Zbudził mnie dźwięk,
który ty razem doskonale znałam. To budzik dzwonił. Wstałam lekko się jeszcze
kiwając. Podeszłam do okna uchyliłam zasłonę i ujrzałam, że słońce zaczyna wschodzić. Szybko umyłam się, uczesałam w kucyk i lekko umalowałam żeby nie
wyglądać jak zombie. Potem ubrałam się w ciuchy, które przygotowałam
poprzedniego dnia: spodnie khaki, czarny długi podkoszulek i oczywiście kurtkę
moro od taty. Nie zapomniałam także o moich bransoletkach. Na koniec wciągnęłam ciemne adidasy i poszłam do lodówki
żeby coś zjeść. Zadziwiające było że co dzień pojawiały się w niej nowe produkty,
z których można zrobić śniadanie. Przygotowałam sobie płatki i sałatkę owocową,
którą ze smakiem zjadłam. Posprzątałam po sobie i na koniec wzięłam ukochany łuk i kołczan oraz plecak
po czym pobiegłam szybko na plac, na
którym mieliśmy się spotkać.
Zastałam już
Camill i Malię siedzących pod drzewem i śmiejących się. Pomachałam do nich. One
ujrzały mnie i podeszły, aby się przywitać.
- Gotowa ?-
spytała Malia
- Mam nadzieje-
odpowiedziałam
- Boisz się pewnie,
co ?- powiedziała Camill
- Trochę to moja
pierwsza taka misja więc…
- Spoko, może uda
nam się wrócić
- Może?
- No…
Chwilę potem
przybiegł i Matthew oraz jakiś chłopak. Był dość wysoki, miał ciemne krótkie
włosy oraz taki zadziorny uśmiech. Podszedł do Camill powiedział jej coś na
ucho, pocałował ją i odszedł.
- To jest jej
chłopak ?- zapytałam Malii
- Owszem, nazywa
się James Ross. Ma 18 lat i jest tu od 3 lat.
- Nieźle
-Hej dziewczyny –
powiedział Matt witając się z nami
- Hej Matthew –
odpowiedziała Malia
Nagle z góry
usłyszałam znajomy głos.
- Jesteśmy
wszyscy, więc możemy ruszać.
Z drzewa
zeskoczył mój brat z pełnym ekwipunkiem
i ubrany po części w strój do walki, z
mieczem przypiętym do prawej części pasa
podszedł do nas.
- Mam nadzieje,
że nikt nie chce zrezygnować?
- NIE !!! –
odpowiedzieli wszyscy chórem tylko znowu
ja nie zdążyłam
- Świetnie
- Ethan a jak tam
się dostaniemy ????- spytałam
Mój brat spojrzał znacząco na Matta. Nie wiedziałam,
o co im chodziło dopóki Matt nie podszedł do jednego drzewa i nie otworzył
jakieś klapy, z której wysunęły się 3 piękne motocykle
- Pojedziemy na
motorach- odpowiedział
Podzieliliśmy się
tak.: Malia jechała razem z moim bratem, Camill prowadziła sama, a mi przypadło
jechanie razem z Mattem.
Ubraliśmy
kaski ,a Ethan krzyknął :
- Wszyscy gotowi
?
- TAK !!! –
odkrzyknęliśmy ( tym razem ja też )
Matt odwrócił się
do mnie i powiedział :
- Lepiej się mnie trzymaj
- Ehm.. ok.
Objęłam go
delikatnie w pasie po czym odjechaliśmy
z piskiem opon.
Pędziliśmy jedną
z autostrad z jakieś 120 km/h. Nie mogłam zbyt podziwiać widoków, bo przemykały
mi przed twarzą jak wiatr, więc mocniej wtuliłam się w plecy Matta i na chwilę odpłynęłam. Odczuć można było po nim zadowolenie z powodu tego iż jedziemy razem.
Chwilę potem
poczułam jak wyjeżdżamy z autostrady i wkraczamy na jakąś lokalną drogę. Mój
brat poinformował nas przez głośnik wbudowany w motocyklu, że dojeżdżamy do
Kentucky i w tym momencie droga wybuchła ,a my stoczyliśmy się wszyscy do rowu…
Kiedy się
ocknęłam nade mną klęczał Matt razem w moim bratem. Pomogli mi wstać i
usadowili w bezpiecznym miejscu. Wciąż mieniło mi się przed oczami i czułam okropnie rwący ból w prawym boku. Okazało się, iż mam połamane
żebro. Niedaleko nas były Malia i Camill,
lecz obie były mocno potłuczone. Wstałam żeby im pomóc jednak mój brat kazał mi
siedzieć.
- Nie ruszaj się.
Matt już idzie pomóc dziewczynom.
- Co się w ogóle
stało ?
- Wojownicy Askara zastawili na nas pułapkę.
Motocykle są zniszczone doszczętnie, więc na razie tkwimy tu. Masz napij się.
Podał mi butelkę z wodą i
kazał tu zostać. Sam poszedł sprawdzić, co z dziewczynami. Ból, który odczuwałam strasznie mnie męczył,
dlatego spróbowałam się wyciszyć, aby skupić się na tym jak go zlikwidować.
Przyłożyłam rękę
do miejsca złamania i zaczęłam myśleć o tym, aby żebro się zagoiło. Chwilę
potem kość się zrosła i wszystko było porządku. Wstałam pomału i podeszłam do Malii i Camill.
- Co ty robisz
miałaś tam zostać. Masz połamane żebro… !!! – skarcił mnie brat
- Jak widać już
nie- odpowiedziałam mu
- Ale jak????
- Potrafię się
uleczać
- A no tak zapomniałem o tym.
- Co z nimi ?
- U mnie nie tak
źle – odpowiedziała Camill- Malia cierpi
Przyjrzałam się
Malii i ujrzałam nienaturalnie wygiętą nogę oraz mocno obitą twarz. Pomogłam
jej likwidując złamanie u nogi, a na twarz nałożyłam maść, po której nie
było ani śladu jakiś rozcięć czy zadrapań.
Mój brat podniósł
ją, a ona wciąż się chwiała.
- Co to było ?
- Pułapka –
odpowiedział Matt, który przyglądał się miejscu wypadku.- podłożyli bombę z
ogniem, nasze motory są już złomem!
Teraz na stówę nie dotrzemy do Nowego Yorku na czas !
- Spokojnie…
jesteśmy w Kentucky i jak się dobrze orientuje niedaleko mieszka mój stary znajomy, który może nam pomóc.
Chodźcie za mną…
Ethan wziął na ręce Malie, Matt szedł z przodu
lokalizując gdzie jesteśmy, a ja razem z Camill ubezpieczałyśmy tyły.
Nagle mój brat
wskazał na małą chatkę na niewielkim wzgórzu.
- Tam!
- Serio? Jesteś
pewien – spytał Matt- to miejsce wygląda na opuszczone.
- Zaufaj mi,
idziemy
Kiedy znaleźliśmy
się już przy chatce, która wyglądała jakby miała z 100 lat, Matt zapukał do
drzwi i słychać było jak otwierają się z tamtej strony zamki. Chyba było ich, z
50 bo czekanie na otwarcie trwało wiecznie. Nagle ujrzałam mężczyznę, który
mógł mieć z 60-70 lat. Z głowy sterczały mu
siwe włosy, chociaż jego broda i tak była od nich dłuższa. Człowiek ten
miał na sobie gogle, pobrudzony smarem fartuch, rękawice, potargane dżinsy i
rozciągniętą koszulę. Był boso, co mnie zdziwiło. Na nasz widok szeroko się uśmiechnął
ukazując tylko resztę zębów, jakie mu zostały. Ogółem wyglądał jak szalony
mechaniko- kowal.
- Ahh.. goście
tak dawno tu nikogo nie było. Ethanie czy to ty? Lata cię nie widziałem,
przystojny jak zawsze . A to kto ?
Wskazał na naszą
czwórkę.
- To moja siostra
Emily i nasi przyjaciele. Ehmm.. poznajcie Billego.
- Witaj Billy –
powiedziałam
- Witaj młoda
damo, ależ gdzie moje maniery chodźcie do środka.
Bill zaprosił nas
do swojej chaty i znaleźliśmy się w wielkim salonie, który służył jednocześnie za
przyjmowanie gości, biuro, kuchnie, a nawet łazienkę.
Niezbyt spowodowało
mi się to miejsce, ale starałam się tego po sobie nie pokazać.
- Słuchaj Billy
potrzebujemy transportu do Nowego Yorku. Czy mógłbyś nam pomóc?
- Ależ oczywiście
Ethanie. Zapewne chodzi ci o to, o czym myślę?
- Tak dokładnie-
odpowiedział radośnie mój brat
- Zatem stańcie
tu
- Słucham ? –
zapytał Matt
- No stójcie tu i
się nie ruszajcie. O tak idealnie, a teraz uwaga….
Billy pociągnął
za jakąś wajchę, której wcześniej nie widziałam i nagle zaczęliśmy spadać w
dół.
Szczerze to nigdy
nie myślałam że swój żywot zakończę roztrzaskana w domu jakiegoś naukowca.
Zamknęłam więc oczy aby nie widzieć mojego upadku.
Nagle poczułam że
stoję w miejscu ,a raczej unoszę się w powietrzu. Spojrzałam w dół i ujrzałam
podłogę parę centymetrów nade mną. Okazało się że pewne pole utrzymuje nas w
równowadze. Bill odłączył grawitacje i położyliśmy się na podłodze, bez
konieczności umierania. Odetchnęłam z ulgą kiedy pomacałam własne ciało i było
one całe. Wstałam i moim oczom ukazało się wielkie laboratorium w którym
znajdowały się… smoki tylko były one mechaniczne!
Wszędzie było ich
pełno i każdy był inny. Jeden z nich był nie wielki, ale wyglądał groźnie, inny
miał potężne skrzydła wykonane z jakiegoś żelaza i gdzie nie gdzie wystawały mu
śrubki. Wszystkie były naprawdę wspaniałe.
Najbardziej zainteresował mnie smok który mógł mieć z 3-4 metry, miał
czerwoną połyskującą metalem skórę, ogromne skrzydła, a jego żelazne zęby były
większe niż cała ja. Zaczęłam się mu przyglądać. On także na mnie spojrzał. Jego
jarzące się oczy patrzyły wprost na mnie i zobaczyłam w nich coś niezwykłego.
Obróciłam się do Ethana i zapytałam :
- Polecimy na
smokach ?
- Jeżeli Bill nam
jakieś udostępni
- Ah..
przyjaciele z wielką radością. To będzie dla mnie zaszczyt. Wybierzcie sobie
swojego.
Od razu pobiegłam
w stronę smoka który wzbudził we mnie uprzednio zainteresowanie. Zbliżyłam się do jego
łba i delikatnie wyciągnęłam ku niemu rękę. Przyłożył pysk do niej i poczułam
mrowienie w ręce, ale to było przyjemne.
- Chyba ktoś cię
polubił- zauważył Matt
- Ja go również-
odpowiedziałam entuzjastycznie
Każdy wybrał
smoka tylko jedna osoba nie chciała do żadnego z nich podejść. Malia.
- O nie !!!
Nie wsiądę na żadnego z nich! To nie dla
mnie, nie ufam tym stworom
- Oj przestań
panikować Malia- warknęła Camill – lepiej znajdź sobie jakiegoś bo mamy mało
czasu
- Ok, ok- odpowiedziała niechętnie
Podeszła
niepewnie do jednego z nich. On jakby się do niej uśmiechnął co wydało mi się
komiczne. Przybiegł do niej i zarzucił sobie ją na grzbiet jakby była jakimś
plecakiem. Malia starała się nie pokazywać po sobie jak bardzo nie chce na nim
być, lecz przełamała się i nawet go pogłaskała
- Ej… nie jest
tak źle, ale robię to tylko z powodu naszej misji
- No widzisz –
odpowiedziała jej Camill
- No to lecimy
!!! – krzyknął Ethan- dziękujemy ci Bill
- Nie ma za co to
dla mnie przyjemność- odpowiedział staruszek
Podszedł do
jakiegoś panelu i otworzył kolejny tunel, który wylatywał na powierzchnie.
Wszyscy wznieśliśmy się w górę i odlecieliśmy.
- Do widzenia,
do widzenia- powiedział na koniec radośnie Bill
***
Chwilę potem
byliśmy już nad ziemią, lecąc wśród chmur… Uczucie było nieziemskie ;)
OD AUTORKI
DZISIAJ WIGILIA ! :D Z tej okazji dodaję 6 rodział abyście mogli dowiedzieć się co u Emily i jej przyjaciół słychać. Mam nadzieje że wam sie spodoba i że rozdział nie jest krótki. Cały czas staram się na to uważać i nie pisać krótkich rozdziałów. A jak tam przygotowania? 12 dań już gotowych ??? Dobra nie będe wam już tutaj gderać, w zamian za to chciałabym wam życzyć:
ZDROWYCH, SPOKOJNYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA SPĘDZONYCH W GRONIE RODZINNYM ORAZ MNÓSTWA RADOŚCI I MIŁOŚCI <3
Pozdrawiam Aleks :)
W tym wyjątkowym dniu piosenka o tematyce świąt w wykonaniu grupy niesamowitych artystów :

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz