sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 7



Lecieliśmy właśnie nad Pensylwanią, a mi z chwili na chwilę lot sprawiał coraz większą przyjemność. Czułam się wolna!
Mój smok którego nazwałam Ruby ( z powodu odcienia jego skóry, która była tak podobna to koloru rubinu) swobodnie leciał  ciesząc się z bycia w przestworzach.
Pod nami widoki były naprawdę niesamowite. Szkoda że nie miałam przy sobie żadnego szkicownika ani ołówka. Z chęcią uwieczniłabym to co właśnie widziałam.
Zaczęłam ścigać się z Matthew i oczywiście kto wygrał : JA !
-   Szkoda że nie ma wyścigów smoków. Mogłabyś brać w nich udział i spokojnie każde  byś wygrała.
- Hmm… pomyśle nad tym. Może zorganizujemy jakieś w naszym obozie?
- Czemu ni- odparł i wzruszył ramionami
Rozmowę przerwała nam Malia :
- Już starczy tych podrywów. Lepiej spójrzcie na to !
Byliśmy prawie na miejscu kiedy ujrzeliśmy z daleka że coś jest nie tak. Gdy podlecieliśmy bliżej okazało się że obóz naszych przyjaciół płonie! Każdy uciekał w popłochu ratując wszystko co mógł. Wokół kręciło się pełno potworów, które porywały obozowiczów i niszczyły wszystko na swojej drodze… widok tego ogromnie mnie przeraził.
- Askar wiedział że jedziemy do Nowego Yorku. Przygotował się na to i zaatakował ich obóz- krzyknął Ethan- szybko musimy im pomóc póki jeszcze można !!!!
Skierowaliśmy nasze smoki ku ziemi i chwilę potem wylądowaliśmy nieopodal tego obozu.
Polecieliśmy w stronę bramy i zobaczyliśmy przed sobą piekło. Wielu obozowiczów leżało martwych albo rannych, a potwory wciąż pustoszyły to miejsce.
Ethan rozdzielił nam zadania. On i Matt atakowali największe stwory, Camill i Malia zabijały te słabsze, a ja starałam się ratować ludzi i ranić wrogów łukiem.
Zobaczyłam małą dziewczynkę uciekającą przed wężo- demonem
- Ej ty zostaw ją – krzyknęłam głośno w jego stronę
Potwór natychmiast odwrócił się w moją stronę i zaczął gnać ku mnie. Uchylił swoje kły i był  gotowy mnie ukąsić kiedy napięłam mój łuk i wycelowałam prosto w jego serce. Zaczął jęczeć i po chwili rozpadł się w pył.
,, Wow jak ja to zrobiłam?’’ powiedziałam sama do siebie. Wzięłam tą dziewczynkę na ręce i zaczęłam uciekać poszukując dla niej schronienia.
Ukryłam ją w niewielkiej dziurze w pniu drzewa i kazałam jej być cicho. Kiwnęła głową na znak zrozumienia i bardziej wcisnęła się  w środek pnia.
Ja sama pobiegłam w stronę gdzie właśnie rozgrywała się okropna scena. Mój brat  walczył z jakimś gigantem. Niestety potwór okazał się silniejszy. Połamał na pół miecz Ethana i z jego rąk zaczął buchać ogień.  Ethan próbował dalej go zabić pomimo braku broni. Potwór złapał go i odrzucił  w stronę gruzów jednego z domów. Ethan wylądował tam z wielkim hukiem. Gigant zebrał kulę ognia i chciał podpalić miejsce gdzie leżał mój brat. W ostatniej sekundzie przeszkodził mu Matt który oblał go falą wody. Nie mogłam w to uwierzyć ! Matt potrafi władać żywiołem wody !
Wkurzony do maksimum gigant rzucił się ku Mattowi. Złapał go za gardło i przycisnął do drzewa.
- A teraz zapłacisz za to – warknął potężnie
Wyjął z pasa ogromny miecz.
- Pożegnaj się z życiem bohaterze !!!!
 Widząc to nogi pode mną się ugięły. I w tym momencie poczułam przypływ energii. Chciałam coś zrobić ale byłam zbyt daleko, jedynym wyjściem okazał się krzyk:
- NIEEEE !!!!!!!!!!! –krzyknęłam tak głośno że echo mojego głosu poniosło się na cały obszar obozu, po czym zamknęłam oczy.
Po jakiś 5 sekundach kiedy przestało dzwonić mi w uszach. Ujrzałam bardzo dziwną sytuacje. Wszystko wokół mnie znieruchomiało. Czas się zatrzymał i każdy nie poruszał się. Tylko ze mną nic się nie stało. Chwile potem dotarło do mnie co zrobiłam!
Potrafię zatrzymać czas. Dobrze że ta zdolność pojawiła się właśnie w tym momencie. Ona mi pomoże uratować Matta.
Zobaczyłam przed sobą świetlny zegar który zaczął odliczać czas. 30 sekund… tyle zostało mi zanim ponownie wszystko wróci do normy. Jak najszybciej pobiegłam ku Mattowi. Wyrwałam go z uścisku giganta i położyłam parę metrów dalej. Sama stanęłam za nim gotowa by zrealizować mój plan.
5,4,3,2,1….  moja moc zatrzymywania czasu przestała działać i akcja toczyła się dalej . Gigant zamiast  wbić miecz w Matta dźgnął drzewo. Zdezorientowany próbował go wydobyć, gdy ja wrzasnęłam:
- Brzydalu tutaj !!!! No dalej spróbuj mnie dorwać ty mizeroto!!
Matt oszołomiony tym co się właśnie wydarzyło zaczął z przerażeniem oglądać jak potwór biegnie w moim kierunku. Wtedy wyjęłam 3 strzały i wycelowałam.  Łup! Łup! Łup! Wszystkie strzały wbiły się  idealnie w serce giganta. Upadł na ziemie i na koniec spojrzał na mnie umierając.
- To ty jesteś tą dziewczyną! Askar miał rację że…
I nie dokończył… rozpadł się na kawałki które wyparowały w powietrze.
Matt podbiegł do mnie, mocno mnie przytulił i powiedział:
- Byłaś niesamowita Emily!
- Dziękuje, ale autografy to po bitwie – odpowiedziałam żartobliwie- chodź musimy innym pomóc
Większość armii Askara zaczęła się wycofywać. Niektóre stwory rozpłynęły się a inne po prostu zapadły pod ziemie. Camill i Malia zabiły ostatnie potwory i podbiegły do nas:
- Uciekli…- powiedziała Camill – i bardzo dobrze, nie znoszę tych brzydali.
- Dobrze że nic wam nie jest- oznajmiła Malia- a gdzie Ethan ?
- O matko Ethan!- krzyknęłam i pędem pobiegłam ku ruinom domów w których dalej leżał mój brat. Miałam tylko nadzieje że mocno nie ucierpiał.
 Ethan ! Ethan gdzie jesteś!? – krzyczałam przegrzebując kawałki rozwalonych ścian, zniszczonych mebli i innych przedmiotów
- Emily? – usłyszałam cichy głos wołający mnie
Podeszłam tam skąd się wydobywał i ujrzałam mojego brata całego we krwi.
Zawołałam resztę aby pomogli mi go wyciągnąć.
Ułożyliśmy go na trawie. Mój brat jęczał z bólu, ale starał się nie ruszać aby nie pogorszyć swojego stanu. Nagle przylecieli do nas mieszkańcy obozu i główni dowodzący.
- To wy jesteście z Denver prawda?  Dziękujemy że przybyliście w tym momencie. To nie miało tak wyglądać. Zaatakowali nas nie dawno. Niestety nie umieliśmy ich powstrzymać. Gdyby nie wy obozu by już nie było. – powiedziała jedna z dziewczyn, która prawdopodobnie była dowódcą.
- Skąd Askar wiedział że do was przybędziemy? – spytała zaciekawiona Malia
- Tego nie wiemy. Obawiam się że rozpoczęła się już  wojna i to prawdziwa. Wybaczcie ale musimy ratować rannych i  Ethana.
Przenieśliśmy wszystkich rannych wraz z moim bratem do namiotu medycznego, a raczej do miejsca w którym on się znajdował. Każdy kto mógł pomagał nam, a ja miałam pełne ręce roboty. Najpierw zajęłam się najbardziej poszkodowanymi. Kiedy najgorsze sprawy były opanowane podeszłam do mojego  brata. Musiałam nad nim czuwać przez długi czas ponieważ był nieprzytomny. Zregenerowałam najbardziej jak mogłam jego organizm i teraz to wszystko zależało od niego.
Malia, Camill i Matt pomagali innym obozowiczom. Jakieś 4 godziny później Ethan ocknął się:
- Co się dzieje? Gdzie jestem ?
- Spokojnie, nie ruszaj się. Jesteśmy w Nowym Yorku w obozie naszych sojuszników pamiętasz ?
- Tsa… ale moment co z nimi ? Co z obozem? Przecież ich zaatakowano !!!
- Oni się wycofali, lecz obóz mocno odczuł skutki tego ataku.
-  Nie mogę tu leżeć! Muszę im pomóc, muszę obmyśleć dalszy plan działania
- Przestań. Zostałeś ciężko ranny. Nie pamiętasz jak ten gigant rzucił cię w gruzy ?
- W nosie to mam! Nic mi nie jest!
Ethan wstał i zaczął biegać wkoło szukając wyjścia
- Przestań natychmiast teraz musisz odpocząć !
- Nie!
Wybiegł z namiotu i popędził poszukać swoich przyjaciół- przywódców aby móc z nimi porozmawiać i zastanowić się nad dalszym planem działania.
Nie zdążyłam go dogonić. Wróciłam więc do namiotu aby  leczyć innych.
Nie wyobrażałam sobie tego wszystkiego tak… źle. Naprawdę ich obóz, a raczej to co z niego zostało był w bardzo złej sytuacji.
Około 18 kiedy większość osób była uleczona ja opuściłam to miejsce i poszłam poszukać kogoś z moich. Nikogo nie znalazłam. 
***
Szłam pewną aleją wybudowaną z drewnianych pali i dotarłam do pięknego jeziora, które jako jedyne chyba tutaj nie ucierpiało. Podeszłam do pomostu, usiadłam na jego skraju i zaczęłam przyglądać się wodzie. Była czysta i bardzo błękitna.  Wpatrywałam się we własne odbicie w tafli wody. Po chwili zaczęły do niej wpadać moje łzy. Płakałam, bo uświadomiłam sobie że moja pierwsza wyprawa z obozu, okazała się porażką. Przez to co się tu wydarzyło chyba się załamałam. To co zobaczyłam, tyle martwych nastolatków, ogień, krew, te potwory, mój brat prawie nieżywy, przyjaciele w tarapatach. Tego było dla mnie za wiele.  Bardzo źle się z tym wszystkim czułam…



OD AUTORKI
 Kolejny rozdział się pojawił a ja mam pytanie : Co tak naprawdę sądzicie o moim blogu ? Bo wiecie nie dostaje żadnych opinii i po prostu nie wiem czy opłaca się go dalej pisać. Chociaż jest to moja pasja więc raczej nie przestane ale miło by było gdybyście dali mi znać że wam się podoba :) A teraz zmiana tematu : Jak po świętach ? Fajne dostaliście prezenty? Mam nadzieje że miło spędziliście ten magiczny czas :) Ja jestem bardzo zadowolona z tegorocznych świąt. Co prawda śnieg spadł dopiero wczoraj ale i tak jest świetnie :D
Następny rozdział  za niedługo się pojawi :* 

A na razie czas na muzykę :D W tym rozdziale piosenka bardzo nastrojowa. Bardzo lubię tego wykonawcę a wy ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz