- Szczęśliwego Nowego Roku księżniczko
- I nawzajem mój rycerzu- odpowiedziałam i odwzajemniłam pocałunek
Bracia Stewart przygotowali mnóstwo fajerwerków i zorganizowali rewelacyjny pokaz. Ten dzień był naprawdę genialny. Oczywiście następnego dnia w naszym obozie ogłoszono Dzień Kaca po sylwestrowego. Co drugi obozowicz został na cały dzień w domu i zmagał się z bólem głowy, a ja chodziłam od domu do domu i podawałam koktajl na zwalczenie kaca. To również był ciekawy dzień...
***
Cały styczeń za to przeleciał bardzo szybko i przez ten miesiąc niewiele się działo. Każdy obozowicz zajmował się swoimi sprawami, nasz obóz coraz lepiej się rozwijał i tak ogółem mówiąc było miło i spokojnie. Gdy nastał luty, śnieg pomału zaczynał topnieć, a wszyscy nie mogli doczekać się tylko tego jednego wyjątkowego dnia w tym miesiącu - Walentynek.
Tego dnia obudziło mnie dość wcześnie pukanie do drzwi. Gdy je otwarłam stanął w nich elegancko ubrany w marynarkę i dżinsy Matt z bukietem róż. Uśmiechnął się do mnie szeroko i powiedział :
- Cześć kochanie. Ubieraj się szybko bo czeka cię dziś mnóstwo atrakcji
- Ale przecież dzisiaj są tylko Walentynki
- Tylko ? Weź przestań ! Szybko masz 15 minut. Będę czekał na ciebie przed domem
Podał mi piękne kwiaty i wyszedł. Ja znalazłam jakiś stary zakurzony wazon, nalałam do niego wody i włożyłam do niego kwiaty. Były naprawdę cudne bo przez dłuższą chwilę nie umiałam oderwać od nich wzroku. Chwile potem przypomniały mi się słowa Matta i wróciłam do ubierania się. Na ten dzień wybrałam : czerwone rurki, beżowy sweter, szal, podkoszulek, trampki i oczywiście kurtkę taty. Nigdzie się bez niej nie ruszam. Włosy pozostawiłam rozpuszczone i po wizycie w łazience i umalowaniu się delikatnie wreszcie byłam gotowa. Wzięłam tylko do ręki muffinke którą dostałam dzień wcześniej od Malii i w przed wyjściem ze smakiem ją zjadłam. Matt tak jak powiedział czekał na mnie przed domkiem. Siedział cicho na schodach i nucił sobie jakąś piosenkę. Podeszłam do niego, objęłam go w pasie i ucałowałam.
- No to gdzie chcesz mnie zabrać ?
- Oj zobaczysz- odpowiedział po czym mrugnął do mnie okiem
Najpierw Matt udał się razem ze mną po transport do Jamesa. James ponieważ jest mechanikiem i obozowym inżynierem skonstruował niedawno genialny motocykl. Matt poprosił go więc o wypożyczenie go na ten dzień a że James jest jego wiernym przyjacielem zgodził się mu go pożyczyć. Podał nam oboje kaski i poprosił na słówko Matta. Nie że podsłuchiwałam ale i tak usłyszałam o czym gadają :
- Miłej randki stary tylko pamiętaj jak go chociaż zarysujesz to masz prze....
- Przechlapane chciałeś powiedzieć tak ? Nie martw się zadbam i o moją ukochaną i o twój motocykl
- Dziękuje to powodzenia
Chłopaki pożegnali się a chwilę później jechałam razem z Mattem do nietypowego miejsca. Cały czas w myślach krążyły mi różne scenariusze. Co on mógł wymyśleć ?
Po prawie godzinnej jeździe podjechaliśmy pod miejsce którego nigdy bym się nie spodziewała aczkolwiek bardzo mi się to spodobało. Matt zabrał mnie do Wesołego Miasteczka. Wykupiliśmy karnet na parę atrakcji i zabraliśmy się do zabawy. Najpierw byliśmy na dosyć sporej karuzeli, później zwiedziliśmy dom strachów ( który jakoś nie zbyt mnie wystraszył ) a potem odwiedziliśmy przeróżne pomniejsze miejsca. Matthew nawet wygrał dla mnie ogromnego misia ( co z tego że trochę oszukiwał, odrobina wody nikomu nie zaszkodzi). Później zjedliśmy parę łakoci m.in. kolby kukurydzy, watę cukrową i corndogi. Miałam tam mnóstwo frajdy ponieważ ostatni raz byłam w taki miejscu z jakieś 9 lat temu razem z rodziną. Nie przypuszczałabym że będąc nastolatką równie dobrze mogę się tu świetnie bawić tak samo gdy miałam 8 lat. Później odwiedziliśmy jeszcze parę innych dzikich karuzel. Matt nawet porobił mi przy tym mnóstwo naprawdę zabawnych zdjęć. Na samym końcu kiedy już oboje mieliśmy dość szybko działających szalonych maszyn rozrywkowych udaliśmy się na diabelski młyn. Pomimo iż w dzieciństwie panicznie bałam się wejścia na tą konstrukcję teraz gdy stałam się inną osobą z chęcią weszłam do środka ,,gondoli''. Matt usiadł obok, objął mnie ramieniem i wyszeptał do ucha:
- Najpiękniejszy widok będzie na górze, chociaż piękno widzę tuż obok siebie
Popatrzył mi w oczy i pocałował mnie. Chwilę potem młyn ruszył. Po chwili znaleźliśmy się na górze. Matt miał rację z góry widać było całe miasteczko oraz okolice wokół. Pomimo zimna jakie jeszcze panowało w powietrzu nie czułam tego. Czułam spełnienie i radość. Na diabelskim młynie spędziliśmy 15 minut kręcąc się wkoło. Po przejażdżce Matt stwierdził że już nam tego wystarczy. Chwycił moją rękę i wróciliśmy na parking gdzie stał motor. Ponownie na niego wsiedliśmy tym razem w 3 ( ja, on i ten miś) i wyruszyliśmy w dalszą część naszej walentynkowej podróży...
Ponieważ zbliżała się pora obiadu Matt zabrał mnie do małej aczkolwiek bardzo efektownej restauracji.Wspólnie zamówiliśmy dużą porcję spaghetti i colę. Na początku trochę nieswojo się tu czułam. Wokół mnie siedziało mnóstwo ludzi bardziej eleganckiego pokroju, a ja ? Zwykła ( no dobra nie do końca ) nastolatka ubrana w rurki i sweter. Matt powtarzał mi co chwilę żebym się tym mnie przejmowała i podał mi na widelcu trochę makaronu. Nie dość że dużo się przy jedzeniu uśmialiśmy to jeszcze Matt pobrudził sobie sosem marynarkę. Lekko wkurzony ściągnął ją i zarzucił na krzesło. No teraz przynajmniej wyglądał jak ja. Jak nastolatek.
Po obiedzie Matt przyszykował dla mnie kolejne niespodzianki. Pojechaliśmy do kina na komedię romantyczną. Nigdy bym się nie spodziewała po nim że wybierze taki rodzaj filmu. Odkąd go poznałam wiedziałam że woli filmy fantasy albo jakiś dobry thriller. Może zrobił to specjalnie dla mnie ? Słodziak.
Film trwał jakieś półtorej godziny. Podczas niego dużo się całowaliśmy i podjadaliśmy popcorn. Po filmie okazało się że jest już 17. Poprosiłam Matta żebyśmy już wrócili ale on miał jeszcze jeden, ostatni prezent dla mnie...
Wsiedliśmy ponownie na motocykl Jamesa i odjechaliśmy.
Godzinę później Matt zatrzymał się nad pięknym jeziorem w jednym z najpiękniejszych parków w naszym stanie. Usiedliśmy na ,,plaży'' przed jeziorem a słońce zaczęło zachodzić. Zimny wiatr przewiewał moje ciało które zaczęło drgać pomimo tego iż byłam dość grubo ubrana. Matt zaproponował rozpalenie ogniska. Pozbierał parę drewienek wykopał dół w piasku, wrzucił drewienko, ułożył palenisko i za pomocą zapalniczki i podpalacza rozpalił niewielkie, aczkolwiek dające miłe ciepło ognisko. Usiedliśmy oboje na kocu tuż obok płomieni, Matt przyciągnął mnie do siebie, ucałował w czoło i powiedział :
- Piękny koniec dnia
Nie odpowiedziałam bo zachciało mi się płakać. Wpatrywałam się w księżyc odbijający się w tafli wody, a z oczu leciały mi łzy. Matt zauważył to i bardzo się zaniepokoił. Spojrzał w moje zapłakane i zaczerwienione oczy i spytał :
- Emily czemu płaczesz ?
- Bo.... jestem idiotką. Ty przygotowałeś tyle cudownych rzeczy dla mnie, zaplanowałeś ten dzień idealnie a ja nawet nie kupiłam ci nic. Nic nie zrobiłam
- Przestań. To nie jest dla mnie ważne. Cieszę się z tego że robię to dla ciebie. To dzięki tobie jestem szczęśliwy. Nie musisz robić nic wielkiego, wystarczy że będziesz.
- Ja.....- zatkało mnie - dziękuje ci, za wszystko. Kocham cię Matt
- Kocham cię Emily
Wtuliłam się w jego ciało i oboje wpatrywaliśmy się w piękno tego co nas otacza, a przyjemne ciepło ogniska dodatkowo pozwalało nam zapomnieć o tym że jest luty. Nie mogłam wyrazić jak szczęśliwa byłam w tej chwili...
Około 20 zgasiliśmy bezpiecznie ognisko, wsiedliśmy na motocykl i odjechaliśmy w stronę naszego obozu... W czasie drogi czułam się trochę zmęczona, a jazda jeszcze bardziej mnie usypiała. Objęłam więc Matta w pasie żeby być bezpieczną i odpłynęłam w sen.....
Godzinę później wróciliśmy do obozu. Ponieważ ja wciąż spałam Matt wziął mnie delikatnie na ręce jak pannę młodą i zaniósł do domku. Położył mnie na łóżku, okrył kocem, pod rękę wsunął misia którego dostałam od niego i po cichu wyszedł szepcząc mi tylko na koniec do ucha:
- Dziękuje za dzisiaj. Miłych snów Emily. Kocham cię
I wyszedł. A ja tym czasem wtuliłam się do misia i wspominałam wszystko to co dzisiaj przeżyłam. Później już zasnęłam słodkim snem.
OD AUTORKI

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz