środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 8



Nad jeziorem spędziłam  jakąś godzinę.  Kiedy miałam już stąd pójść usłyszałam za sobą głos:
- Zapomniałem ci podziękować
Obróciłam się i ujrzałam Matta, którego oświetlał blask księżyca a jego oczy były tym razem tak błękitne woda w jeziorze. Podszedł do mnie a ja zapytałam:
- Ale niby za co ? – zdziwiona zapytałam
- No.. wiesz.. tak jakby uratowałaś mi życie
- Więc… ty już wiesz że mam moc zatrzymywania czasu?
- No tego nie wiedziałem ale pamiętam że wtedy podczas ataku jeden z gigantów chciał mnie zabić i już czułem że będzie po mnie kiedy to film mi się urwał a potem znalazłem się na trawie bezpieczny i widziałem jak go pokonałaś.
-  Mogłam się domyślić że się skapniesz – odpowiedziałam zakłopotana- musiałam coś zrobić. Nie pozwoliłabym na to żeby ktoś z nas zginął.
- Mogę się przysiąść?- spytał
- E…  jasne siadaj
Przysiadł obok mnie  i to tak blisko że poczułam  energię bijącą z jego ciała . Spojrzał na mnie tak że prawie odpłynęłam.  Widać było po nim że jego także wykończył ten dzisiejszy dzień.
- Wiem że się martwisz. To co dzisiaj nas spotkało nie powinno się wydarzyć, ale życie piszę różne scenariusze. 
- Ty nic nie rozumiesz… jeszcze parę dni temu powiedziałabym że to wszystko to tylko moja wyobraźnia i w tym świecie nie powinno się takie coś stać.
- Ale to jest inny świat Emily. Każdy z nas żyje na krawędzi i nie powinniśmy cały czas się tym przejmować.
Objął mnie ramieniem i tym razem nie odsunęłam się. Nie chciałam go od siebie ,, odpychać’’. W tej chwili było mi potrzebne wsparcie innego człowieka.
- Ethan rozmawiał z przywódcami i ustalili że będą musieli inaczej zająć się sprawą tego konfliktu. Prawdopodobnie zostaniemy tu przez parę dni.
- Powinniśmy tu zostać. Oni wszyscy potrzebują naszej pomocy !
Matt zgodził się ze mną. Potem jednak nic nie powiedział... tylko milczał.
Kolejną godzinę spędziłam wciąż nad jeziorem tym razem z nim. Przez cały ten czas dużo rozmawialiśmy. Matt okazał się naprawdę fajnym chłopakiem i nigdy nie pomyślałam że spotkam kiedyś kogoś tak niezwykłego jak on.
Przez całe moje dotychczasowe życie byłam tylko raz zakochana. Chodziłam z tym chłopakiem prawie 2 lata, jednak ta miłość okazała się porażką. On znudził się mną i tak po prostu rzucił mnie dla innej- lepszej laski. Ciężko to przeżywałam, bo byłam z nim wtedy naprawdę szczęśliwa. Potem przyrzekłam sobie że od tej pory będę ostrożna w sprawach miłosnych.
Ale Matt był wyjątkowy. Znałam go od niedawna, lecz czułam że będę się z nim dobrze dogadywać.
- Kurde, późno już. Nieźle się zasiedzieliśmy, ale miło tu się siedziało. – oznajmił Matthew
- Zgadzam się.
Wstaliśmy oboje, a nasze ciała były bardzo blisko siebie. Czułam motylki w brzuchu. ( czy osoby nadprzyrodzone mogą aż tak odczuwać pewne emocje ? Hmm…)
Matt objął mnie w talii i przysunął bliżej do siebie. Popatrzył na moje usta i byłam pewne że chce mnie pocałować. Przechylił delikatnie głowę i już chciał dotknąć moich ust kiedy ja zrobiłam unik, a on wpadł z dużym pluskiem do wody.
Po chwili wynurzył się z surfując na fali którą wytworzył. Podleciał do mnie i powiedział:
-  Ładnie to tak oszukiwać biednego nastolatka ?
- Oj tam oj tam – odpowiedziałam
- Trzeba się zemścić- krzyknął radośnie i chwycił mnie na nogę. Przewróciłam się i zaczęłam go prosić żeby mnie nie wciągnął do jeziorka
- Matt przestań no! To był żart
- Wiem, ale skoro ja już jestem mokry ty też musisz być. Przechylił swoją falę w moją stronę i wylądowałam w wodzie.  Wypłynęłam na powietrze i zaczęłam go chlapać.
- Jak ty mogłeś no !!! -  powiedziałam – a masz za swoje
Chlusnęłam go wodą a on z łatwością ją odbił.
- Nie pokonasz mnie kiedy jestem w swoim żywiole – zaśmiał się Matt
- Czyżby ?
Rzuciłam się na niego.  Zaczęliśmy się taplać nawzajem i  mieliśmy przy tym niezły ubaw.
Wyszliśmy jakieś 15 minut później cali mokrzy, ale nie przestaliśmy się śmiać z siebie.
- No takiego zakończenia tego dnia się nie spodziewałem- oznajmił
- Ja też, ale przynajmniej poprawił mi się przez to nastrój
- Fajnie było. Dobra chodźmy już zanim pomyślą że zniknęliśmy.
- Masz racje
Opuściliśmy jezioro i udaliśmy się w stronę namiotów w których spali obozowicze.
Znaleźliśmy wolne namioty i każdy poszedł do swojego. Wciąż ciekła ze mnie woda i byłam przemarznięta. Spróbowałam więc użyć mojego daru leczenia, aby móc się osuszyć. Ku mojemu zdziwieniu zadziałało. Odłożyłam swój plecak i łuk z kołczanem które jako jedyne nie ucierpiały przez  wodę, okryłam się kocem i momentalnie usnęłam. Nie wiem co spowodowało że tak szybko udało mi się zasnąć. Tyle dzisiaj przeżyłam. Zapewne to emocje dały górę i ogólne zmęczenia. Oby następny dzień był lepszy…


OD AUTORKI 
Oto i kolejny rozdział dodany z okazji Sylwestra i zbliżającego się Nowego Roku. Tak tak wiem ....jest krótki ale piszę też i długie więc nie martwcie się :) Mam nadzieje że nie jest tak źle, że na razie podoba wam się moje opowiadanie. Dobra nie będę się tu rozpisywać. Życzę miłego czytania i oczywiście dzisiaj 31 grudnia co za tym idzie życzę wam udanego sylwestra i oczywiście SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU :D ! Oby był udany ;)  Pozdrawiam Aleks :*

Na koniec również standardowo  muzyczka :D Do tego rozdziału dopasowałam coś w tematyce miłości. Piosenka miłosna w klimacie reggae :D :
 

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 7



Lecieliśmy właśnie nad Pensylwanią, a mi z chwili na chwilę lot sprawiał coraz większą przyjemność. Czułam się wolna!
Mój smok którego nazwałam Ruby ( z powodu odcienia jego skóry, która była tak podobna to koloru rubinu) swobodnie leciał  ciesząc się z bycia w przestworzach.
Pod nami widoki były naprawdę niesamowite. Szkoda że nie miałam przy sobie żadnego szkicownika ani ołówka. Z chęcią uwieczniłabym to co właśnie widziałam.
Zaczęłam ścigać się z Matthew i oczywiście kto wygrał : JA !
-   Szkoda że nie ma wyścigów smoków. Mogłabyś brać w nich udział i spokojnie każde  byś wygrała.
- Hmm… pomyśle nad tym. Może zorganizujemy jakieś w naszym obozie?
- Czemu ni- odparł i wzruszył ramionami
Rozmowę przerwała nam Malia :
- Już starczy tych podrywów. Lepiej spójrzcie na to !
Byliśmy prawie na miejscu kiedy ujrzeliśmy z daleka że coś jest nie tak. Gdy podlecieliśmy bliżej okazało się że obóz naszych przyjaciół płonie! Każdy uciekał w popłochu ratując wszystko co mógł. Wokół kręciło się pełno potworów, które porywały obozowiczów i niszczyły wszystko na swojej drodze… widok tego ogromnie mnie przeraził.
- Askar wiedział że jedziemy do Nowego Yorku. Przygotował się na to i zaatakował ich obóz- krzyknął Ethan- szybko musimy im pomóc póki jeszcze można !!!!
Skierowaliśmy nasze smoki ku ziemi i chwilę potem wylądowaliśmy nieopodal tego obozu.
Polecieliśmy w stronę bramy i zobaczyliśmy przed sobą piekło. Wielu obozowiczów leżało martwych albo rannych, a potwory wciąż pustoszyły to miejsce.
Ethan rozdzielił nam zadania. On i Matt atakowali największe stwory, Camill i Malia zabijały te słabsze, a ja starałam się ratować ludzi i ranić wrogów łukiem.
Zobaczyłam małą dziewczynkę uciekającą przed wężo- demonem
- Ej ty zostaw ją – krzyknęłam głośno w jego stronę
Potwór natychmiast odwrócił się w moją stronę i zaczął gnać ku mnie. Uchylił swoje kły i był  gotowy mnie ukąsić kiedy napięłam mój łuk i wycelowałam prosto w jego serce. Zaczął jęczeć i po chwili rozpadł się w pył.
,, Wow jak ja to zrobiłam?’’ powiedziałam sama do siebie. Wzięłam tą dziewczynkę na ręce i zaczęłam uciekać poszukując dla niej schronienia.
Ukryłam ją w niewielkiej dziurze w pniu drzewa i kazałam jej być cicho. Kiwnęła głową na znak zrozumienia i bardziej wcisnęła się  w środek pnia.
Ja sama pobiegłam w stronę gdzie właśnie rozgrywała się okropna scena. Mój brat  walczył z jakimś gigantem. Niestety potwór okazał się silniejszy. Połamał na pół miecz Ethana i z jego rąk zaczął buchać ogień.  Ethan próbował dalej go zabić pomimo braku broni. Potwór złapał go i odrzucił  w stronę gruzów jednego z domów. Ethan wylądował tam z wielkim hukiem. Gigant zebrał kulę ognia i chciał podpalić miejsce gdzie leżał mój brat. W ostatniej sekundzie przeszkodził mu Matt który oblał go falą wody. Nie mogłam w to uwierzyć ! Matt potrafi władać żywiołem wody !
Wkurzony do maksimum gigant rzucił się ku Mattowi. Złapał go za gardło i przycisnął do drzewa.
- A teraz zapłacisz za to – warknął potężnie
Wyjął z pasa ogromny miecz.
- Pożegnaj się z życiem bohaterze !!!!
 Widząc to nogi pode mną się ugięły. I w tym momencie poczułam przypływ energii. Chciałam coś zrobić ale byłam zbyt daleko, jedynym wyjściem okazał się krzyk:
- NIEEEE !!!!!!!!!!! –krzyknęłam tak głośno że echo mojego głosu poniosło się na cały obszar obozu, po czym zamknęłam oczy.
Po jakiś 5 sekundach kiedy przestało dzwonić mi w uszach. Ujrzałam bardzo dziwną sytuacje. Wszystko wokół mnie znieruchomiało. Czas się zatrzymał i każdy nie poruszał się. Tylko ze mną nic się nie stało. Chwile potem dotarło do mnie co zrobiłam!
Potrafię zatrzymać czas. Dobrze że ta zdolność pojawiła się właśnie w tym momencie. Ona mi pomoże uratować Matta.
Zobaczyłam przed sobą świetlny zegar który zaczął odliczać czas. 30 sekund… tyle zostało mi zanim ponownie wszystko wróci do normy. Jak najszybciej pobiegłam ku Mattowi. Wyrwałam go z uścisku giganta i położyłam parę metrów dalej. Sama stanęłam za nim gotowa by zrealizować mój plan.
5,4,3,2,1….  moja moc zatrzymywania czasu przestała działać i akcja toczyła się dalej . Gigant zamiast  wbić miecz w Matta dźgnął drzewo. Zdezorientowany próbował go wydobyć, gdy ja wrzasnęłam:
- Brzydalu tutaj !!!! No dalej spróbuj mnie dorwać ty mizeroto!!
Matt oszołomiony tym co się właśnie wydarzyło zaczął z przerażeniem oglądać jak potwór biegnie w moim kierunku. Wtedy wyjęłam 3 strzały i wycelowałam.  Łup! Łup! Łup! Wszystkie strzały wbiły się  idealnie w serce giganta. Upadł na ziemie i na koniec spojrzał na mnie umierając.
- To ty jesteś tą dziewczyną! Askar miał rację że…
I nie dokończył… rozpadł się na kawałki które wyparowały w powietrze.
Matt podbiegł do mnie, mocno mnie przytulił i powiedział:
- Byłaś niesamowita Emily!
- Dziękuje, ale autografy to po bitwie – odpowiedziałam żartobliwie- chodź musimy innym pomóc
Większość armii Askara zaczęła się wycofywać. Niektóre stwory rozpłynęły się a inne po prostu zapadły pod ziemie. Camill i Malia zabiły ostatnie potwory i podbiegły do nas:
- Uciekli…- powiedziała Camill – i bardzo dobrze, nie znoszę tych brzydali.
- Dobrze że nic wam nie jest- oznajmiła Malia- a gdzie Ethan ?
- O matko Ethan!- krzyknęłam i pędem pobiegłam ku ruinom domów w których dalej leżał mój brat. Miałam tylko nadzieje że mocno nie ucierpiał.
 Ethan ! Ethan gdzie jesteś!? – krzyczałam przegrzebując kawałki rozwalonych ścian, zniszczonych mebli i innych przedmiotów
- Emily? – usłyszałam cichy głos wołający mnie
Podeszłam tam skąd się wydobywał i ujrzałam mojego brata całego we krwi.
Zawołałam resztę aby pomogli mi go wyciągnąć.
Ułożyliśmy go na trawie. Mój brat jęczał z bólu, ale starał się nie ruszać aby nie pogorszyć swojego stanu. Nagle przylecieli do nas mieszkańcy obozu i główni dowodzący.
- To wy jesteście z Denver prawda?  Dziękujemy że przybyliście w tym momencie. To nie miało tak wyglądać. Zaatakowali nas nie dawno. Niestety nie umieliśmy ich powstrzymać. Gdyby nie wy obozu by już nie było. – powiedziała jedna z dziewczyn, która prawdopodobnie była dowódcą.
- Skąd Askar wiedział że do was przybędziemy? – spytała zaciekawiona Malia
- Tego nie wiemy. Obawiam się że rozpoczęła się już  wojna i to prawdziwa. Wybaczcie ale musimy ratować rannych i  Ethana.
Przenieśliśmy wszystkich rannych wraz z moim bratem do namiotu medycznego, a raczej do miejsca w którym on się znajdował. Każdy kto mógł pomagał nam, a ja miałam pełne ręce roboty. Najpierw zajęłam się najbardziej poszkodowanymi. Kiedy najgorsze sprawy były opanowane podeszłam do mojego  brata. Musiałam nad nim czuwać przez długi czas ponieważ był nieprzytomny. Zregenerowałam najbardziej jak mogłam jego organizm i teraz to wszystko zależało od niego.
Malia, Camill i Matt pomagali innym obozowiczom. Jakieś 4 godziny później Ethan ocknął się:
- Co się dzieje? Gdzie jestem ?
- Spokojnie, nie ruszaj się. Jesteśmy w Nowym Yorku w obozie naszych sojuszników pamiętasz ?
- Tsa… ale moment co z nimi ? Co z obozem? Przecież ich zaatakowano !!!
- Oni się wycofali, lecz obóz mocno odczuł skutki tego ataku.
-  Nie mogę tu leżeć! Muszę im pomóc, muszę obmyśleć dalszy plan działania
- Przestań. Zostałeś ciężko ranny. Nie pamiętasz jak ten gigant rzucił cię w gruzy ?
- W nosie to mam! Nic mi nie jest!
Ethan wstał i zaczął biegać wkoło szukając wyjścia
- Przestań natychmiast teraz musisz odpocząć !
- Nie!
Wybiegł z namiotu i popędził poszukać swoich przyjaciół- przywódców aby móc z nimi porozmawiać i zastanowić się nad dalszym planem działania.
Nie zdążyłam go dogonić. Wróciłam więc do namiotu aby  leczyć innych.
Nie wyobrażałam sobie tego wszystkiego tak… źle. Naprawdę ich obóz, a raczej to co z niego zostało był w bardzo złej sytuacji.
Około 18 kiedy większość osób była uleczona ja opuściłam to miejsce i poszłam poszukać kogoś z moich. Nikogo nie znalazłam. 
***
Szłam pewną aleją wybudowaną z drewnianych pali i dotarłam do pięknego jeziora, które jako jedyne chyba tutaj nie ucierpiało. Podeszłam do pomostu, usiadłam na jego skraju i zaczęłam przyglądać się wodzie. Była czysta i bardzo błękitna.  Wpatrywałam się we własne odbicie w tafli wody. Po chwili zaczęły do niej wpadać moje łzy. Płakałam, bo uświadomiłam sobie że moja pierwsza wyprawa z obozu, okazała się porażką. Przez to co się tu wydarzyło chyba się załamałam. To co zobaczyłam, tyle martwych nastolatków, ogień, krew, te potwory, mój brat prawie nieżywy, przyjaciele w tarapatach. Tego było dla mnie za wiele.  Bardzo źle się z tym wszystkim czułam…



OD AUTORKI
 Kolejny rozdział się pojawił a ja mam pytanie : Co tak naprawdę sądzicie o moim blogu ? Bo wiecie nie dostaje żadnych opinii i po prostu nie wiem czy opłaca się go dalej pisać. Chociaż jest to moja pasja więc raczej nie przestane ale miło by było gdybyście dali mi znać że wam się podoba :) A teraz zmiana tematu : Jak po świętach ? Fajne dostaliście prezenty? Mam nadzieje że miło spędziliście ten magiczny czas :) Ja jestem bardzo zadowolona z tegorocznych świąt. Co prawda śnieg spadł dopiero wczoraj ale i tak jest świetnie :D
Następny rozdział  za niedługo się pojawi :* 

A na razie czas na muzykę :D W tym rozdziale piosenka bardzo nastrojowa. Bardzo lubię tego wykonawcę a wy ?

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 6



Zbudził mnie dźwięk, który ty razem doskonale znałam. To budzik dzwonił. Wstałam lekko się jeszcze kiwając. Podeszłam do okna uchyliłam zasłonę i ujrzałam, że słońce zaczyna wschodzić. Szybko umyłam się, uczesałam w kucyk i lekko umalowałam żeby nie wyglądać jak zombie. Potem ubrałam się w ciuchy, które przygotowałam poprzedniego dnia: spodnie khaki, czarny długi podkoszulek i oczywiście kurtkę moro od taty. Nie zapomniałam także o moich bransoletkach. Na koniec  wciągnęłam ciemne adidasy i poszłam do lodówki żeby coś zjeść. Zadziwiające było że co dzień pojawiały się w niej nowe produkty, z których można zrobić śniadanie.  Przygotowałam sobie płatki i sałatkę owocową, którą ze smakiem zjadłam. Posprzątałam po sobie i na koniec  wzięłam ukochany łuk i kołczan oraz plecak po czym  pobiegłam szybko na plac, na którym mieliśmy się spotkać.
Zastałam już Camill i Malię siedzących pod drzewem i śmiejących się. Pomachałam do nich. One ujrzały mnie i podeszły, aby się przywitać.
- Gotowa ?- spytała Malia
- Mam nadzieje- odpowiedziałam
- Boisz się pewnie, co ?- powiedziała Camill
- Trochę to moja pierwsza taka misja więc…
- Spoko, może uda nam się wrócić
- Może?
- No…
Chwilę potem przybiegł i Matthew oraz jakiś chłopak. Był dość wysoki, miał ciemne krótkie włosy oraz taki zadziorny uśmiech. Podszedł do Camill powiedział jej coś na ucho, pocałował ją i odszedł.
- To jest jej chłopak ?- zapytałam Malii
- Owszem, nazywa się James Ross. Ma 18 lat i jest tu od 3 lat.
- Nieźle
-Hej dziewczyny – powiedział Matt witając się z nami
- Hej Matthew – odpowiedziała Malia
Nagle z góry usłyszałam znajomy głos.
- Jesteśmy wszyscy, więc możemy ruszać.
Z drzewa zeskoczył mój brat  z pełnym ekwipunkiem i ubrany po części  w strój do walki, z mieczem przypiętym do prawej części pasa  podszedł do nas.
- Mam nadzieje, że nikt nie chce zrezygnować?
- NIE !!! – odpowiedzieli  wszyscy chórem tylko znowu ja nie zdążyłam
- Świetnie
- Ethan a jak tam się dostaniemy ????- spytałam
 Mój brat spojrzał znacząco na Matta. Nie wiedziałam, o co im chodziło dopóki Matt nie podszedł do jednego drzewa i nie  otworzył jakieś klapy, z której wysunęły się 3 piękne motocykle
- Pojedziemy na motorach- odpowiedział
Podzieliliśmy się tak.: Malia jechała razem z moim bratem, Camill prowadziła sama, a mi przypadło jechanie razem z Mattem.
Ubraliśmy kaski ,a Ethan krzyknął :
- Wszyscy gotowi ?
- TAK !!! – odkrzyknęliśmy ( tym razem ja też )
Matt odwrócił się do mnie i powiedział :
 - Lepiej się mnie trzymaj
- Ehm.. ok.
Objęłam go delikatnie w pasie  po czym odjechaliśmy z piskiem opon.
Pędziliśmy jedną z autostrad z jakieś 120 km/h. Nie mogłam zbyt podziwiać widoków, bo przemykały mi przed twarzą jak wiatr, więc mocniej wtuliłam się w plecy Matta i  na chwilę odpłynęłam. Odczuć można było po nim zadowolenie z powodu tego iż jedziemy razem.
Chwilę potem poczułam jak wyjeżdżamy z autostrady i wkraczamy na jakąś lokalną drogę. Mój brat poinformował nas przez głośnik wbudowany w motocyklu, że dojeżdżamy do Kentucky  i w tym momencie droga wybuchła ,a my stoczyliśmy się wszyscy do rowu…
Kiedy się ocknęłam nade mną klęczał Matt razem w moim bratem. Pomogli mi wstać i usadowili w bezpiecznym miejscu. Wciąż mieniło mi się przed oczami   i czułam okropnie rwący ból  w prawym boku. Okazało się, iż mam połamane żebro. Niedaleko nas  były Malia i Camill, lecz obie były mocno potłuczone. Wstałam żeby im pomóc jednak mój brat kazał mi siedzieć.
- Nie ruszaj się. Matt już idzie pomóc dziewczynom.
- Co się w ogóle stało ?
-  Wojownicy Askara zastawili na nas pułapkę. Motocykle są zniszczone doszczętnie, więc na razie tkwimy tu. Masz napij się.
Podał mi  butelkę z wodą i kazał tu zostać. Sam poszedł sprawdzić, co z dziewczynami.  Ból, który odczuwałam strasznie mnie męczył, dlatego spróbowałam się wyciszyć, aby skupić się na tym jak go zlikwidować.
Przyłożyłam rękę do miejsca złamania i zaczęłam myśleć o tym, aby żebro się zagoiło. Chwilę potem kość się zrosła i wszystko było porządku. Wstałam  pomału i podeszłam do Malii i Camill.
- Co ty robisz miałaś tam zostać. Masz połamane żebro… !!! – skarcił mnie brat
- Jak widać już nie- odpowiedziałam mu
- Ale jak????
- Potrafię się uleczać
- A no tak zapomniałem o tym.
- Co z nimi ?
- U mnie nie tak źle – odpowiedziała Camill- Malia cierpi
Przyjrzałam się Malii i ujrzałam nienaturalnie wygiętą nogę oraz mocno obitą twarz. Pomogłam jej likwidując złamanie u nogi, a na twarz nałożyłam maść, po której nie było ani śladu jakiś rozcięć czy zadrapań. 
Mój brat podniósł ją, a ona wciąż się chwiała.
-  Co to było ?
- Pułapka – odpowiedział Matt, który przyglądał się miejscu wypadku.- podłożyli bombę z ogniem, nasze motory są już złomem!  Teraz na stówę nie dotrzemy do Nowego Yorku na czas !
- Spokojnie… jesteśmy w Kentucky i jak się dobrze orientuje niedaleko mieszka  mój stary znajomy, który może nam pomóc. Chodźcie za mną…
Ethan  wziął na ręce Malie, Matt szedł z przodu lokalizując gdzie jesteśmy, a ja razem z Camill ubezpieczałyśmy tyły.
Nagle mój brat wskazał na małą chatkę na niewielkim wzgórzu.
- Tam!
- Serio? Jesteś pewien – spytał Matt- to miejsce wygląda na opuszczone.
- Zaufaj mi, idziemy
Kiedy znaleźliśmy się już przy chatce, która wyglądała jakby miała z 100 lat, Matt zapukał do drzwi i słychać było jak otwierają się z tamtej strony zamki. Chyba było ich, z 50 bo czekanie na otwarcie trwało wiecznie. Nagle ujrzałam mężczyznę, który mógł mieć z 60-70 lat. Z głowy sterczały mu  siwe włosy, chociaż jego broda i tak była od nich dłuższa. Człowiek ten miał na sobie gogle, pobrudzony smarem fartuch, rękawice, potargane dżinsy i rozciągniętą koszulę. Był boso, co mnie zdziwiło. Na nasz widok szeroko się uśmiechnął ukazując tylko resztę zębów, jakie mu zostały. Ogółem wyglądał jak szalony mechaniko- kowal.
- Ahh.. goście tak dawno tu nikogo nie było. Ethanie czy to ty? Lata cię nie widziałem, przystojny jak zawsze . A to kto ?
Wskazał na naszą czwórkę.
- To moja siostra Emily i nasi przyjaciele. Ehmm.. poznajcie Billego.
- Witaj Billy – powiedziałam
- Witaj młoda damo, ależ gdzie moje maniery chodźcie do środka.
Bill zaprosił nas do swojej chaty i znaleźliśmy się w wielkim salonie, który służył jednocześnie za przyjmowanie gości, biuro, kuchnie, a nawet łazienkę.
Niezbyt spowodowało mi się to miejsce, ale starałam się tego po sobie nie pokazać.
- Słuchaj Billy potrzebujemy transportu do Nowego Yorku. Czy mógłbyś nam pomóc?
- Ależ oczywiście Ethanie. Zapewne chodzi ci o to, o czym myślę?
- Tak dokładnie- odpowiedział radośnie mój brat
- Zatem stańcie tu
- Słucham ? – zapytał Matt
- No stójcie tu i się nie ruszajcie. O tak idealnie, a teraz uwaga….
Billy pociągnął za jakąś wajchę, której wcześniej nie widziałam i nagle zaczęliśmy spadać w dół.
Szczerze to nigdy nie myślałam że swój żywot zakończę roztrzaskana w domu jakiegoś naukowca. Zamknęłam więc oczy aby nie widzieć mojego upadku.
Nagle poczułam że stoję w miejscu ,a raczej unoszę się w powietrzu. Spojrzałam w dół i ujrzałam podłogę parę centymetrów nade mną. Okazało się że pewne pole utrzymuje nas w równowadze. Bill odłączył grawitacje i położyliśmy się na podłodze, bez konieczności umierania. Odetchnęłam z ulgą kiedy pomacałam własne ciało i było one całe. Wstałam i moim oczom ukazało się wielkie laboratorium w którym znajdowały się… smoki tylko były one mechaniczne!
Wszędzie było ich pełno i każdy był inny. Jeden z nich był nie wielki, ale wyglądał groźnie, inny miał potężne skrzydła wykonane z jakiegoś żelaza i gdzie nie gdzie wystawały mu śrubki. Wszystkie były naprawdę wspaniałe.  Najbardziej zainteresował mnie smok który mógł mieć z 3-4 metry, miał czerwoną połyskującą metalem skórę, ogromne skrzydła, a jego żelazne zęby były większe niż cała ja. Zaczęłam się mu przyglądać. On także na mnie spojrzał. Jego jarzące się oczy patrzyły wprost na mnie i zobaczyłam w nich coś niezwykłego. Obróciłam się do Ethana i zapytałam :
- Polecimy na smokach ?
- Jeżeli Bill nam jakieś udostępni
- Ah.. przyjaciele z wielką radością. To będzie dla mnie zaszczyt. Wybierzcie sobie swojego.
Od razu pobiegłam w stronę smoka który wzbudził we mnie  uprzednio zainteresowanie. Zbliżyłam się do jego łba i delikatnie wyciągnęłam ku niemu rękę. Przyłożył pysk do niej i poczułam mrowienie w ręce, ale to było przyjemne.
- Chyba ktoś cię polubił- zauważył Matt
- Ja go również- odpowiedziałam entuzjastycznie
Każdy wybrał smoka tylko jedna osoba nie chciała do żadnego z nich podejść. Malia.
- O nie !!! Nie  wsiądę na żadnego z nich! To nie dla mnie, nie ufam tym stworom
- Oj przestań panikować Malia- warknęła Camill – lepiej znajdź sobie jakiegoś bo mamy mało czasu
- Ok, ok- odpowiedziała niechętnie
Podeszła niepewnie do jednego z nich. On jakby się do niej uśmiechnął co wydało mi się komiczne. Przybiegł do niej i zarzucił sobie ją na grzbiet jakby była jakimś plecakiem. Malia starała się nie pokazywać po sobie jak bardzo nie chce na nim być, lecz przełamała się i nawet go pogłaskała
- Ej… nie jest tak źle, ale robię to tylko z powodu naszej misji
- No widzisz – odpowiedziała jej Camill
- No to lecimy !!! – krzyknął Ethan- dziękujemy ci Bill
- Nie ma za co to dla mnie przyjemność- odpowiedział staruszek
Podszedł do jakiegoś panelu i otworzył kolejny tunel, który wylatywał na powierzchnie. Wszyscy wznieśliśmy się w górę i odlecieliśmy.
- Do widzenia, do widzenia- powiedział na koniec radośnie Bill
***
Chwilę potem byliśmy już nad ziemią, lecąc wśród chmur…  Uczucie było nieziemskie ;)


OD AUTORKI 
DZISIAJ WIGILIA ! :D Z tej okazji dodaję 6 rodział abyście mogli dowiedzieć się co u Emily i jej przyjaciół słychać. Mam nadzieje że wam sie spodoba i że rozdział nie jest krótki. Cały czas staram się na to uważać i nie pisać krótkich rozdziałów. A jak tam przygotowania? 12 dań już gotowych ??? Dobra nie będe wam już tutaj gderać, w zamian za to chciałabym wam życzyć:
ZDROWYCH, SPOKOJNYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA SPĘDZONYCH W GRONIE RODZINNYM ORAZ MNÓSTWA RADOŚCI I MIŁOŚCI <3
Pozdrawiam Aleks :) 

W tym wyjątkowym dniu piosenka o tematyce świąt w wykonaniu grupy niesamowitych artystów :