Tej nocy sen który przeżyłam był naprawdę podejrzany.
Pierwszą rzeczą jaka mnie zadziwiła było to że bardzo mało widziałam to co mi
się śniło. Wydawało mi się iż byłam w jakimś tunelu, ciemnym, lecz ściany były
chyba ze szkła. U nogi przykute miałam jakieś żelastwo które były ciężkie jak
cholera. Nagle w tunelu zaczęła zbierać się woda lub jakiś podobny płyn.
Próbowałam się wydostać, ale nie mogłam. Chwilę potem tonęłam już cała
zanurzona. Wtedy się obudziłam…
- No to było serio porąbane- powiedziałam sama do siebie
Chwilę leżałam na łóżku myśląc nad tym snem. Wstałam i
wyciągnęłam z torby mój telefon- 8.30 – trza by było się już przyszykować na
ten dzień.
Szybko ubrałam się w ciuchy które wzięłam ze sobą. Ogarnęłam swoją twarz i włosy, poukładałam w
swoim namiocie, a potem wyszłam na zewnątrz żeby zobaczyć co dzisiaj trzeba
będzie zrobić.
Nieopodal mojego namiotu zauważyłam Matta pomagającego
nosić broń. Podbiegłam do niego i się przywitałam.
- Wyspałaś się ?
- Powiedzmy… pomóc ci ??
- Nie właśnie z chłopakami przenosimy broń to nowego
pomieszczenia składowego. Idź zobacz może Malia albo Camill cię będą
potrzebować.
- Ok.
Uśmiechnęłam się do niego a on nie odrywał ode mnie
wzroku. Poszłam więc poszukać dziewczyn.
Malie znalazłam przy ruinach jednego budynku. Wyciągała
z niego rzeczy które jeszcze mogą się nadać.
- Hej- powiedziałam
- O hej – odpowiedziała radośnie na mój widok
- Mogę ci coś pomóc ???
- Wiesz już kończę ale może weźmiesz tą skrzynie i
zaniesiesz do tamtego namiotu ?
- Jasne
Podniosłam skrzynkę z rzeczami ocalałymi po wczorajszym
ataku i skierowałam się do wielkiego, pomarańczowo- szarego namiotu.
Oddałam je w dobre ręce i poszłam dalej tym razem
poszukać Camill i zobaczyć co robi.
Zauważyłam ją przy jakieś dziwnej maszynie. Wyglądała
jak jakaś proca albo coś podobnego.
- Hej co robisz ?
- Pomagam w naprawie tego olbrzyma. Nudziło mi się, a na razie nie ma gdzie sobie
poćwiczyć walkę , więc zadeklarowałam się jako pomoc przy naprawie maszyn.
- To fajnie… jak coś to też mogę coś pomóc.
- Nie nie trzeba, idź lepiej do szpitala.. tam będą cię
potrzebować.
- No właśnie.. dzięki Camill
Natychmiast poszłam do namiotu szpitalnego. Było tutaj
jeszcze paru rannych albo chorych których mogłam uzdrowić. Zebrałam potrzebne
leki i zabrałam się do pracy.
Prawie każdy pacjent miał inne rany. Niektórzy mieli
połamane kości, inni wstrząs mózgu, a jeszcze inni byli poranieni od różnych broni.
Każdemu starałam się jak najlepiej pomóc. Po jakiś 2-3
godzinach stwierdziłam iż wszyscy są uzdrowieni i nie ma powodu żebym tu dłużej
siedziała. Opuściłam więc to miejsce,
mówiąc do pielęgniarek obozowych aby pacjenci teraz odpoczywali.
Chodząc potem jeszcze po obozie natknęłam się na mojego
brata.
- Hej Emily- powiedział
- Hej bracie i jak? Jakie są dalsze plany działania ?
- Cóż pomożemy temu obozowi w odnowie i wrócimy do
naszego. Na razie będziemy musieli się tylko bronić a nie atakować aby móc jak
najlepiej przygotować się na najbliższe starcie. Wy najprawdopodobniej już
dzisiaj wrócicie do domu. Ja tu muszę jeszcze zostać…
- A niby czemu ???
- Mam jakby pewne zadanie do wykonania…
- Ethan o co ci
chodzi ??
- Nic Emily. Jestem naszym przywódcą i muszę coś jeszcze zrobić. Idź potem się spotkamy.
- Nigdzie nie pójdę dopóki mi nie powiesz co kombinujesz
!
- Oj przestań. Masz zamiar się ze mną droczyć tak jak w dzieciństwie ?
- A żebyś wiedział
- Ehh.. dobra no to spójrz tam…
Wskazał palcem na jedne z drzew, spojrzałam tam ale nie
zauważyłam niczego co miało by mnie zainteresować. Gdy się odwróciłam mojego
brata już nie było.
- ETHAN !!!!!
Skubany zapomniałam że on potrafi niezwykle szybko
biegać i dobrze się ukrywać !!! Wykiwał mnie no ….
Nie chciało mi się go szukać, ale też nie mogłam tak po
prostu nie przejąć się tym co on ma zamiar zrobić. Poszłam zapytać się więc
jego znajomych dowódców z tego obozu.
Nic mi nie powiedzieli bo nie wiedzieli o niczym. Super,
po prostu super.
Byłam zła na Ethana bo wiem że zazwyczaj kiedy sam się
za coś bierze to nie jest to nic normalnego…
***
Krzątałam się po obozie, zaglądając w różne miejsca i
pytałam się czy komuś mogę się na coś przydać. Nikt nie potrzebował mojej
pomocy. Postanowiłam wrócić więc do swojego namiotu.
W drodze to pola namiotowego zobaczyłam coś dziwnego.
Nieopodal bramy obozu za drzewem ktoś się ukrywał. Ten
ktoś nie wyglądał na obozowicza więc momentalnie przygotowałam swój łuk gotowa
by zaatakować.
Postać ta była niewyraźna. Niby wyglądał jak człowiek,
ale to nie był człowiek…
To coś ( nazwijmy to tak ) miało tułów człowieka ale
jego kończyny przypominały łapy jaszczurki a głowa była połączeniem jakiegoś zwierzęcia i zdeformowanej ludzkiej twarzy, miał także długi ogon najeżony kolcami. Kiedy przyjrzałam się temu
bliżej zobaczyłam że jego oczy są całkowicie czarne a z ciała wydobywa się
ciemny dym.
Dotarło do mnie że jest to jeden z potworów Askara. Ja
również się przyczaiłam aby móc go zabić, ale niestety kiedy już miałam go
trafić strzałą on mnie ujrzał.
Obnażył swoje
kły, wydał dźwięk przypominając syk i zaczął uciekać. Natychmiast ruszyłam za
nim…
Goniłam go już dłuższą chwilę. Co jakiś czas zmieniałam
się w geparda aby móc biec szybciej. Jednak stwór okazał się znacznie szybszy…
Nagle przed nim w dolinie ukazał się portal prowadzący
prawdopodobnie do podziemia.
Wtedy postanowiłam dać z siebie wszystko. Dogoniłam go.
Lecz on wleciał do środka portalu… a ja razem z nim.
OD AUTORKI
Nom nom nom jest i 9 rozdział :D Mam nadzieje że źle nie jest i dalej chcecie czytać moje ,,wypociny''. Bardzo ale to bardzo mi zależy na waszych opiniach bo jest to dla mnie pretekst aby wciąż pisać. Dziękuje i tak i tak za 335 wyświetleń a tak poza tym to nie mam nic wielkiego to przekazania. Następny rozdział już za niedługo a na tę chwilę życzę miłego wieczoru ;)
Do tego rozdziału przyszykowałam bardzo specjalną piosenkę :) Mam nadzieję że się spodoba ( bo ja osobiście ją uwielbiam ^.^):

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz