piątek, 1 maja 2015

Rozdział 19

Odkąd Ethan ogłosił że będzie można wrócić na święta do domu przez cały czas chodziłam radosna i zajmowałam się przygotowaniami do tego dnia. Co dziennie sprawdzałam kalendarz i odliczałam dni do wigilii. Postanowiłam nawet wybrać się do pobliskiego miasta niedaleko naszego obozu razem z Camill i Malią aby wybrać jakieś prezenty dla moich rodziców. Chodziłyśmy od sklepu do sklepu i oglądałyśmy wszystko co mogłoby spodobać się mojej mamie i tacie. Po jakiś dwóch godzinach spędzonych na zakupach udało mi się wybrać parę prezentów. Mamie kupiłam piękny naszyjnik który był największym wydatkiem ale poprzez pracę w szpitalu obozowym i zaoszczędzaniu kieszonkowych mogłam sobie pozwolić aby go jej kupić. Tacie kupiłam jego ulubiony perfum oraz książkę o wojnie ( kocha czytać książki o tej tematyce). Nie zapomniałam także o moim bracie. W jednym ze sklepów zauważyłam zegarek który wydawał mi się bardzo odpowiedni dla niego. Kiedy razem z dziewczynami zapytałyśmy się o cenę go po prostu szczęka mi opadła... nie było mnie na niego stać i zawiedziona skierowałam się do wyjścia. Zatrzymała mnie Malia która powiedziała :
- Emily zaczekaj mam pewien pomysł...
- O co ci chodzi - spytałam zdziwiona 
- Masz i kup go - Malia podała mi swoją własną kasę dzięki której mogłabym mu kupić ten owy zegarek. Zaskoczona jej postępowaniem natychmiast odmówiłam:
- Nie coś ty nie będę brała twojej kasy weź przestań !
- Oj już nie przesadzaj. Gdy będziesz miała okazje to mi oddasz a teraz bierz i kupuj go. Ethanowi na pewno się spodoba. Możemy uznać że to będzie nasz wspólny prezent dla niego. 
Podała mi ponownie pieniądze i mrugnęła okiem. Ja zgodziłam się i poszłam zapłacić za zegarek. Kasjer ładnie go opakował i pogratulował dobrego wyboru. 
Podziękowałyśmy z dziewczynami i opuściłyśmy sklep. Później udałyśmy się do ostatniego już sklepu abym mogła kupić też jakiś drobiazg dla Matta ( w końcu jest moim chłopakiem jak i przyjacielem więc nie mogłam o nim zapomnieć). Ponieważ ostatnio gdy bywałam u niego zauważyłam że ma kolekcję gier i często w nie gra z James postanowiłam kupić mu jakąś. Camill i Malia doradziły mi którą wybrać, a potem dokupiłam jeszcze śmieszną koszulkę dla niego i w tym momencie zakończyłam ,, szalone przed świąteczne zakupy'' ( chociaż tak naprawdę powinnam zająć się tym już podczas święta dziękczynienia ale jakoś nie miałam wtedy czasu). Resztę pieniędzy które mi zostały postanowiłam wydać na wizytę w kawiarni. Razem z Camill i Malią znalazłyśmy przytulną kawiarenkę, usiadłyśmy przy wolnym stoliku i zamówiłyśmy każda po gorącej czekoladzie i ciastku. Siedziałyśmy tam jakąś godzinę śmiejąc się i ciesząc z tego dnia. W drodze powrotnej do obozu zdałam sobie sprawę że od prawie pół roku nigdy tak nie czułam się ... normalnie, jak człowiek, który chodzi na zakupy i spotyka się z przyjaciółmi. Odkąd jestem w obozie cały czas tylko albo walczyłam,pracowałam, doskonaliłam swoje moce itp... teraz poczułam się naprawdę szczęśliwa. 
Kiedy wróciłyśmy dziewczyny pomogły mi ukryć prezenty i później udałyśmy się na obiad do obozowej stołówki a później na trening...
Resztę tego dnia postanowiłam spędzić z Matthew ponieważ już jutro jest 23 i wypadałoby się przygotować do wyjazdu do domu. Dlatego też dzisiaj po treningu i pracy w szpitalu udałam się z Matthew do naszego wspólnego domku na drzewie nieopodal jeziora. W drodze do tego miejsca cały czas rzucaliśmy się kulkami ze śniegu i wygłupialiśmy się. Gdy już dotarliśmy na miejsce Matt wpadł na pomysł. Podszedł bliżej jeziorka, wyciszył się i skupił,a po chwili zauważyłam że jezioro zamarza. Dosłownie samo z siebie zaczynało pokrywać się lodem. Gdy Matt skończył odwrócił się do mnie i zapytał :
- Może ze chcesz ze mną pojeździć na lodowisku ?
- Jesteś pewien że to nie pęknie ?
- Zaufaj mi 
Podał mi rękę i oboje wpadliśmy na lodowisko od razu się przewracając. Wybuchnęliśmy śmiechem po czym ponownie wstaliśmy i dalej próbowaliśmy pojeździć. Kiedy zrobiło się nam zimno udaliśmy się do domku na drzewie. Tam otuliliśmy się kocem, wtuliliśmy się w siebie i oglądaliśmy film. Było naprawdę przyjemnie móc z nim spędzić tutaj czas. Matt nawet przyszykował niespodziankę. Zrobił dla nas czekoladowe foundee z truskawkami. Podał je a ja od razu rzuciłam się na te pyszności. Zjedliśmy wszystkie truskawki a resztę czekolady która nam została ze smakiem wypiliśmy. Potem od tego bolał mnie brzuch, ale nie martwiłam się bo warto było.
Po obejrzeniu jakiś 2 filmów usnęliśmy. Kiedy było po północy zbudziłam się i ujrzałam że wciąż jesteśmy tutaj w domku, a ponieważ nie warto było w takie zimno wracać ponownie wtuliłam się w Matta i odpłynęłam w błogi sen....
Następnego dnia - 23 grudnia wstałam z samego rana aby jak najszybciej wrócić i przygotować się do wyjazdu. Obudziłam Matta który słodko chrapał i razem z nim udaliśmy się w stronę obozu. Matt dokładnie pozamykał domek i ustawił zabezpieczenia po czym wziął mnie na barana i razem pobiegliśmy w drogę powrotną...
Gdy dotarliśmy do obozu akurat zagrzmiał dzwonek na śniadanie. Obozowicze wyskoczyli z swoich domków i od razu skierowali się w stronę stołówki, a ja z Matthew udaliśmy się za nimi. Tego dnia nasi kucharze przygotowali pyszne jajka na miękko, tosty z ananasem i serem a także becon oraz coś słodkiego naleśniki pancakes- naleśniki a raczej bliny. Wszyscy z takim apetytem zajadali że śniadanie trwało mniej niż 10 minut. Po odniesieniu talerzy udałam się do swojego domku aby móc spakować się przed wyjazdem do domu. Spakowałam wszystko co najważniejsze do małego plecaka a do większej torby ( walizki ) wpakowałam prezenty. Po jakieś godzinie byłam gotowa. Jeszcze przed wyjściem posprzątałam u siebie aby na ten czas jako tako to wyglądało.
Gdy wyszłam z domku spotkałam Camill która również szykowała się do powrotu. Widać było po niej że nie mogła się doczekać aż wreszcie zobaczy rodzinę. Żałowałam że Matt ani Malia też nie jadą, zresztą mają pewne lepsze zajęcia i nie za bardzo chcą widzieć swoje rodziny. Wiedziałam że u Matta jest nietypowa sytuacja ale nie do końca wierzyłam w to że Malia zostaje tu tylko z powodu aby pilnować obozu. Coś musiało być na rzeczy....
2 godziny później kiedy wróciłam z szpitala obozowego udałam się właśnie do Twierdzy aby zobaczyć czy mój brat jest gotowy i pogadać z Malią.
Ethana tutaj nie znalazłam ale za to udało mi się zaczepić Malię. Usiadłam z nią w jej ,,biurze'' i od razu przeszłam do rzeczy:
- Malia wiesz zastanawia mnie czemu tak naprawdę nie jedziesz do domu. Czemu nie chcesz spotkać się z rodziną ?
Malia nic nie odpowiadała. Przez dłuższy czas trwała między nami cisza kiedy Malia słabo wyjąkała z łzami w oczach 4 okropne słowa :
- Ja nie mam rodziców
Zamurowało mnie... nie mogłam wierzyć w to co właśnie mi powiedziała.

- Ale ...jak to ?- spytałam wciąż zszokowana 
- Od dziecka mieszkałam w Domu Dziecka. Nie pamiętam moich rodziców i nie wiem co się z nimi po prostu stało . A odkąd 2 lata temu trafiłam tu do tego miejsca nie opuszczam go i święta spędzam z obozowiczami. 
- Ja...ja nie wiedziałam...przepraszam
- Spokojnie... przyzwyczaiłam się-przerwała a po chwili dodała- idź już lepiej się przyszykuj po obiedzie wigilijnym u nas wyjeżdżasz.
- Tak wiem.... to ja już pójdę pa
- Pa
W ciszy opuściłam Twierdzę i w tym właśnie momencie zabrzmiał dźwięk ogłaszający obiad aczkolwiek tym razem brzmiał jak dzwonki świąteczne.
Wszyscy zebrali się w stołówce i na miejscu zastaliśmy wspaniale przygotowaną ,,kolację wigilijną'', a raczej ( obozową wigilię). Kucharze pięknie przygotowali cały obiad. Na stole można było znaleźć pieczoną gęś, sałatka ziemniaczana, zapiekanka z fasoli a na deser został podany sernik. 
Tak więc dzisiejszy obiad w naszym obozie można było uznać za wspaniałe wigilijne spotkanie. 
Po obiedzie wszyscy zebraliśmy się na głównym placu aby pożegnać się na czas wyjazdu. Najpierw złożyliśmy sobie życzenia potem mój brat zrobił przemówienie a na koniec dzięki pomocy naszych artystów ubraliśmy wielką choinkę i przy pomocy braci Stewart odpaliliśmy światełka na niej które dzięki nim mieniły się i pokazywały różne efekty świetlne. Zaśpiewaliśmy wspólnie kolędy a później pożegnaliśmy i każdy poszedł albo do swojego domku albo na przystanek autobusowy. Ja udałam się do siebie aby zabrać swoje bagaże i przed samym wyjazdem udałam się jeszcze do Matta aby podarować mu mój prezent. Zastałam go u niego gdy siedział na łóżku i robił coś na komputerze. Kiedy mnie zobaczył podszedł i mocno mnie utulił, a ja nagle wyjęłam zza pleców jego prezent i dając mu powiedziałam :
- Wesołych Świąt kochany 
- Emily....nie musiałaś ale - odłożył swój prezent i podszedł do szafy. Wyjął z niej małe pudełeczko i podał mi je 
- Ja także mam coś dla ciebie 
- Dziękuje - odpowiedziałam i dałam mu buziaka po czym zapytałam -
-To co otwieramy ?
- Jasne na trzy
- Raz
- Dwa
- Trzy !- krzyknęliśmy chórem i zajęliśmy się otwieraniem. Matt na widok gry i koszulki z zaskoczenia aż podskoczył i na głos krzyknął : ,, O ŁAŁ ! "
Ja natomiast gdy ujrzałam srebrny naszyjnik z sercem i wymalowanym na nim łukiem oplecionym wodą i napisem ,, na zawsze razem, twój Matt'' po prostu się rozpłakałam...
- Skąd go wytrzasnąłeś ! Jest cudowny
- Mam paru dobrych znajomych- jubilerów w obozie- mrugnął do mnie okiem a ja natychmiast rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go.
Matt pomógł mi założył jego naszyjnik a ja pożegnałam się z nim, wzięłam swoje bagaże i udałam się na przystanek autobusowy 1km od naszego obozu.
Tam spotkałam mojego brata który uśmiechnął się do mnie i zapytał :
- Gotowa żeby zobaczyć rodziców ?
- Nawet nie wiesz jak - odpowiedziałam mu radośnie
Ethan zaśmiał się i po chwili wskazał na nadjeżdżający autobus :
- To chyba nasz bus - chwycił mnie za rękę i dodał - no to jedziemy do domu...


OD AUTORKI
Serdecznie przepraszam za małe opóźnienia ale ten tydzień i poprzedni był dla mnie bardzo ciężki...byłam zawalona nauką i nie miałam czasu nawet wejść na bloggera. Jednak już jestem i publikuję 19 rozdział :D Wiem idzie mi to jakoś opornie i pewnie nikt nie chce czytać mojego opowiadania ale mi znowu nie zależy na tym aby być znaną...robię to bo kocham pisanie ^.^ Jest to moją pasją i na pewno tak łatwo z tego nie zrezygnuje. Dobra ja już kończę przemową i zapraszam do czytania ;)

Na koniec też obowiązkowo muzyczka. Bez niej ani rusz. Masakra jak ja kocham tą piosenkę <3 a film i książkę z tego jeszcze bardziej <3 <3 <3



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz