Usiadłam więc na lodowatej podłodze i zachciało mi się płakać. Byłam w pułapce bez wyjścia. Nie potrafiłam nic zrobić żeby się stąd wydostać, a z chwili na chwilę czułam się coraz słabsza. Waliłam w te ściany z myślą że może to pęknie w końcu skoro jest ze szkła... jednak wszystko na nic ! Krzyczałam na cały głos, wołając o pomoc... też nic...
Nagle ni stąd ni zowąd z podłogi zaczęła wypływać woda!!!! Wtedy już zupełnie się rozkleiłam bo przypomniał mi się mój proroczy sen .... więc tak właśnie zginę ???? Utonę w jakimś durnym tunelu !!!!!
- Nie nie to się nie może tak skończyć !!!!- powiedziałam do siebie
Próbowałam się skupić aby móc zatrzymać czas, aby móc cokolwiek wymyślić... niestety nie potrafiłam tego zrobić. Woda zaczęła coraz szybciej się zbierać i sięgała mi już do bioder....
Po wielu nie udanych próbach ratowania się zrozumiałam że nic więcej nie zdziałam. Askar wygrał... tylko to teraz krążyło mi w myślach...
Wody było coraz więcej a ja zdecydowałam się poddać.Czekałam tylko gdy już znajdę się pod wodą i utonę...cały czas myślałam o przyjaciołach, rodzinie. Ethan nie wybaczy sobie tego że ja zginę.
Resztką sił jaka mi została nabrałam powietrza do płuc i chwilę potem byłam już cała zanurzona. Patrzyłam przez wodę i nie powiem bałam się tego co mnie spotka po drugiej stronie. Może będzie lepiej? W końcu poczułam jak odpływam... moje ciało zaczęło upadać ku dnie a do płuc zamiast powietrza dostała się woda... zamknęłam oczy, wypuściłam resztkę powietrza i poddałam się...
Nagle nade mną pojawiło się światło..rażący błysk światła oświetlił całą ,,studnię'' i coś ciężkiego wpadło gwałtownie do wody. Wyczułam to.. była to jakaś osoba. Ten ktoś podpłynął bliżej i objął mnie. Po chwili okazało się że woda opada...wtedy zrozumiałam że to Matt się pojawił aby mnie uratować. Nie byłam świadoma do końca co się dzieje, ale czułam jego obecność obok siebie. Matt magią odprowadził wodę, a mnie położył na swoich nogach.
- Hej ludzie pomóżcie mi !!!! Ona nie oddycha!!!! Szybko ruszajcie się - krzyknął w stronę skąd się pojawił i zaraz obok niego zjawili się mój brat oraz Camill i Malia.
Ethan uwolnił moją skaleczoną nogę od ciężkiej kuli i łańcuchów dzięki swojej nadludzkiej sile i wszyscy razem wyciągnęli mnie ze studni.
Matt ułożył mnie na ziemi i zaczął płakać.
- Zróbcie coś dziewczyny !!!!!! Emily nie zdrowieje, to ją osłabiło musicie ją uratować- wrzeszczał na nie i próbował mnie obudzić.
Camil i Malia podeszły bliżej i obie postanowiły użyć swojej magii aby mnie uratować. Przyłożyły dłonie do mojego bladego, zimnego i bezwładnego ciała po czym zaczęły mruczeć coś pod nosem. Ethan za ten czas rozwalał wszystko co było wokół niego i krzyczał do siebie: ONA MUSI PRZEŻYĆ !!! TO NIE MOŻE SIĘ TAK ZAKOŃCZYĆ !!! CO JA NAROBIŁEM !!!
Kiedy dziewczyny skończyły wypowiadać zaklęcie wszyscy się ode mnie odsunęli, a ja otworzyłam oczy i zaczęłam krztusić się resztą wody w płucach. Spojrzałam na nich a oni odetchnęli z ulgą widząc mnie żywą.
Matt natychmiast podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił. Pomógł mi wstać a ja zapytałam:
- Co się stało? Czy ja umarłam?
- Nie Emily, wszystko już jest w porządku- odpowiedział troskliwie Matt
- Jak dobrze że żyjesz siostrzyczko... cholernie się o ciebie bałem
- Ale co z Askarem on... on chciał nas zabić
- Na szczęście w czas zjawiła się nasza ekipa..udało nam się uciec z podziemi i zaczęliśmy ciebie szukać. Camill cię ,,wyczuła'' dzięki twojemu strachowi. I dzięki Bogu że zdążyliśmy na czas- odpowiedział Ethan
- No nieźle nam napędziłaś strachu moja droga- odpowiedziała Camill
- Dobra już skończmy gadać tylko zmywajmy się stąd... mam dość tego miejsca- odpowiedziała Malia
Za pomocą naszych gwizdków które otrzymaliśmy od Billego udało nam się wezwać smoki i chwilę potem byliśmy już w drodze do obozu nowojorskiego. Przez całą drogę nie odzywałam się do nikogo. Otulona kocem i wtulona w grzbiet Rubiego czułam się już bezpiecznie. Wciąż przed oczami miałam to miejsce gdzie prawie bym zginęła... wciąż czułam jak tonę i jak woda napełnia moje ciało.. przez to cały czas się trzęsłam. Ethan uratował mój łuk co było dobrą wiadomością, lecz co mi po tym gdy cała nasza misja poszła na marne... nic się nie udało.
Po 2 godzinach byliśmy w obozie naszych przyjaciół a oni natychmiast do nas przybiegli. Przed szereg wyszli dowodzący obozem. Każdy z nich ucieszył się że jesteśmy cali... nie chcieliśmy im opowiadać wszystkiego co tam się wydarzyło, więc poinformowaliśmy ich tylko o spotkaniu w Askarem. Wszyscy przez cały czas patrzyli na mnie. Czułam się zakłopotana dlatego natychmiast uciekłam od nich do swojego namiotu. Dziewczyny pobiegły za mną, a w tym czasie Ethan i Matt rozmawiali z jedną z przywódczyń- Rebeccą.
- Ethanie wydaje mi się że na ten czas to koniec waszej misji. Jesteśmy wam dozgonnie wdzięczni za pomoc podczas ataku i po nim. Wiem że tęsknicie za waszym obozem dlatego lepiej jakbyście wrócili do domu. Resztą musimy my się zająć. Askar na pewno na razie nas nie zaatakuje lecz musimy być gotowi gdy nastąpi przesilenie.
- Masz 100 % racje Rebecco. Jeszcze dziś w nocy wyruszymy w podróż powrotną. Wiem że zawaliliśmy bo zamiast coś zrobić tylko sytuacja się pogorszyła.
- Nie przejmuj się tym... idźcie odpocząć przed wyjazdem... przyda wam się chwila odetchnienia. Emily na pewno się poprawi.. jest silną dziewczyną
- Wiem to a mimo to martwię się o nią..- odpowiedział spuszczając głowę
Resztę tego przeklętego dnia spędziłam we własnym namiocie...leczyłam swoje obolałe ciało i pakowałam się na drogę powrotną. To była moja 1 misja i już taka porażka... nie mogłam w to wszystko uwierzyć..byłam taka wściekła!
Około 20 przyszedł do mnie Matt. Odwróciłam się do niego a on przyniósł mi gorącą czekoladę i usiadł obok mnie.
- Wypij chociaż trochę... nic dzisiaj nie piłaś ani nie jadłaś.
Upiłam 3 łyki po czym spojrzałam na niego, a on powiedział:
- Wiem że dzisiejszy dzień musiał być dla ciebie okropny. Rozumiem cię ale nie powinnaś być smutna. Życie toczy się dalej. Czasem zdarzają się porażki ale zawsze po nich muszą być jakieś sukcesy.
- Naprawdę tak twierdzisz...?- spytałam niedowierzając
- No tak...- odpowiedział po czym dodał- a teraz nie gadaj tylko pij dużo.
Objął mnie czule a ja czułam się taka spokojna i szczęśliwa w jego ramionach.
Kiedy już wypiłam do dna całą czekoladę Matt wziął pusty kubek wstał i powiedział na koniec:
- A teraz dobrze się wyśpij po północy ruszamy do obozu... Miłych snów mała
- Matt...
- Słucham...
- Dziękuje ci za wsparcie... jesteś wspaniały...
Lekko speszony Matthew nie odpowiedział nic tylko szeroko się do mnie uśmiechnął i wyszedł z namiotu. Ja za to położyłam się, wtuliłam w koc i poduszkę i zasnęłam z myślą że jutro będę już w domu... daleko stąd...
OD AUTORKI
Jest oto i 11 rozdział. Z tym rozdziałem miałam niezły problem ponieważ miałam go już dawno ukończony gdyby nie fakt że został przez przypadek usunięty i musiałam na nowo go pisać i wymyślać. Ale ciesze się że go napisałam ponownie bo czuje że jest lepszy niż ten pierwszy :) Liczę bardzo na wasze opinie na temat tego rozdziału jak i całego bloga. Serdecznie pozdrawiam i lecę pisać dalsze rozdziały :***




