, a jego bluzę zarzuciłam na plecy. Wzięłam swój łuk oraz kołczan i chwilę później byliśmy już w drodze. Kiedy pod koniec byłam już totalnie zmęczona on wziął mnie na barana i tak razem doszliśmy do mojego domku. Matthew podziękował mi za mile spędzony czas i gdy chciał już odejść ja zatrzymałam go i powiedziałam
- To ja Tobie dziękuje za wszystko co dzisiaj zrobiłeś. Dzięki Tobie oderwałam się od moich złych myśli...i wiesz, ty mi się również podobasz.
Nastąpiła pomiędzy nami niezręczna cisza którą ja przełamałam całując go. On zaskoczony odwzajemnił to. Przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Ta chwila była magiczna... nie uwierzyłabym że parę dni po pojawieniu się mnie w tym obozie znajdę miłość... a jednak! Okazał się nią Matthew. Chłopak ,,z wody'' <3


OD AUTORKI
Nie mam zamiaru się rozpisywać, mam tylko nadzieje że rozdział się podoba i chcecie następne ;)
Liczę na opinie w komentarzach i tak na koniec życzę wszystkim miłego dnia :)

Pewnie każdy dobrze zna tą piosenkę. Stwierdziłam że idealnie pasuje do rozdziału tak więc oto ona :