środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 6



Zbudził mnie dźwięk, który ty razem doskonale znałam. To budzik dzwonił. Wstałam lekko się jeszcze kiwając. Podeszłam do okna uchyliłam zasłonę i ujrzałam, że słońce zaczyna wschodzić. Szybko umyłam się, uczesałam w kucyk i lekko umalowałam żeby nie wyglądać jak zombie. Potem ubrałam się w ciuchy, które przygotowałam poprzedniego dnia: spodnie khaki, czarny długi podkoszulek i oczywiście kurtkę moro od taty. Nie zapomniałam także o moich bransoletkach. Na koniec  wciągnęłam ciemne adidasy i poszłam do lodówki żeby coś zjeść. Zadziwiające było że co dzień pojawiały się w niej nowe produkty, z których można zrobić śniadanie.  Przygotowałam sobie płatki i sałatkę owocową, którą ze smakiem zjadłam. Posprzątałam po sobie i na koniec  wzięłam ukochany łuk i kołczan oraz plecak po czym  pobiegłam szybko na plac, na którym mieliśmy się spotkać.
Zastałam już Camill i Malię siedzących pod drzewem i śmiejących się. Pomachałam do nich. One ujrzały mnie i podeszły, aby się przywitać.
- Gotowa ?- spytała Malia
- Mam nadzieje- odpowiedziałam
- Boisz się pewnie, co ?- powiedziała Camill
- Trochę to moja pierwsza taka misja więc…
- Spoko, może uda nam się wrócić
- Może?
- No…
Chwilę potem przybiegł i Matthew oraz jakiś chłopak. Był dość wysoki, miał ciemne krótkie włosy oraz taki zadziorny uśmiech. Podszedł do Camill powiedział jej coś na ucho, pocałował ją i odszedł.
- To jest jej chłopak ?- zapytałam Malii
- Owszem, nazywa się James Ross. Ma 18 lat i jest tu od 3 lat.
- Nieźle
-Hej dziewczyny – powiedział Matt witając się z nami
- Hej Matthew – odpowiedziała Malia
Nagle z góry usłyszałam znajomy głos.
- Jesteśmy wszyscy, więc możemy ruszać.
Z drzewa zeskoczył mój brat  z pełnym ekwipunkiem i ubrany po części  w strój do walki, z mieczem przypiętym do prawej części pasa  podszedł do nas.
- Mam nadzieje, że nikt nie chce zrezygnować?
- NIE !!! – odpowiedzieli  wszyscy chórem tylko znowu ja nie zdążyłam
- Świetnie
- Ethan a jak tam się dostaniemy ????- spytałam
 Mój brat spojrzał znacząco na Matta. Nie wiedziałam, o co im chodziło dopóki Matt nie podszedł do jednego drzewa i nie  otworzył jakieś klapy, z której wysunęły się 3 piękne motocykle
- Pojedziemy na motorach- odpowiedział
Podzieliliśmy się tak.: Malia jechała razem z moim bratem, Camill prowadziła sama, a mi przypadło jechanie razem z Mattem.
Ubraliśmy kaski ,a Ethan krzyknął :
- Wszyscy gotowi ?
- TAK !!! – odkrzyknęliśmy ( tym razem ja też )
Matt odwrócił się do mnie i powiedział :
 - Lepiej się mnie trzymaj
- Ehm.. ok.
Objęłam go delikatnie w pasie  po czym odjechaliśmy z piskiem opon.
Pędziliśmy jedną z autostrad z jakieś 120 km/h. Nie mogłam zbyt podziwiać widoków, bo przemykały mi przed twarzą jak wiatr, więc mocniej wtuliłam się w plecy Matta i  na chwilę odpłynęłam. Odczuć można było po nim zadowolenie z powodu tego iż jedziemy razem.
Chwilę potem poczułam jak wyjeżdżamy z autostrady i wkraczamy na jakąś lokalną drogę. Mój brat poinformował nas przez głośnik wbudowany w motocyklu, że dojeżdżamy do Kentucky  i w tym momencie droga wybuchła ,a my stoczyliśmy się wszyscy do rowu…
Kiedy się ocknęłam nade mną klęczał Matt razem w moim bratem. Pomogli mi wstać i usadowili w bezpiecznym miejscu. Wciąż mieniło mi się przed oczami   i czułam okropnie rwący ból  w prawym boku. Okazało się, iż mam połamane żebro. Niedaleko nas  były Malia i Camill, lecz obie były mocno potłuczone. Wstałam żeby im pomóc jednak mój brat kazał mi siedzieć.
- Nie ruszaj się. Matt już idzie pomóc dziewczynom.
- Co się w ogóle stało ?
-  Wojownicy Askara zastawili na nas pułapkę. Motocykle są zniszczone doszczętnie, więc na razie tkwimy tu. Masz napij się.
Podał mi  butelkę z wodą i kazał tu zostać. Sam poszedł sprawdzić, co z dziewczynami.  Ból, który odczuwałam strasznie mnie męczył, dlatego spróbowałam się wyciszyć, aby skupić się na tym jak go zlikwidować.
Przyłożyłam rękę do miejsca złamania i zaczęłam myśleć o tym, aby żebro się zagoiło. Chwilę potem kość się zrosła i wszystko było porządku. Wstałam  pomału i podeszłam do Malii i Camill.
- Co ty robisz miałaś tam zostać. Masz połamane żebro… !!! – skarcił mnie brat
- Jak widać już nie- odpowiedziałam mu
- Ale jak????
- Potrafię się uleczać
- A no tak zapomniałem o tym.
- Co z nimi ?
- U mnie nie tak źle – odpowiedziała Camill- Malia cierpi
Przyjrzałam się Malii i ujrzałam nienaturalnie wygiętą nogę oraz mocno obitą twarz. Pomogłam jej likwidując złamanie u nogi, a na twarz nałożyłam maść, po której nie było ani śladu jakiś rozcięć czy zadrapań. 
Mój brat podniósł ją, a ona wciąż się chwiała.
-  Co to było ?
- Pułapka – odpowiedział Matt, który przyglądał się miejscu wypadku.- podłożyli bombę z ogniem, nasze motory są już złomem!  Teraz na stówę nie dotrzemy do Nowego Yorku na czas !
- Spokojnie… jesteśmy w Kentucky i jak się dobrze orientuje niedaleko mieszka  mój stary znajomy, który może nam pomóc. Chodźcie za mną…
Ethan  wziął na ręce Malie, Matt szedł z przodu lokalizując gdzie jesteśmy, a ja razem z Camill ubezpieczałyśmy tyły.
Nagle mój brat wskazał na małą chatkę na niewielkim wzgórzu.
- Tam!
- Serio? Jesteś pewien – spytał Matt- to miejsce wygląda na opuszczone.
- Zaufaj mi, idziemy
Kiedy znaleźliśmy się już przy chatce, która wyglądała jakby miała z 100 lat, Matt zapukał do drzwi i słychać było jak otwierają się z tamtej strony zamki. Chyba było ich, z 50 bo czekanie na otwarcie trwało wiecznie. Nagle ujrzałam mężczyznę, który mógł mieć z 60-70 lat. Z głowy sterczały mu  siwe włosy, chociaż jego broda i tak była od nich dłuższa. Człowiek ten miał na sobie gogle, pobrudzony smarem fartuch, rękawice, potargane dżinsy i rozciągniętą koszulę. Był boso, co mnie zdziwiło. Na nasz widok szeroko się uśmiechnął ukazując tylko resztę zębów, jakie mu zostały. Ogółem wyglądał jak szalony mechaniko- kowal.
- Ahh.. goście tak dawno tu nikogo nie było. Ethanie czy to ty? Lata cię nie widziałem, przystojny jak zawsze . A to kto ?
Wskazał na naszą czwórkę.
- To moja siostra Emily i nasi przyjaciele. Ehmm.. poznajcie Billego.
- Witaj Billy – powiedziałam
- Witaj młoda damo, ależ gdzie moje maniery chodźcie do środka.
Bill zaprosił nas do swojej chaty i znaleźliśmy się w wielkim salonie, który służył jednocześnie za przyjmowanie gości, biuro, kuchnie, a nawet łazienkę.
Niezbyt spowodowało mi się to miejsce, ale starałam się tego po sobie nie pokazać.
- Słuchaj Billy potrzebujemy transportu do Nowego Yorku. Czy mógłbyś nam pomóc?
- Ależ oczywiście Ethanie. Zapewne chodzi ci o to, o czym myślę?
- Tak dokładnie- odpowiedział radośnie mój brat
- Zatem stańcie tu
- Słucham ? – zapytał Matt
- No stójcie tu i się nie ruszajcie. O tak idealnie, a teraz uwaga….
Billy pociągnął za jakąś wajchę, której wcześniej nie widziałam i nagle zaczęliśmy spadać w dół.
Szczerze to nigdy nie myślałam że swój żywot zakończę roztrzaskana w domu jakiegoś naukowca. Zamknęłam więc oczy aby nie widzieć mojego upadku.
Nagle poczułam że stoję w miejscu ,a raczej unoszę się w powietrzu. Spojrzałam w dół i ujrzałam podłogę parę centymetrów nade mną. Okazało się że pewne pole utrzymuje nas w równowadze. Bill odłączył grawitacje i położyliśmy się na podłodze, bez konieczności umierania. Odetchnęłam z ulgą kiedy pomacałam własne ciało i było one całe. Wstałam i moim oczom ukazało się wielkie laboratorium w którym znajdowały się… smoki tylko były one mechaniczne!
Wszędzie było ich pełno i każdy był inny. Jeden z nich był nie wielki, ale wyglądał groźnie, inny miał potężne skrzydła wykonane z jakiegoś żelaza i gdzie nie gdzie wystawały mu śrubki. Wszystkie były naprawdę wspaniałe.  Najbardziej zainteresował mnie smok który mógł mieć z 3-4 metry, miał czerwoną połyskującą metalem skórę, ogromne skrzydła, a jego żelazne zęby były większe niż cała ja. Zaczęłam się mu przyglądać. On także na mnie spojrzał. Jego jarzące się oczy patrzyły wprost na mnie i zobaczyłam w nich coś niezwykłego. Obróciłam się do Ethana i zapytałam :
- Polecimy na smokach ?
- Jeżeli Bill nam jakieś udostępni
- Ah.. przyjaciele z wielką radością. To będzie dla mnie zaszczyt. Wybierzcie sobie swojego.
Od razu pobiegłam w stronę smoka który wzbudził we mnie  uprzednio zainteresowanie. Zbliżyłam się do jego łba i delikatnie wyciągnęłam ku niemu rękę. Przyłożył pysk do niej i poczułam mrowienie w ręce, ale to było przyjemne.
- Chyba ktoś cię polubił- zauważył Matt
- Ja go również- odpowiedziałam entuzjastycznie
Każdy wybrał smoka tylko jedna osoba nie chciała do żadnego z nich podejść. Malia.
- O nie !!! Nie  wsiądę na żadnego z nich! To nie dla mnie, nie ufam tym stworom
- Oj przestań panikować Malia- warknęła Camill – lepiej znajdź sobie jakiegoś bo mamy mało czasu
- Ok, ok- odpowiedziała niechętnie
Podeszła niepewnie do jednego z nich. On jakby się do niej uśmiechnął co wydało mi się komiczne. Przybiegł do niej i zarzucił sobie ją na grzbiet jakby była jakimś plecakiem. Malia starała się nie pokazywać po sobie jak bardzo nie chce na nim być, lecz przełamała się i nawet go pogłaskała
- Ej… nie jest tak źle, ale robię to tylko z powodu naszej misji
- No widzisz – odpowiedziała jej Camill
- No to lecimy !!! – krzyknął Ethan- dziękujemy ci Bill
- Nie ma za co to dla mnie przyjemność- odpowiedział staruszek
Podszedł do jakiegoś panelu i otworzył kolejny tunel, który wylatywał na powierzchnie. Wszyscy wznieśliśmy się w górę i odlecieliśmy.
- Do widzenia, do widzenia- powiedział na koniec radośnie Bill
***
Chwilę potem byliśmy już nad ziemią, lecąc wśród chmur…  Uczucie było nieziemskie ;)


OD AUTORKI 
DZISIAJ WIGILIA ! :D Z tej okazji dodaję 6 rodział abyście mogli dowiedzieć się co u Emily i jej przyjaciół słychać. Mam nadzieje że wam sie spodoba i że rozdział nie jest krótki. Cały czas staram się na to uważać i nie pisać krótkich rozdziałów. A jak tam przygotowania? 12 dań już gotowych ??? Dobra nie będe wam już tutaj gderać, w zamian za to chciałabym wam życzyć:
ZDROWYCH, SPOKOJNYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA SPĘDZONYCH W GRONIE RODZINNYM ORAZ MNÓSTWA RADOŚCI I MIŁOŚCI <3
Pozdrawiam Aleks :) 

W tym wyjątkowym dniu piosenka o tematyce świąt w wykonaniu grupy niesamowitych artystów :


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz