Jadąc w stronę domu wciąż myślałam jak wytłumaczyć rodzicom moje i Ethana zniknięcie. Nie będę mogła im tak po prostu powiedzieć prawdy bo złamałabym zasadę naszego obozu. Stwierdziłam więc, że będę starać się unikać tego tematu i jak najwięcej czasu poświęcę żeby móc miło spędzić z nimi czas. Po dwóch godzinach jazdy dojechaliśmy na naszą ulicę. Ponieważ zbliżał się wieczór lampy uliczne oświetlały osiedle, a przez światło z nich przebijał się prószący śnieg. Autobus jechał właśnie na sam koniec ulicy, gdy w końcu udało mi sięujrzeć nasz dom. Zbudziłam chrapiącego Ethana i zaczęłam krzyczeć: - Ethan patrz dojeżdżamy !!!! - Co ? O rany to już ? Łał ale się nasz dom zmienił odkąd ja zniknąłem- zauważył mój brat Poprosiliśmy kierowcę aby się tu zatrzymał. Podziękowaliśmy i zapłaciliśmy za przejazd po czym wzięliśmy bagaże i pędem polecieliśmy w stronę domu...
Nasz dom z zewnątrz cały był także ozdobiony świątecznymi lampkami tak że widać go było z daleko mimo iż znajdował się na końcu ulicy. Stanęliśmy przed drzwiami, spojrzałam na Ethana i zapytałam : - Gotowy ? - Jasne, pamiętaj tylko nie mów nic o... - Tak tak wiem... ohhh ok Wzięłam głęboki wdech i zadzwoniłam do drzwi. Po chwili usłyszałam kroki i szczekanie Marley. Nagle drzwi otwarła moja mama a ja z łzami w oczach na jej widok powiedziałam : - Cześć mamo
Na początku nasza mama nie mogła uwierzyć i wydusiła z siebie tylko : - O...mój... Boże ! Dzieci moje kochane dzieci !!! Podeszła i mocno nas przytuliła. Na jej twarzy natychmiast pojawiły się łzy. Za nią stał Marley i machał ogonem. Podeszłam do niego i pogłaskałam go : - Hej psiaku. Stęskniłam się Marley skoczył na mnie i zaczął lizać. - Oj dobrze dobrze już starczy ja ciebie też kocham no Gdy wstałam z podłogi nagle zza schodów dobiegł głos mojego taty : - Tamaro kochanie kto przyszedł ? - Chodź zobacz bo mi nie uwierzysz !!! Kiedy zobaczyłam mojego tatę kompletnie się rozkleiłam. Rzuciłam mu się na szyję krzycząc radośnie: - Tatusiu !!! - O rany Emily wróciłaś ! Ethan! Synu jak miło cię widzieć. Po tylu latach wreszcie jesteś znowu z nami!- odpowiedział radośnie Tata przytulił Ethana i w tej chwili znowu byliśmy rodziną. Byłam taka szczęśliwa. Tata wziął nasze walizki i zaniósł do salonu, a ja szybko poleciałam zobaczyć czy mój pokój dalej istnieje. Po wejściu do środka zobaczyłam że odkąd zniknęłam mój pokój nigdy nie był aż tak czysty. Natychmiast rzuciłam się na ukochane łóżko i zaczęłam rozglądać się wokół. Wszystko było tak jak kiedyś.
Chwilę potem wróciłam na dół do salonu gdzie czekała cała rodzina. Ethan rozmawiał z tatą, mama szykowała coś dobrego, a Marley biegał wkoło. Usiadłam obok taty na kanapie wtuliłam się w niego i powiedziałam : - Tęskniłam za tobą tato - Ohh córeczko nawet nie wiesz jak myśmy z mamą się o was martwili. W ogóle nie przypuszczaliśmy się uda nam się Ethana odnaleźć. To było tak dawno... - Tato już skończ- przerwał mu mój brat- cieszmy się teraz tą chwilą, a poza tym mamy święta - Ahh no tak piękny czas - A mamy już choinkę ozdobioną? - spytałam - Oczywiście kochanie - odpowiedziała mi mama - Szkoda że wam w niej nie pomogłam -Nie szkodzi skarbie najważniejsze, że wróciliście i znowu będziemy razem Spojrzałam znacznie na Ethana, a on na mnie i po jego minie widać było że mam nic rodzicom nie mówić. Mama przyszykowała pyszną sałatkę i wszyscy usiedliśmy w jadalni, zjedliśmy smakowitą kolację, a później oglądaliśmy film. Przez ten czas rodzice nie spytali się ani mnie ani Ethana gdzie przez ten czas byliśmy co było dla nas dobre bo bałam się im opowiadać zmyślone historyjki które byłyby kłamstwem. Oni nie mogą się dowiedzieć że jesteśmy inni. Około 22 zakończył się film i oboje z Ethanem udaliśmy się do swoich pokoi. Rodzice powiedzieli że jutro ( 24 grudnia ) pojedziemy na miasto na kolację do restauracji oraz na lodowisko i zakupy aby spędzić wspólnie czas. Gdy już byłam u siebie rozpakowałam bagaże, prezenty schowałam w mojej skrytce w szafie żeby poczekały do ranka 25 grudnia, mój nowy łuk odwiesiłam na swoje dawne miejsce, a sama udałam się do łazienki. Po gorącej kąpieli rzuciłam się na ukochane łóżko, otuliłam się kołdrą której zapach lawendy wciąż można było wyczuć i po chwili zmorzył mnie sen. Tej nocy przyśnił mi się Matt. Siedziałam właśnie z nim nad jeziorem i całowaliśmy się. Chciałabym żeby on również mógł spotkać się ze swoją rodziną w święta. To przecież jest czas miłości, dobroci i magii. Mam nadzieje że jeszcze będzie mógł normalnie pogadać z rodzicami. Szkoda mi było go, aczkolwiek wiedziałam, że w obozie tez będzie dobrze się bawił przez ten czas. W końcu po jakimś czasie całkowicie zapadłam w sen i już tylko myślałam o jutrzejszym dniu z rodziną.
OD AUTORKI
Cześ i czołem witam! WELCOME BACK! Tak, właśnie, postanowiłam wrócić do mojego starego bloga i na nowo go rozruszać. Mam nadzieje, że ktoś jeszcze jest zainteresowany moim opowiadaniem i z chęcią dalej będzie chciał je czytać. Ja za to postaram się dawać częściej rozdziały i bardziej je ubarwiać. Wiem, że pewnie nie jest to jakieś łał czy coś w tym, ale to jedna z moich pasji więc chce pisać choćby to miało być tylko dla mnie samej. Tak więc przepraszam za długą nieobecność, wyżej oto 20 rozdział dla was, a następnego spodziewajcie się niebawem :) Pozdrawiam Aleks
Odkąd Ethan ogłosił że będzie można wrócić na święta do domu przez cały czas chodziłam radosna i zajmowałam się przygotowaniami do tego dnia. Co dziennie sprawdzałam kalendarz i odliczałam dni do wigilii. Postanowiłam nawet wybrać się do pobliskiego miasta niedaleko naszego obozu razem z Camill i Malią aby wybrać jakieś prezenty dla moich rodziców. Chodziłyśmy od sklepu do sklepu i oglądałyśmy wszystko co mogłoby spodobać się mojej mamie i tacie. Po jakiś dwóch godzinach spędzonych na zakupach udało mi się wybrać parę prezentów. Mamie kupiłam piękny naszyjnik który był największym wydatkiem ale poprzez pracę w szpitalu obozowym i zaoszczędzaniu kieszonkowych mogłam sobie pozwolić aby go jej kupić. Tacie kupiłam jego ulubiony perfum oraz książkę o wojnie ( kocha czytać książki o tej tematyce). Nie zapomniałam także o moim bracie. W jednym ze sklepów zauważyłam zegarek który wydawał mi się bardzo odpowiedni dla niego. Kiedy razem z dziewczynami zapytałyśmy się o cenę go po prostu szczęka mi opadła... nie było mnie na niego stać i zawiedziona skierowałam się do wyjścia. Zatrzymała mnie Malia która powiedziała : - Emily zaczekaj mam pewien pomysł... - O co ci chodzi - spytałam zdziwiona - Masz i kup go - Malia podała mi swoją własną kasę dzięki której mogłabym mu kupić ten owy zegarek. Zaskoczona jej postępowaniem natychmiast odmówiłam: - Nie coś ty nie będę brała twojej kasy weź przestań ! - Oj już nie przesadzaj. Gdy będziesz miała okazje to mi oddasz a teraz bierz i kupuj go. Ethanowi na pewno się spodoba. Możemy uznać że to będzie nasz wspólny prezent dla niego. Podała mi ponownie pieniądze i mrugnęła okiem. Ja zgodziłam się i poszłam zapłacić za zegarek. Kasjer ładnie go opakował i pogratulował dobrego wyboru. Podziękowałyśmy z dziewczynami i opuściłyśmy sklep. Później udałyśmy się do ostatniego już sklepu abym mogła kupić też jakiś drobiazg dla Matta ( w końcu jest moim chłopakiem jak i przyjacielem więc nie mogłam o nim zapomnieć). Ponieważ ostatnio gdy bywałam u niego zauważyłam że ma kolekcję gier i często w nie gra z James postanowiłam kupić mu jakąś. Camill i Malia doradziły mi którą wybrać, a potem dokupiłam jeszcze śmieszną koszulkę dla niego i w tym momencie zakończyłam ,, szalone przed świąteczne zakupy'' ( chociaż tak naprawdę powinnam zająć się tym już podczas święta dziękczynienia ale jakoś nie miałam wtedy czasu). Resztę pieniędzy które mi zostały postanowiłam wydać na wizytę w kawiarni. Razem z Camill i Malią znalazłyśmy przytulną kawiarenkę, usiadłyśmy przy wolnym stoliku i zamówiłyśmy każda po gorącej czekoladzie i ciastku. Siedziałyśmy tam jakąś godzinę śmiejąc się i ciesząc z tego dnia. W drodze powrotnej do obozu zdałam sobie sprawę że od prawie pół roku nigdy tak nie czułam się ... normalnie, jak człowiek, który chodzi na zakupy i spotyka się z przyjaciółmi. Odkąd jestem w obozie cały czas tylko albo walczyłam,pracowałam, doskonaliłam swoje moce itp... teraz poczułam się naprawdę szczęśliwa. Kiedy wróciłyśmy dziewczyny pomogły mi ukryć prezenty i później udałyśmy się na obiad do obozowej stołówki a później na trening... Resztę tego dnia postanowiłam spędzić z Matthew ponieważ już jutro jest 23 i wypadałoby się przygotować do wyjazdu do domu. Dlatego też dzisiaj po treningu i pracy w szpitalu udałam się z Matthew do naszego wspólnego domku na drzewie nieopodal jeziora. W drodze do tego miejsca cały czas rzucaliśmy się kulkami ze śniegu i wygłupialiśmy się. Gdy już dotarliśmy na miejsce Matt wpadł na pomysł. Podszedł bliżej jeziorka, wyciszył się i skupił,a po chwili zauważyłam że jezioro zamarza. Dosłownie samo z siebie zaczynało pokrywać się lodem. Gdy Matt skończył odwrócił się do mnie i zapytał : - Może ze chcesz ze mną pojeździć na lodowisku ? - Jesteś pewien że to nie pęknie ? - Zaufaj mi Podał mi rękę i oboje wpadliśmy na lodowisko od razu się przewracając. Wybuchnęliśmy śmiechem po czym ponownie wstaliśmy i dalej próbowaliśmy pojeździć. Kiedy zrobiło się nam zimno udaliśmy się do domku na drzewie. Tam otuliliśmy się kocem, wtuliliśmy się w siebie i oglądaliśmy film. Było naprawdę przyjemnie móc z nim spędzić tutaj czas. Matt nawet przyszykował niespodziankę. Zrobił dla nas czekoladowe foundee z truskawkami. Podał je a ja od razu rzuciłam się na te pyszności. Zjedliśmy wszystkie truskawki a resztę czekolady która nam została ze smakiem wypiliśmy. Potem od tego bolał mnie brzuch, ale nie martwiłam się bo warto było. Po obejrzeniu jakiś 2 filmów usnęliśmy. Kiedy było po północy zbudziłam się i ujrzałam że wciąż jesteśmy tutaj w domku, a ponieważ nie warto było w takie zimno wracać ponownie wtuliłam się w Matta i odpłynęłam w błogi sen.... Następnego dnia - 23 grudnia wstałam z samego rana aby jak najszybciej wrócić i przygotować się do wyjazdu. Obudziłam Matta który słodko chrapał i razem z nim udaliśmy się w stronę obozu. Matt dokładnie pozamykał domek i ustawił zabezpieczenia po czym wziął mnie na barana i razem pobiegliśmy w drogę powrotną... Gdy dotarliśmy do obozu akurat zagrzmiał dzwonek na śniadanie. Obozowicze wyskoczyli z swoich domków i od razu skierowali się w stronę stołówki, a ja z Matthew udaliśmy się za nimi. Tego dnia nasi kucharze przygotowali pyszne jajka na miękko, tosty z ananasem i serem a także becon oraz coś słodkiego naleśniki pancakes- naleśniki a raczej bliny. Wszyscy z takim apetytem zajadali że śniadanie trwało mniej niż 10 minut. Po odniesieniu talerzy udałam się do swojego domku aby móc spakować się przed wyjazdem do domu. Spakowałam wszystko co najważniejsze do małego plecaka a do większej torby ( walizki ) wpakowałam prezenty. Po jakieś godzinie byłam gotowa. Jeszcze przed wyjściem posprzątałam u siebie aby na ten czas jako tako to wyglądało. Gdy wyszłam z domku spotkałam Camill która również szykowała się do powrotu. Widać było po niej że nie mogła się doczekać aż wreszcie zobaczy rodzinę. Żałowałam że Matt ani Malia też nie jadą, zresztą mają pewne lepsze zajęcia i nie za bardzo chcą widzieć swoje rodziny. Wiedziałam że u Matta jest nietypowa sytuacja ale nie do końca wierzyłam w to że Malia zostaje tu tylko z powodu aby pilnować obozu. Coś musiało być na rzeczy.... 2 godziny później kiedy wróciłam z szpitala obozowego udałam się właśnie do Twierdzy aby zobaczyć czy mój brat jest gotowy i pogadać z Malią. Ethana tutaj nie znalazłam ale za to udało mi się zaczepić Malię. Usiadłam z nią w jej ,,biurze'' i od razu przeszłam do rzeczy: - Malia wiesz zastanawia mnie czemu tak naprawdę nie jedziesz do domu. Czemu nie chcesz spotkać się z rodziną ? Malia nic nie odpowiadała. Przez dłuższy czas trwała między nami cisza kiedy Malia słabo wyjąkała z łzami w oczach 4 okropne słowa : - Ja nie mam rodziców Zamurowało mnie... nie mogłam wierzyć w to co właśnie mi powiedziała. - Ale ...jak to ?- spytałam wciąż zszokowana - Od dziecka mieszkałam w Domu Dziecka. Nie pamiętam moich rodziców i nie wiem co się z nimi po prostu stało . A odkąd 2 lata temu trafiłam tu do tego miejsca nie opuszczam go i święta spędzam z obozowiczami. - Ja...ja nie wiedziałam...przepraszam - Spokojnie... przyzwyczaiłam się-przerwała a po chwili dodała- idź już lepiej się przyszykuj po obiedzie wigilijnym u nas wyjeżdżasz. - Tak wiem.... to ja już pójdę pa - Pa W ciszy opuściłam Twierdzę i w tym właśnie momencie zabrzmiał dźwięk ogłaszający obiad aczkolwiek tym razem brzmiał jak dzwonki świąteczne. Wszyscy zebrali się w stołówce i na miejscu zastaliśmy wspaniale przygotowaną ,,kolację wigilijną'', a raczej ( obozową wigilię). Kucharze pięknie przygotowali cały obiad. Na stole można było znaleźć pieczoną gęś, sałatka ziemniaczana, zapiekanka z fasoli a na deser został podany sernik. Tak więc dzisiejszy obiad w naszym obozie można było uznać za wspaniałe wigilijne spotkanie. Po obiedzie wszyscy zebraliśmy się na głównym placu aby pożegnać się na czas wyjazdu. Najpierw złożyliśmy sobie życzenia potem mój brat zrobił przemówienie a na koniec dzięki pomocy naszych artystów ubraliśmy wielką choinkę i przy pomocy braci Stewart odpaliliśmy światełka na niej które dzięki nim mieniły się i pokazywały różne efekty świetlne. Zaśpiewaliśmy wspólnie kolędy a później pożegnaliśmy i każdy poszedł albo do swojego domku albo na przystanek autobusowy. Ja udałam się do siebie aby zabrać swoje bagaże i przed samym wyjazdem udałam się jeszcze do Matta aby podarować mu mój prezent. Zastałam go u niego gdy siedział na łóżku i robił coś na komputerze. Kiedy mnie zobaczył podszedł i mocno mnie utulił, a ja nagle wyjęłam zza pleców jego prezent i dając mu powiedziałam : - Wesołych Świąt kochany - Emily....nie musiałaś ale - odłożył swój prezent i podszedł do szafy. Wyjął z niej małe pudełeczko i podał mi je - Ja także mam coś dla ciebie - Dziękuje - odpowiedziałam i dałam mu buziaka po czym zapytałam - -To co otwieramy ? - Jasne na trzy - Raz - Dwa - Trzy !- krzyknęliśmy chórem i zajęliśmy się otwieraniem. Matt na widok gry i koszulki z zaskoczenia aż podskoczył i na głos krzyknął : ,, O ŁAŁ ! " Ja natomiast gdy ujrzałam srebrny naszyjnik z sercem i wymalowanym na nim łukiem oplecionym wodą i napisem ,, na zawsze razem, twój Matt'' po prostu się rozpłakałam... - Skąd go wytrzasnąłeś ! Jest cudowny - Mam paru dobrych znajomych- jubilerów w obozie- mrugnął do mnie okiem a ja natychmiast rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go. Matt pomógł mi założył jego naszyjnik a ja pożegnałam się z nim, wzięłam swoje bagaże i udałam się na przystanek autobusowy 1km od naszego obozu. Tam spotkałam mojego brata który uśmiechnął się do mnie i zapytał : - Gotowa żeby zobaczyć rodziców ? - Nawet nie wiesz jak - odpowiedziałam mu radośnie Ethan zaśmiał się i po chwili wskazał na nadjeżdżający autobus : - To chyba nasz bus - chwycił mnie za rękę i dodał - no to jedziemy do domu...
OD AUTORKI
Serdecznie przepraszam za małe opóźnienia ale ten tydzień i poprzedni był dla mnie bardzo ciężki...byłam zawalona nauką i nie miałam czasu nawet wejść na bloggera. Jednak już jestem i publikuję 19 rozdział :D Wiem idzie mi to jakoś opornie i pewnie nikt nie chce czytać mojego opowiadania ale mi znowu nie zależy na tym aby być znaną...robię to bo kocham pisanie ^.^ Jest to moją pasją i na pewno tak łatwo z tego nie zrezygnuje. Dobra ja już kończę przemową i zapraszam do czytania ;)
Na koniec też obowiązkowo muzyczka. Bez niej ani rusz. Masakra jak ja kocham tą piosenkę <3 a film i książkę z tego jeszcze bardziej <3 <3 <3
Kolejne dni w naszym obozie po starciu z Askarem były ciężką harówką. Każdy pracował w pocie czoła aby przywrócić nasz obóz do stanu przed bitwą. Budowniczy odbudowywali zniszczone domy i namioty, dziewczyny ( w tym ja ) pracowały w szpitalu ale i pomagały w drobnych sprawach,mechanicy i inżynierowie a także i naukowcy naprawiali broń, Ethan wraz z Malią i jeszcze jednym zastępcą układali plan na najbliższe miesiące a cała reszta sprzątała i zasadzała nowe drzewa które w wyniku walki ogniem mocno ucierpiały. Podsumowując przez 3 miesiące ostro pracowaliśmy. Ja sama zajęłam się wraz z bliźniakami Stewart moim nowym łukiem. Wspólnie z nimi udało mi się stworzyć nowy lepszy łuk i kołczan ze strzałami który okazał się rewelacyjny. Dzień w dzień spotykałam się z obozowiczami na polu treningowym i doskonaliłam swoje umiejętności. Ogółem mówiąc przez cały czas wszyscy mieli ręce pełne roboty. Aczkolwiek przez ten czas także dużo dni świętowaliśmy i dobrze się bawiliśmy. 4 listopada odbył się u nas ,, Obozowy Dzień Dziękczynienia'', podczas którego nasi przyjaciele kucharze upiekli pysznego indyka i zrobili wielką ucztę. Wieczorem odpaliliśmy ogromne ognisko i cały wieczór ( i noc) balowaliśmy i śpiewaliśmy przeróżne piosenki. Wielu obozowiczów ujawniło swój muzyczny talent w tym Matt który był naszym gitarzystą przy ognisku. Wcześniej też pod koniec października odbyło się Halloween i cóż impreza z tej okazji w naszym obozie była ,,zabójczo'' rewelacyjna. Każdy z nas przebrał się za jakiegoś stwora. Ja przebrałam się dość oryginalnie bo oblałam się sztuczną krwią i ubrałam czerwone soczewki. Roztrzepałam włosy i wyglądałam prosto ale efektownie.
Camill przebrała się za mrocznego anioła, Malia za kościotrupa, James za mrocznego wampira ( pasował idealnie do Camill), Matt za przystojnego zombie, a mój brat był wilkołakiem. Nie do końca mu to wyszło ale i tak zabawa była świetna. Obozowicze chodzili od domku do domku innego obozowicza i robili sobie niezłe kawały ( przez przypadek podpalił się jeden domek ale nic wielkiego się nie stało). Rozdawaliśmy sobie nawzajem cukierki i inne słodkości a w nocy urządziliśmy imprezę i nasz obóz zamienił się w scenerię rodem z najgorszego horroru. Obozowicze artyści tak idealnie zaplanowali wszystko że albo byliśmy na cmentarzu albo w mrocznym lesie. Naprawdę było niesamowicie... Po imprezie poszłam z Matthew do jego domku na drzewie i do rana oglądaliśmy horrory i popijaliśmy krwiste drinki. Ahhh co to był za dzień... W obozie byłam już ponad 4 miesiące i to miejsce stało się moim drugim domem. Mam tu tylu wspaniałych przyjaciół, chłopaka, brata za którym mocno tęskniłam i odnalazłam swoje własne ja dzięki temu miejscu. Kiedy nastał pokój w naszym świecie nadprzyrodzonym moje życie było wspaniałe. Gdy nadszedł grudzień i spadł śnieg każdy obozowicz nie mógł doczekać się świąt. Z opowiadań Malii dowiedziałam się że tego dnia w naszym obozie czuć magię ( dosłownie). I wtedy wpadłam na pewien pomysł. Pomyślałam czy by może w te świąteczny dni nie odwiedzić naszych rodzin i nie wrócić na trochę do normalnego życia. Udałam się więc z tą myślą następnego dnia do mojego brata do Twierdzy. Miał właśnie spotkanie z zastępcami toteż usiadłam pod jego pokojem i poczekałam. Gdy spotkanie się zakończyło spotkałam się z Ethanem i postanowiłam powiedzieć mu o tym pomyśle. - Co cie tu sprowadza Emily ? Powinnaś być w szpitalu właśnie i opiekować się chorymi. - Tak wiem ale posłuchaj muszę ci coś powiedzieć... - Ok no to słucham... Usiedliśmy naprzeciw siebie a ja po chwili niezręcznej ciszy zaczęłam przemówienie: - Bo wiesz że mamy grudzień i za tydzień są święta prawda ? - NO tak i co w związku z tym ? - Cóż pomyślałam sobie czy by nie można było no wiesz... czy każdy obozowicz nie mógłby wtedy tego dnia spędzić z rodziną w domu. Żeby móc chociaż na chwile wrócić... - Wykluczone - przerwał mi stanowczo Ethan - Ale dlaczego ? - Emily rozumiem że tęsknisz za rodzicami i że w święta chciałabyś ich zobaczyć ale to niemożliwe. Gdyby każdy z nas wrócił do normalnego życia mógłby się wygadać komuś i byłby wielki problem... - No tak ale przecież można by było zawrzeć jakieś przymierze albo regułę lub zasadę że będzie można wrócić chociaż na czas świąt do rodziny. Spotkać się z nimi ale nie mówić im niczego na temat obozu i samego siebie. To że jesteśmy inni nie znaczy że nasze rodziny muszą odchodzić od zmysłów !!! - Emily... - No co no ?! Ethan błagam cię no ! Na pewno każdy tęskni za rodziną. A ty ? Nie tęsknisz za mamą i tatą ? Nie obchodzi cię ich los ? - Tak obchodzi bo kocham ich ale oni tego nie zrozumieją. A poza tym i tak po świętach musimy tu wrócić ! - Wiesz co.... ehh... już nie ważne. Nie mogę uwierzyć po prostu że jesteś taki płytki. Bracie ty tego nie umiesz zrozumieć no !!! My jesteśmy nastolatkami i na pewno każdy z nas pragnie znowu zobaczyć swoich rodziców! - Siostra proszę nie bądź zła ja po prostu... - Tak tak wiem dbasz o nasze dobro i o dobro obozu... trudno przynajmniej próbowałam... Wyszłam z pokoju Ethana i zatrzasnęłam za sobą drzwi ze wściekłością. Szybko pobiegłam do siebie i rzuciłam się na łóżko z płaczem. Może ja już nigdy nie zobaczę rodziców ? Czy zostanę tu do końca życia ? Nie tak nie może być !!! Przespałam się z tą myślą i trochę się uspokoiłam, a kiedy się obudziłam postanowiłam działać wbrew rozkazowi mojego brata. Ułożyłam dużą listę i opisałam w niej ten problem. Wzięłam ja ze sobą i udałam się do każdego obozowicza żeby mu to przedstawić i dzięki temu zebrać od każdego podpis. Może dzięki przewadze liczebnej to się uda? Cóż zawsze warto spróbować... Tak więc przez 3 godziny chodziłam od domku do domku i zaczepiałam każdego obozowicza pokazując mu listę i opowiadając mój plan. Gdy wróciłam do siebie i przestudiowałam to okazało się że na ponad 100 osób 90 było za a reszta przeciw. Wśród tych sprzeciwiających się była Malia która twierdziła jak mój brat ( w końcu też jest dowódcą ) i parę innych osób w tym mój ukochany Matt co lekko mnie zdziwiło ponieważ nie wiedziałam dlaczego Matt nie chce zobaczyć swoich rodziców. Po obiedziespotkałam się z nim w naszym miejscu wspólnym miejscu, w domku na drzewie. Leżeliśmy razem w hamaku i przytulaliśmy się nie mówiąc ani słowa, gdy w końcu ja przerwałam ciszę:
- Dlaczego nie zgodziłeś się na mój pomysł żeby w święta wrócić do domu ? - Ty tego nie zrozumiesz... - Oj weź przestań. Jeżeli coś się dzieje to mi powiedz ! - Emily ja...no to nie jest temat żeby o tym gadać - Nie dam ci spokoju dopóki mi nie powiesz- zaczęłam go łaskotać i wkurzać aż nie wytrzymał i krzyknął : - Moi rodzice się rozwiedli !!! - O rany, Matt ja nie wiedziałam... - No właśnie dlatego nie chce wracać i spędzać świąt albo z mamą albo z tatą. Oni nawet gdy spotkają się przypadkiem ciągle się kłócą i po prostu te święta byłyby kolejną porażką. Dlatego wole zostać w obozie. - Ok rozumiem. Skoro tak to już nie pytam... Zakończyłam ten temat i zaczęłam go całować. Spędziliśmy resztę czasu razem dobrze się bawiąc dopóki Matt nie został wezwany żeby pomóc w zbrojowni. Pożegnałam się z nim i postanowiłam podesłać listę z podpisami do Twierdzy aby jeszcze raz spróbować przekonać mojego brata do tego żeby spotkać się z rodzicami.
***
Wieczorem około 20 gdy siedziałam u siebie i czytałam książkę ktoś zapukał do drzwi. Kiedy podeszłam i otwarłam je ujrzałam mojego brata.
- Hej możemy pogadać ?
- Wiesz nie mam zbytnio ochoty z tobą gadać no ale wchodź
Zaprosiłam go do środka. Usiadł na fotelu a ja na łóżku i od razu przeszedł do rozmowy.
- Wiem że jesteś na mnie zła za tą kłótnie dzisiejszą na temat twojego pomysłu.
- I przyszedłeś tu żeby mnie przeprosić za to ?
- Nie do końca...
- Ethan ?
- No więc, zwołałem zebranie i przedyskutowałem to z najlepszymi z naszego obozu oraz zastępcami i po długiej naradzie doszliśmy do wniosku że....
- Tak ?
- Każdy kto będzie chciał będzie mógł na czas świąt wrócić do domu i spotkać się z rodziną
- Żartujesz ?!- powiedziałam z niedowierzaniem
- Nie siostra. Nareszcie zobaczysz rodziców - odpowiedział mi z uśmiechem
- O mój boże dziękuje ci, dziękuje !!!- krzyknęłam radośnie i podbiegłam do niego i mocno utuliłam
Byłam tak zachwycona tą wiadomością że nawet chciało mi się płakać
- Ale dlaczego zmieniłeś zdanie? - spytałam po uspokojeni swojej radości
- Cóż nie wiem. Może przekonała mnie ta twoja lista którą ułożyłaś i tyle podpisów na tak. Zresztą po dłuższym czasie namysłu stwierdziłem że to nam się należy
- Jesteś wspaniały- powiedziałam do niego i ponownie go przytuliłam
- Oj dobra koniec tych czułości. Chodź trzeba to przekazać reszcie.
Ethan zwołał wszystkich na główny plac i powiedział mi o tym iż wyraził zgodę na mój pomysł dotyczący powrotu na święta aczkolwiek zagroził też iż ten kto chociaż przez przypadek wygada się komuś na temat obozu lub nas samych zostanie albo zamknięty a naszym obozowym wiezieniu albo w najgorszej opcji zostanie stąd wyrzucony.
Cóż tego mi Ethan nie powiedział ale raczej wątpię żeby ktokolwiek ośmielił się zdradzić nasza tajemnicę. Po spotkaniu wszyscy rozeszli się do siebie a Ethan podszedł na koniec do mnie i powiedział :
- Szczerze ja też się cieszę że zobaczę rodziców- wyznał mi
- Hah wiedziałam że za nimi tęsknisz. Wygrałam !!
- Oj już dobra nie jaraj się tym tak tylko pomyśl co im kupimy pod choinkę
- Nie martw się coś zaplanuje - odpowiedziałam mu
Pożegnałam się z bratem i wróciłam w podskokach radości do swojego domku. Nie mogłam się doczekać tego że znowu zobaczę moich rodziców !
OD AUTORKI
Kurde tak teraz sobie myślę że to już 18 rozdział :D Nie jest jeszcze tak źle zważywszy na to że bloga zaczęłam pisać jakieś parę miesięcy temu. Owszem nie jest on jakiś niesamowity i nie jest też zbyt popularny ale i tak cieszę się z tego że go prowadzę. Mam ogromną nadzieje że jeszcze wiele osób go pozna i spodoba się im moje opowiadanie. To by dla mnie wiele znaczyło. A jak na razie nie mam zamiaru z nim kończyć i zachęcam do czytania kolejnych rozdziałów. Ze względu że w tym tygodniu będę mieć ważne egzaminy nie będzie na razie nowego rozdziału, ale obiecuje że za niedługo znowu się pojawią ;) To tyle z moje strony :)
Muzyczka na koniec musi być, nie ma to tamto ;P Dziś coś wesołego:
Po dotarciu do szpitala przemieniłam się w swoją ludzką postać i zaniosłam mojego brata do środka. Stacjonujący tam obozowicze natychmiast przybiegli mi z pomocą. Ethan wciąż był nieprzytomny a z jego nogi dalej ciekła strumieniami krew. Bałam się o niego ponieważ w każdej chwili mógł się wykrwawić. Położyliśmy go na łóżku, podaliśmy napój wzmacniający oraz zatamowaliśmy krwawienie, niestety to nic nie dawało, kula od pistoletu wciąż tkwiła w jego nodze. Postanowiłam więc działać. Przysiadłam obok jego rany, wzięłam ze sobą nożyczki lekarskie i długą pęsetę i próbowałam normalną metodą wyciągnąć pocisk. Nie dało to dobrego efektu ponieważ kula ześlizgiwała się z pęsety. Wywaliłam więc sprzęt lekarski i postanowiłam działać swoim umiejętnościom. Skupiłam całą moc na tej ranie i pomału starałam się wyciągnąć kulę. Traciłam pomału siły ale nie poddawałam się. Owszem jeszcze nigdy tego nie robiłam ale wiedziałam że musi się udać. W końcu po 15 minutach wyciągnęłam pocisk i wyrzuciłam go. Ranę powstałą po postrzale obmyłam, zaszyłam i posmarowałam ziołową maścią. Po paru minutach zaczęła się goić. Odetchnęłam z ulgą. Ethan nie dawał znaku życia lecz czułam jego tętno. Wtedy spadł mi kamień z serca że on jednak żyje. Byłam przy nim jeszcze jakieś 10 minut lecz nie mogła tutaj tak cały czas siedzieć kiedy za zewnątrz wciąż dzieje się bitwa. Chwyciłam więc moje strzały i ruszyłam na pomoc. Widziałam mnóstwo obozowiczów dzielnie walczących z resztą potworów. Chyba armia Askara jeszcze nie wie że on nie żyje. Dziwne. Wzniosłam się wiec na szczyt wzgórza a pode mną rozgrywała się krwawa rzeź. Wzięłam głęboki oddech i krzyknęłam w stronę nieba : KONIEC TEGO !!!!!!!! Bitwa ustała i wszystkie oczy skierowały się w moją stronę. Pokazałam na zaćmienie słońca które zaczęło się cofać i wrzasnęłam: - WIDZICIE TO ?! TAK,ASKAR ZOSTAŁ POKONANY A WOJNA MA SIĘ NATYCHMIAST
SKOŃCZYĆ ! POKONALIŚMY WAS POTWORY ! WRÓĆCIE DO SWOJEGO ŚWIATA I NIE
POKAZUJCIE SIĘ TU ! TO KONIEC ! Potwory i inne stworzenia spojrzały na mnie ale chyba nie zrozumiały o co chodzi. Wkurzyły się jeszcze bardziej i powróciły do walki. Wtedy ja także nie wytrzymałam i rzuciłam się na potwory. Ponieważ mój łuk był w strzępach postanowiłam działać bez niego. Wszystkie strzały jakie mi zostały włożyłam do kołczanu i rzucałam nimi w potwory. Niektóre od razu po ostrzale padały inne walczyły resztkami sił. Udało mi się znaleźć moich przyjaciół i razem z nimi zabijałam te okropne stworzenia jeden po drugim. Matt patrzył na mnie z podziwem i ukradkiem się uśmiechał. Camill i Malia walczyły tak zaciekle że potwory bały się do nich zbliżyć. Najlepsza była właśnie Camill która jak oszalała krzyczała : GIŃCIE NĘDZNE KREATURY ! TO JA TU ŻĄDZE !!! HAHAHA Ahh ta Camill zawsze taka bojowo nastawiona... Udało nam się zlikwidować największe stwory tak że te mniejsze zaczęły się pomału wycofywać. Każde z nich wpadało pod ziemie i nie miało chęci wracać. Nagle zza góry wyleciał mój smok Ruby. W pełni sił podpalił resztę uciekających potworów a one z piskiem uciekły do podziemia. Nie mogłam uwierzyć że Ruby jest cały i zdrowy. Podbiegłam do niego, przytuliłam się do jego szyi i powiedziałam : - Ohh mały jak miło cię znowu widzieć. - Rarrrghhhh- odpowiedział Matt patrzył na naszą dwójkę ze smutkiem. Nie mógł pogodzić się ze stratą Feniksa. Kiedy wszystkie stwory uciekły i spokój zapanował na wzgórzu rozejrzałam się wokół obozu i zobaczyłam że większa część budynków jak i las płoną. Matt od razu się tym zajął. Zebrał wodę z pobliskiego jeziora i spowodował deszcz. Podeszłam do niego i namiętnie go pocałowałam. Ona momentalnie odpłynął. Kiedy przestałam go całować ona zamroczony zapytał : - Czy to prawda Emily ? TO co mówiłaś ? Pokonałaś Askara ? Udało nam się ? - Tak Matt naprawdę nam się udało- odpowiedziałam radośnie. Zaczęliśmy się wszyscy radować. Nawet najpoważniejsza z nas Malia uśmiechnęła się i przytuliła nas. Podczas gdy myśmy się radowali reszta obozowiczów zabrała się za naprawę obozu po skutkach bitwy. Później my również dołączyliśmy się do nich. Zaćmienie się skończyło a przesilenie nastąpiło i świat wszedł w czas jesienno- zimowy. Ogólnie nasz obóz nie ucierpiał zanadto. Owszem brama została zniszczona, niektóre domki obozowiczów spłonęły, a las został zniszczony, ale pomimo to natura sama zaczęła na nowo się odradzać. Kiedy udało nam się ugasić wszystkie pożary i ogarnąć ruiny obozowicze udali się do szpitala aby sprawdzić co z ich dowódcą. Ja poleciałam jako pierwsza bo jedyna wiedziałam co tak naprawdę stało się z moim bratem. Wciąż leżał w szpitalu i nie dawał znaku życia. Jego stan się znacznie poprawił, teraz będzie musiał dużo czasu poświęcić na odpoczynek i regeneracje. Po czasie obozowicze rozeszli się do swoich domków a ja dalej byłam przy moim bracie. Czuwałam przy nim gdyby działo się coś. Co jakiś czas przychodził do mnie Matt. Siedzieliśmy razem wtuleni w siebie i opowiadaliśmy o dzisiejszym dniu. Matthew rozpaczał po stracie smoka, nie mógł pogodzić się ze stratą przyjaciela. Ja na jego miejscu również byłabym smutna aczkolwiek starałam się go pocieszyć i powtarzałam że Feniks zostanie w jego sercu i że był wspaniałym smokiem. Pomyślałam też żeby może Billy twórca naszych smoków stworzył jeszcze raz takiego samego smoka. Wtedy Matt miał by znowu przyjaciela. Była godzina 19. Ciągle stacjonowałam w szpitalu obozowym przy Ethanie, lecz co jakiś czas przechadzałam się i sprawdzałam co u innych rannych obozowiczów. Kiedy wróciłam do Ethana zawitała Malia. Usiadła przy nim i czule go ucałowała w czoło szepcząc mu do ucha :,,wyzdrowiejesz, nie martw się,byłeś niesamowity wiesz?'' Podglądałam cały ten widok zza zasłony która znajdowała się przy łóżku jednego z rannych. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Czyżby Malia i Ethan? Czy coś między nimi jest? Podeszłam po chwili do łóżka mojego brata mówiąc do Malii: - Hej jak tam? - O hej - zaskoczona szybko odeszła od Ethana i wyciągnęła dla mnie torbę z kolacją. - Masz przyniosłam ci kolację - O dzięki ale nie jestem na razie głodna. - To jak będziesz chciała to zjedz. Nie to nie ja już idę Kiedy Malia miała wyjść zatrzymałam ją i poprosiłam aby została razem ze mną i Ethanem. Przysiadłyśmy obok niego i nastąpiła chwilowa cisza którą przełamała Malia. - On wyzdrowieje co nie ? - Na moje lekarskie oko za dzień, dwa wyjdzie ze szpitala. - To dobrze a czemu wciąż jest nieprzytomny? - Jest w śpiączce... ale spokojnie to farmakologiczna śpiączka, nic mu się nie stanie a tak będzie lepiej żeby na razie nie wstawał ani nie przemęczał się. - Rozumiem... - Czyli teraz ty jesteś dowódcą ? - Dopóki on nie wyzdrowieje to tak. A w ogóle jak to się wszystko stało ? Opowiedziałam całą historię walki z Askarem Malii a ona z chwili na chwili robiła coraz większe oczy. Gdy skończyłam powiedziała tylko: - Łał..... - Tak wiem. Przyznam że nieźle się działo ale cieszę się że to koniec. Może nawet będę mogła wrócić do domu. - No może... dobra ja już lecę. Muszę jeszcze pomóc innym i załatwić parę spraw w Twierdzy. Pa Gdy Malia wyszła ja spędziłam jeszcze godzinę w szpitalu a później stwierdziłam że dobrze by było pójść i samej odetchnąć po tym dniu. Wzięłam ze sobą kolację którą przyniosła mi Malia, pożegnałam Ethana i udałam się w stronę swojego domku. Po wejściu od razu poszłam do łazienki. Kiedy przeszłam obok lustra przeraziłam się na swój widok. Większość mojego ubrania była podpalona, buty miałam ubrudzone krwią,gdzie nie gdzie widoczne były blizny lub małe rany które nie zagoiły się same, moje włosy były lekko podpalone a twarz była ubrudzona sadzą i zaschniętą krwią. Moja ukochana broń została zniszczona a kurtka od taty w niektórych miejscach się potargała. Moje oczy migotały różnymi barwami i jak potem zauważyłam, parę bransoletek zniknęło z mojej ręki. Reasumując wyglądałam potwornie, a zmęczenie dodawało mi gorszego wyglądu. Zrzuciłam z siebie brudne ciuchy i wskoczyłam pod prysznic. Zmyłam z siebie całą krew i brud i od razu poczułam się lepiej. Po wyjściu z łazienki zrobiłam porządek z ciuchami i przebrałam się w luźną koszulkę i dres. Podpalone końcówki włosów ścięłam scyzorykiem a resztę dokładnie rozczesałam, spryskałam własnej roboty odżywką ziołową i splotłam w warkocz aby jeszcze bardziej mi się nie poplątały. Żałowałam że straciłam łuk i prawie wszystkie strzały. Został mi tylko brudny kołczan który przemyłam i odstawiłam do wyschnięcia. Kurtkę moro od taty przemyłam i zszyłam dziury. Gdy już wszystko uprzątnęłam walnęłam się na łóżko, okryłam cała kocem i zasnęłam wyczerpana ale szczęśliwa z zakończonej pomyślnie bitwy. Askar zginął,jego armia się poddała, nasz obóz jest wolny i bezpieczny i wreszcie mogę spokojnie odetchnąć. Najbardziej jednak cieszyłam się że mój koszmar który przyśnił mi się ostatniej nocy był tylko fikcją. Teraz mogliśmy już tylko świętować.
OD AUTORKI
No....jest kolejny rozdział :) Mam nadzieje że się podoba i nie jest znowu tak źle ;P Nie będę się zaś rozpisywać tylko zachęcam wszystkich do czytania i obiecuje że kolejne rozdziały będę jeszcze dłuższe i jeszcze lepsze. Ja nie wiem jak wy ale u mnie jest cudna pogoda co bardzo mnie cieszy ^.^ Korzystajmy z tego bo nie wiadomo jak długo będzie tak ładnie. Pozdrawiam Aleks ;*
I tu oczyw9iście muzyka. Tym razem coś co doskonale pasuje do rozdziału:
Obudziłam się nad ranem po nieprzespanej nocy kiedy usłyszałam róg wojenny. Znaczyło to tylko jedno: Askar nadchodzi! Szybko ubrałam się w ubrania zbrojne ale nie zapomniałam o ukochanej kurtce od taty. Zarzuciłam na ramię łuk i kołczan wraz z specjalnymi strzałami, umyłam twarz, związałam włosy i bez śniadania wyleciałam jak błyskawica z domu. Zauważyłam że obozowicze są już gotowi do walki. Poszłam więc poszukać moich przyjaciół. Spotkałam ich niedaleko bramy. Czekali właśnie na mnie. Przywitałam się z nimi po czym wezwaliśmy nasze smoki. Ruby przyleciał jako pierwszy i na powitanie przewrócił mnie radując się na mój widok. - Cześć kochany wiem ja też tęskniłam ale nie pora na zabawę mamy misję do wykonania. Dosiedliśmy nasze smoki i przygotowaliśmy się do odlotu. Przez wylotem przybiegł do nas mój brat. Ubrany był w nowoczesną zbroję, a w ręku trzymał potężny miecz. Do pasa przypięty miał sztylet oraz niewielki pistolet. Był gotowy położyć kres tyrani Askara. Podszedł bliżej mnie i Rubiego i powiedział: - Uważaj na siebie mała - Spokojnie Ethan. Dam radę. Ty też bądź ostrożny. - O mnie się nie martw. Znasz plan ? - Owszem. - Dobrze. Tak więc powodzenia Spojrzał na Malię która pomimo odkąd ją poznałam była jedną z najtwardszych obozowiczek teraz była przerażona. Uśmiechnął się do niej po czym odszedł do własnej bazy gdzie patrolował na wroga, a my wznieśliśmy się w powietrze. Przelecieliśmy nad obozem i w tym właśnie momencie ujrzałam armię Askara zmierzającą w stronę wzgórza gdzie był obóz. Widziałam tam olbrzymy, cyklopy,demony,3-metrowe węże, kościotrupy,lwy,wilki,potwory z samego piekła. Wszyscy byli potężni i niezbyt mile nastawieni. Na ich czele jechał na mrocznym rydwanie sam Askar w eskorcie dwóch strasznych szkieletowych wojowników. Wokół nich rozciągał się mrok.Na jego widok poczułam obrzydzenie. Miałam tylko nadzieje że zgnije w piekle, a koszmar minionej nocy nie będzie prawdziwy. Przygotowaliśmy nasze bronię i wróciliśmy do obozu aby powiadomić resztę że zaraz wróg nadejdzie. Chwilę potem Askar i jego armia znaleźli się tuż przed naszym obozem. Askar wysiadł z rydwanu i podszedł bliżej. Stanął na wprost mojego brata i ryknął: - Widzę że się przygotowaliście ! Mam dla was pewien układ! Jeżeli się poddacie dobrowolnie i oddacie mi pokłon, nie zaatakuje waszego nędznego obozu. - Nigdy Askarze! Chyba że po moim trupie - odwarknął mu Ethan - Cóż w takim razie..... ATAK !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I w tym momencie rozegrała się wielka walka. Cała mroczna armia ruszyła ku bramom naszego obozu kiedy wybuchł wielki strumień ognia. Zginęło parę potworów lecz to dużo nie dało. Wszyscy obozowicze zaatakowali. Starły się miecze z kłami, topory z pazurami i naprawdę rozpoczęło się piekło.
Ja wraz z przyjaciółmi ruszyliśmy ku olbrzymom i cyklopom. Naszego smoki zionęły ogniem ku nim a ja zabijałam ich jeden po drugim. Camill rzucała swoimi sztyletami, Malia używała do walki magii, Matt dzięki posługiwaniu się żywiołem wody zmiótł ich ku dolinie a James zabijał dzięki bombą wykonanym przez Matta. Sam też strzelał z łuku co dodatkowo pomagało. Każdy zabity potwór przemieniał się w pył. Udało nam się zabić 10 olbrzymów i 20 cyklopów lecz pojawiały się nowe. W pewnym momencie Matt zagapił się i olbrzym rzucił głazem z jego stronę. Niestety nie udało mu się ominąć przeszkody. Głaz trafił w jego smoka i Matthew spadł z niego lecąc ku ziemi. Natychmiast poleciałam mu z pomocą. W ostatnim momencie chwyciłam go za rękę i wrzuciłam na grzbiet Rubiego. Smok Matta upadł na kamienisko i nie przeżył. Matt momentalnie załamał się. Patrzył właśnie jak umiera jego zwierzęcy kompan i nie mógł nic z tym zrobić. Próbowałam go pocieszyć jednak on wciąż nie mógł uwierzyć że jego smok zginął. Wkurzony na maksa zebrał wodę z całej okolicy i spowodował tsunami które zmiotło większość potworów z powierzchni ziemi. Poprosiłam go żeby przejął prowadzenie smoka, a sama stanęłam na grzbiecie Rubiego, napięłam łuk i zaczęłam strzelać strzałami porażającymi prądem. Poraziłam parę cyklopów które momentalnie zamieniły się w pył. Przez dłuższy czas wygrywaliśmy gdy szkieletowi wojownicy zaczęli w nas strzelać z kusz i łuków. Postanowiliśmy ukryć się na jakiś czas i po chwili ponownie zaatakować. W tym momencie olbrzymy uruchomiły katapulty. Zaczęli miotać w obóz jak i w nas płonącymi kulami. Pech chciał iż jedna z tych kul trafiła mnie i Rubiego. Ruby zakręcił się w powietrzu, a ja niestety nie zdążyłam się utrzymać. Zaczęłam spadać ku ziemi.Pamiętam że słyszałam tylko krzyk Matta : EMILY NIE!!!!!!!! i potem tak jakby urwał mi się film... Ocknęłam się z wielkim bólem w lewej nodze. Chyba złamałam kość. Mój łuk leżał koło mnie lecz był nadłamany. Spróbowałam się podnieść i odnaleźć się w danej sytuacji. Byłam pośrodku lasu i nie wiedziałam co mam dalej począć. Ruby i Matt zniknęli, tak samo jak reszta. Gapiłam się w niebo szukając kogokolwiek z nich. Krzyczałam na cały głos, by wezwać pomoc, lecz to wszystko poszło na marne.Ułożyłam się więc na polanie i zaczęłam głęboko oddychać próbując przy tym uleczyć nogę. Koniec końców kość zrosła się lecz ból i kuśtykanie pozostało. Mimo to dopisało mi szczęście bo potrafiłam się w miarę poruszać. Znalazłam pewien rzadki gatunek rośliny leczniczej i owinęłam sobie nogę jego liśćmi. Zawiązałam je dzięki sznurkowi z bransoletki i po dokładnym rozglądnięciu się udałam się na północ bo wydawało mi się że tam znajduję obóz który właśnie toczy walkę a ja jestem tu !!!! Po drodze wpadłam na pewien pomysł. Może nie ma już przy mnie Rubiego ale skoro potrafię zmieniać się w pewne zwierzęta to może one mi pomogą ? Ponieważ to są Stany Zjednoczone to gepardem nie będę bo żadne gepardy inne mi nie pomogą skoro mieszkają gdzieś w Afryce czy Amazonii czy w innej dżungli. Sokoły też tu często nie witają. Ostatnią opcją pozostał wilk. Przemieniłam się w niego, stanęłam na wzgórzu i zawyłam najgłośniej jak się dało prosząc wszystkie wilki z okolicy aby pomogły mi ocalić obóz. Nagle z wszystkich stron świata zbiegło się chyba ze 100 albo i więcej wilków !!! Przed szereg wyszedł największy z nich i przekazał mi że jako alfa i najstarszy w stadzie pomoże mi pokonać Askara bo jak to stwierdził : nienawidzi drania! Tak więc całą watahą popędziliśmy w stronę mojego obozu który jak się okazało był w poważnych tarapatach. Stanęłam tuż przed rozgrywającą się bitwą i na cały głos zawyłam. Wilki rzuciły się do ataku a ja pognałam za nimi w poszukiwaniu mojego brata. Znalazłam go niedaleko bramy kiedy walczył z 5 szkieletami. Jako wilk podbiegłam do nich i każde pogryzłam tak że kościotrupy się rozpadły. Ethan leżał na ziemi i ocierał się ze krwi, spojrzał na mnie i spytał : - Emily ?? To ty ? Czemu nie jesteś z resztą na smokach? Przemieniłam się z powrotem w człowieka i powiedziałam do niego : - Później ci wytłumaczę. Poprosiłam wilki żeby nam pomogły. Zajmą armię Askara a my za ten czas go zabijemy. Chodź ze mną ! Zakradliśmy się do rydwanu Askara licząc na to że on tam będzie. Niestety gdzieś zniknął. Szukaliśmy go po obozie zabijając po drodze potwory ale on po prostu wyparował. Zmierzaliśmy właśnie ku reszcie obozowiczów aby pomóc im w obronie gdy nagle przed nami pojawił się sam Askar. Był 2 razy większy i potężniejszy niż ostatni raz go widziałam. Stanęliśmy ramie w ramię w Ethanem gotowi go pokonać kiedy Askar spojrzał w niebo i w tym właśnie momencie nastąpiło zaćmienie słońca.
Askar spojrzał na nas czerwonymi płonącymi oczami i z grzmiącym głosem powiedział: - AHHH JAK MIŁO BĘDZIE WIDZIEĆ JAK GINIE TEN OBÓZ I WY NIEDOSZLI HEROSI !!! Chciałam posłać zatrutą strzałę w jego stronę ale on wystrzelił świetlny promień w moja stronę i odleciałam na parę metrów w tył. Kiedy się podniosłam widziałam jak Ethan walczy na miecze z nim i cóż przegrywa. W pewnym momencie Askar przelał złą moc w swoją broń i jednym uderzeniem połamał na pół miecz mojego brata. Roztrzaskał się na kawałki a Ethan upadł na ziemię. Gdy wstał zaczął dalej walczyć z Askarem tym razem za pomocą sztyletu. Niestety sztylet również został zniszczony. Askar dzięki swojej magii miotał Ethanem we wszystkie strony i rzucał nim o drzewa. Biedak z ledwością oddychał. Chciałam mu móc jakoś pomóc lecz niestety mój łuk również uległ zniszczeniu przy uderzeniu... Byłam bezradna. Patrzyłam na tą scenę z przerażeniem. Ethanowi został tylko pistolet. Resztkami sił podniósł się i kiedy Askar podszedł do mnie wycelował pistoletem w jego stronę. Wystrzelił kulę która z zawrotną prędkością popędziła i gdy miała już zabić Askara on swoją magią zatrzymał pocisk i odwrócił jego bieg. Puścił go i kula trafiła w nogę mojego brata. Zawył z bólu i upadł mocno krwawiąc, a ja ze wściekłością i łzami w oczach rzuciłam się na Askara !!! Chwyciłam moje zatrute strzały które jako jedyne ocalały, schowałam je pod kurtkę za pas i wskoczyłam mu na plecy. Zaczął mną miotać, a ja cały czas próbowałam go zabić. Udało mi się zranić mu jego oko po którym i tak biegła blizna. Askar warknął i odrzucił mnie za siebie. Upadłam twardą na ziemię i poczułam ból w kręgosłupie. Gdy chciałam się podnieść Askar chwycił mnie za gardło, uniósł wysoko i zaczął dusić. Czułam jak tracę dech. On za to śmiał się szyderczo, a z jego oka ciekła krew. Spojrzałam w jego piekielne oczy i wtedy zrobiłam ostateczny krok. Wyciągnęłam zza pasa strzałę z trucizną i wbiłam ją prosto w serce Askara. Trucizna natychmiast przedostała się do jego organizmu. Wypuścił mnie ze śmiercionośnego uścisku i zawył z bólu. Resztkami sił wydusił z siebie : - Jak.. jak ... nie...ty nie możesz... mnie pokonać ... NIEEEE !!!!!!!!! I rozpadł się w pył. Ja za to zaczęłam się krztusić, ale byłam szczęśliwa bo udało mi się go zgładzić ! Raz na zawsze! Zebrałam resztki swojego łuku i strzały które zostały i popędziłam do mojego brata. Był nieprzytomny, a wokół niego było pełno krwi. Przemieniłam się więc w geparda, ułożyłam go na moim grzebiecie i pędem pobiegłam do szpitala obozowego. On nie może umrzeć! To się nie może tak skończyć. !!!! Sen się nie spełnił bo Askar został pokonany, ale Ethan nie może... on nie może !!!! Biegłam wciąż ku szpitalowi z nadzieją że uda mi się go uratować. Nie pozwolę żeby umarł !!! Nie wtedy kiedy może nam się udać wygrać !
Od autorki
Kolejny rozdział zawitał a wraz z nim nowe pomysły na dalszy ciąg opowiadania. Nie mam zamiaru się tu rozpisywać bo to nie o to w tym chodzi. Serdecznie zapraszam do czytania i będę usatysfakcjonowana jeżeli zostawicie jakiś ślad po sobie np : komentarze i opinie na temat mojego bloga. :) A no i zapomniałabym... Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych chciałabym wam życzyć:
Gdy nadejdzie Wielkanocny poranek Niech spełnią się życzenia tęczowych pisanek... Mazurków kajmakowych, bazi srebrzystych, Bogatego zająca i kurczaczków puszystych. Świątecznego nastroju, biesiady obfitej, Lukrowego baranka, a w dyngusa - głowy wodą zmytej!
I na zakończenie też oczywiście nic innego jak muzyczka ;D
Przez następne dni w obozie wrzało. Każdy przygotowywał się na dzień przesilenia i zaćmienia słońca, a wraz z tym czekał na atak ze strony Askara. Najwięksi wojownicy w naszym obozie ćwiczyli walkę, naukowcy i inżynierowie opracowywali jak dobrze obronić obóz, ,,ninje'' czyli obozowi szpiedzy patrolowali cały obóz, wszystkie dziewczyny szykowały pułapki i pomagały przy broniach ( laski też potrafią ) a inni po prostu zabezpieczali wszystko i pomagali gdzie się da. Mój brat wraz z jego zastępcami opracowywali plan obrony jak i ataku. Matt i James tworzyli broń i szykowali ją, Camill i Malia również pomagały we wszystkim co się dało żeby jak najbezpieczniej przeżyć ten dzień który miał nadejść już jutro ! A ja ? Cóż całe dnie i noce przesiadywałam w laboratorium tworząc własną broń czyli zatrute strzały. Sama trucizna była już gotowa. Czekałam tylko aż bracia Stewart czyli nasi wynalazcy oddadzą mi mój łuk. Po skończonej pracy nad strzałami udałam się do nich zapytać o łuk. Jak się okazało był gotowy. Bliźniacy wytłumaczyli mi że do mojego łuku dodali parę gadżetów i udoskonalili go aby mógł szybciej strzelać i na większą odległość. Wzmocnili też cięciwę i same ramie łuku aby było mocniejsze i wytrzymalsze. Dodali też parę innych bajerów których uczyłam się jak działają. Podziękowałam im za pomoc i w zamian obiecałam że będę ochraniać ich w walce. Chłopcy zapewnili mnie że nie trzeba i mrugnęli do siebie znacząco. To mogło znaczyć że są w pełni gotowi do walki wraz ze swoimi gadżetami i innymi sprzętami. Po odebraniu łuku postanowiłam uzupełnić go moimi zatrutymi strzałami. Spakowałam je wszystkie do kołczanu i dodatkowo zrobiłam parę innych zmodyfikowanych strzał - 15 które wybuchają ogniem, 10 które porażają prądem i 10 które usypiają poprzez specjalistyczny gaz oraz zwykłe tradycyjne strzały w liczbie 20. Cały mój arsenał zaniosłam do swojego domku i tam spędziłam całe popołudnie szykując się na nadejście Askara. Wieczorem zostałam wezwana do Twierdzy gdzie stacjonował mój brat. Ethan poprosił mnie do swojego biura aby przedstawić mi plan odparcia wroga. - Siadaj i posłuchaj - powiedział Ethan rozłożył przede mną ogromną mapkę obozu którą podkreślił według swoich planów. Przyjrzałam się temu a on zaczął opowiadać: - Przy samej bramie będą stali najlepsi obrońcy i wojownicy. Wokół całego obozu rozstawione będą pułapki a gdzie nie gdzie będą też nasi szpiedzy aby informować nas o przebiegu bitwy. Przy domach i Twierdzy będą nasi obozowicze którzy posługują się magią. Na drzewach będą łucznicy i nożownicy. Wszędzie będą stacjonować nasi inżynierowie i rzemieślnicy ze swoimi broniami i wynalazkami bojowymi. Pod ziemią ukryci będą zwiadowcy. Cała reszta osób niezdolna do walki ukryta będzie w bunkrze. Uzdrowiciele będą stacjonować w szpitalu, a ja zostanę na czele głównych wojowników. Słuchając tak Ethana nie usłyszałam tylko jednej rzeczy : - Wszystko ok tylko co ja będę robić ???? - A no tak...ty razem z Camill, Malią, Mattem i James zaatakujecie z powietrza. Razem z waszymi smokami będziecie przeprowadzać atak z góry. Weź ze sobą łuk i pamiętaj: Askara zostaw mnie ! Po głównym ataku udasz się przez tunel do obozowego szpitala aby tam pomagać rannym zrozumiałe ? - Tsaa.... jasne. Wybacz bracie ale nie bądź pewny że na pewno będę spokojnie siedzieć w szpitalu i pomagać innym nie walcząc z potworami. Tego nie obiecuje. A co do Askara... to też sobie pomaż. Stanę przy twoim boku i oboje go pokonamy ! - Wykluczone Emily nie chce cię znowu narażać na niebezpieczeństwo ! Askar będzie potężniejszy tego dnia. Zaćmienie doda mu nadludzkiej mocy którą ciężko będzie powstrzymać nie rozumiesz tego ? - Rozumiem doskonale, dlatego też jako jedna z łuczników i to ty lepszych mam zamiar walczyć! - Przestań Emily ! Masz robić to co ci każe ! - Nie bracie jestem już prawie dorosła! I co z tego że jestem tu zaledwie miesiąc? Wiem że dam sobie rade ! - A jak tam chcesz! Tylko pamiętaj bądź ostrożna. - Obiecuje. Pożegnałam się z moim bratem i postanowiłam pójść odwiedzić Matta. Zastałam go w jego domku. Siedział właśnie przy biurku i majsterkował coś. Nie zauważył mnie więc stwierdziłam że go zaskoczę. Po cichu podeszłam do niego od tyłu i rzuciłam mu się na szyję krzycząc: A TU CIĘ MAM ! I pocałowałam go namiętnie. On z zaskoczenia aż podskoczył. Przerzucił mnie przez siebie i wylądowałam na jego kolanach. Spojrzałam na niego i oboje zaczęliśmy się śmiać. - Hej kochana co cię tu sprowadza ? - A przyszłam odwiedzić mojego chłopaka... nie można ? - Można można. Bardzo się cieszę że przyszłaś. Już kończę pracę zaraz pogadamy. - A co znowu majstrujesz ? - A nic... taką tam bombę - Co!!! I trzymasz to tu w domu ??? A co jak to wybuchnie? - Spokojnie ja to stworzyłem więc wiem jak to działa. - No dobrze ale weź to lepiej z dala ode mnie ! - Dobrze dobrze Matthew schował swoją mini bombę do schowka i natychmiast zajął się mną. Podniósł mnie i zaczął obracać, potem pocałował i oboje spoczęliśmy na sofie. Matt objął mnie mocno i zapytał: - Gotowa na jutro ? - Tak i mam nadzieje że to wszystko się wreszcie skończy ! Naprawdę! - Wiem co czujesz. Sam mam już tego dość. - Znasz plan ataku? - Tak mamy atakować na smokach. - Nom.... Pocałowałam go a,potem postanowiliśmy spędzić resztę dnia razem. Około 23 Matt zasnął a ja delikatnie odeszłam od niego, otuliłam go kocem,ucałowałam i udałam się do siebie. Od razu po wejściu do domku rzuciłam się na łóżko i momentalnie zasnęłam. Jednak sen który mnie tej nocy nawiedził nie był takim sobie snem. To był koszmar. Widziałam cały obóz w płomieniach. Gdzie nie gdzie leżały ciała martwych obozowiczów. Budynki płonęły i waliły się. Widziałam nawet siebie i resztę moich przyjaciół kiedy umieraliśmy. Chciałam płakać. Próbowałam wyrwać się z tego, obudzić się. Nie byłam w stanie uwierzyć że to wszystko może się stać! Na koniec tego koszmaru usłyszałam tylko przeraźliwy śmiech. Podły, okrutny śmiech który wydawał Askar. Śmiał się z nas i szydził... W końcu udało mi się obudzić. Krzyczałam i byłam zlana potem. Spojrzałam na zegar:2:30. Potem przez dłuższy czas nie potrafiłam zasnąć. Nie chciałam aby znowu przyśniła mi się zagłada naszego obozu. To musiała być pomyłka!. To się na pewno nie zdarzy!. Nasz obóz ocaleje,a Askar poniesie surową karę ! W końcu...dobro wygrywa prawda ?
OD AUTORKI
Tak tak wiem... miałam się bardziej przyłożyć do mojego bloga ale od dłuższego czasu mam za dużo rzeczy na głowie i czasami umyka mi żeby dodać rozdział o odpowiedniej dacie. Wybaczcie mi tą obojętność wobec mojego opowiadania, obiecuje że postaram się teraz większą uwagę do niego przykładać i na pewno go w najbliższym czasie nie zawieszę. Chociaż dobrze by było jakbym otrzymywała jakieś oznaki że go czytacie... np: komentarze ;) Pozdrawiam i życzę miłego czytania.
I jak to zawsze bywa na koniec... muzyka do rozdziału. Tym razem wybrałam piosenkę Arshada którą stworzył do filmu Igrzyska Śmierci. Strasznie mi się podoba, a wam ? Sami oceńcie :
Po ,, oderwaniu '' się od siebie pożegnałam Matta i weszłam do domu. Powiesiłam łuk i kołczan na ścianie i udałam się do łazienki na kąpiel. Później przebrałam się w koszule nocną która swoim wyglądem przypominała jakąś szatę zbrojną no ale co tam. Położyłam się do łóżka i przez cały czas myślałam o pocałunku z Mattem. Wciąż przed sobą widziałam jego cudowną twarz i dalej nie mogłam uwierzyć w to że... że ja go chyba kocham! Przez to całe zamyślenie zapomniałam mu nawet oddać jego bluzy. Postanowiłam więc zatrzymać ją na tą noc.Czułam wtedy jego bliskość i zapach. Przespałam tak całą noc myśląc o nim... przez to nie przyśniło mi się żadne zło... Następnego dnia wstałam pełna życia i marzyłam żeby znowu zobaczyć Matta. Szybko się ogarnęłam z twarzą,włosami i ciuchami. Zjadłam pożywne śniadanie, wzięłam bluzę Matta, łuk z kołczanem i poszam się z nim zobaczyć. Zauważyłam go przy swoim domku kiedy konstruował coś razem z James. Zawołałam za nim, a on natychmiast mnie zobaczył i podszedł aby się przywitać. - Hej kochanie- powiedział słodko - Kochanie? To znaczy że od wczoraj jesteśmy parą?- spytał zaskoczony James - No tak... wiem zapomniałem się ciebie zapytać o chodzenie... hmm... może zrobię to teraz! Matt ukląkł przede mną, wziął mnie za ręce co mi wydało się lekko komiczne bo jeszcze mi się nie oświadcza no ale uśmiechnęłam się do niego szeroko a on zapytał : - Emily... czy dostąpisz mi tego zaszczytu i zostaniesz moją... dziewczyną ? - Jasne że tak głupolu... mogłeś się normalnie mnie spytać a nie od razu klękać i w ogóle... James po cichu się z nas śmiał ale to było takie słodkie ze strony Matta że od razu po odpowiedzi dałam mu buziaka. Po chwili podszedł do nas James i pogratulował nam życząc szczęścia i miłości. Chłopcy ponownie zabrali się do roboty a ja zaczęłam się przyglądać temu co oni kombinują.Wyglądało to dość... dziwnie więc postanowiłam spytać się co to jest: - Matt co wy budujecie ? - Nową broń- odparł po czym dodał- taki rodzaj pistoletu tylko nie jest on do zabijania. Otóż to będzie jakby pistolet z nabojami do usypiania. - Aham...- chwilowo mnie zatkało - to wy sobie tutaj to róbcie a ja pójdę odwiedzić obozowy szpital. - Świetny pomysł, potem się spotkamy Matthew dał mi buziaka w policzek na pożegnanie a ja poszłam w stronę szpitala. Na miejscu zastałam Malie. Kiedy chciałam się przywitać ona powiedziała stanowczo : - Czemu mi się nie pochwaliłaś ? - Ale... o co chodzi ? - Jesteś z Mattem to cudowna nowina! - Skąd wiesz ? - Cóż tak jakby podczas wczorajszego patrolu widziałam jak się całowaliście... - Ah... no tak mogło pewnie tak być. No owszem jesteśmy od paru minut oficjalnie razem - Hahahah fajnie fajnie, wytrwałości życzę. Teraz chodź czeka cię dużo roboty. - Jestem gotowa- odpowiedział radośnie Jakieś 2 godziny spędziłam na pomaganiu innym, leczeniu ich i szykowaniu nowych lekarstw. Pamiętam że zawsze w szkole lubiłam chemię i byłam z niej całkiem dobra. Może gdy dorosnę pójdę w ślady mamy i zostanę pielęgniarką albo lekarką. Naprawdę lubię leczyć chorych a przy okazji tworzyć nowe leki. Po ,,pracy'' udałam się z Malią do naszej obozowej jadalni aby trochę spędzić razem czasu a przy okazji zjeść coś smakowitego. Przysiadłyśmy się do naszego ulubionego stolika i zamówiłyśmy obie po koktajlu i sałatce. Przez cały czas dużo rozmawiałyśmy. W pewnym momencie spytałam się Malii: - A ty nie masz kogoś na oku? Jest tylu fajnych chłopaków w obozie może z którymś się zakole.... Nie dokończyłam kiedy Malia odpowiedziała stanowczo : - NIE CHCĘ MIEĆ ŻADNEGO CHŁOPAKA OK ?!!! - Ohh.. ok ja tylko pytam - Wybacz ale po prostu w moim wypadku związki szybko się kończą. Nie mam poza tym czasu na chłopaków... to nie dla mnie - Ale kurcze ty jesteś naprawdę fajną i śliczną dziewczyną ! - No i co z tego... - Ok to może zmieńmy temat... - Dobry pomysł. Może pójdziemy dzisiaj na trening co ty na to ? Za parę dni nastąpi przesilenie i zaćmienie słońca. Askar prawdopodobnie zaatakuje nasz obóz. - Tak możemy dzisiaj pójść... właśnie, co do tej sprawy nie wiesz gdzie jest mój brat? - Nie widziałam go od naszego powrotu z Nowego Yorku. Chyba zaszył się w swoim biurze i zgaduje że obmyśla plan obronny. - Kurcze powinnam go odwiedzić. Pewnie dalej nie umie sobie wybaczyć tego co się stało. - Przestań to nie jego ani twoja wina. A teraz kończ jeść, zaraz ruszamy na pole ćwiczeń!- ponagliła mnie Po lunchu udałyśmy się na trening. Malia ćwiczyła swoją magię oraz sztuki walki, a ja za ten czas zajęłam się doskonaleniem swoich umiejętności łuczniczych. Podczas treningu wpadłam na pewien pomysł : Może by tak nie ulepszać umiejętności a polepszyć łuk ? Spytałam się Malii czy jest w obozie ktoś kto zajmuje się produkcją broni itp.. Malia po zastanowieniu się postanowiła zaprowadzić mnie do pewnego domku. Z zewnątrz był to niepozorny domek taki jak każdy inny ale w środku wyglądał jak wielki zakład produkujący różne narzędzia. Malia kazała mi chwilę poczekać. Po chwili wróciła do mnie a razem z nią przyszło dwoje chłopaków i to w dodatku bliźniaków. Oboje byli wysocy i dość muskularni. Ich ubrania były ubrudzone smołą, dymem i jakimiś opiłkami metalu. Mieli fartuchy, gogle i różne narzędzia. Malia przedstawiła mi ich: - Emily poznaj braci Stewart. - Hej chłopaki miło mi was poznać - Siemka jestem Aarona to mój brat... - Trevor. Nam również miło cię poznać - Słuchajcie chłopaki Emily ma do was sprawę- powiedziała Malia - Tak??- spytali oboje - Ehm.. no chciałam się dowiedzieć czy dałoby się jakoś ulepszyć mój łuk. Jakoś go zmodyfikować albo coś ? - Jasne nie ma problemu- odpowiedział radośnie Trevor - Trafiłaś idealnie z czymś takim.- dodał Aaron Oddałam chłopakom mój ukochany łuk i podziękowałam Malii za pomoc. Aaron i Trevor natychmiast wzięli się do roboty, a ja razem z Malią poszłam poszukać Camill aby zobaczyć co u niej słychać. Spotkałyśmy ją gdy trenowała magię i razem udałyśmy się na obiad ponieważ wybiła godzina 15.30. Podczas obiadu rozmawiałyśmy na temat zbliżającego się zaćmienia. Camill w ogóle się tym nie przejmowała, natomiast chciała bardzo ukręcić kark Askarowi. Widać było że bardzo nienawidzi tego faceta. Po obiedzie dziewczyny poszły do swoich domków a ja postanowiłam pokręcić się jeszcze po obozie. Przez cały czas myślałam o zbliżającym się dniu przesilenia... czarne myśli krążyły mi po głowie. Askar na pewno nie będzie litościwy i będzie chciał położyć kres naszemu obozowi. W pewnym momencie natrafiłam na dziwny budynek którego jeszcze do tej pory nie widziałam. Po wejściu do środka okazało się że znajduje się w ogromnym laboratorium. Było tutaj mnóstwo przyrządów chemicznych,mikstur itp... Nagle wpadłam na pomysł. Może stworzę coś co by pomogło pokonać Askara i jego armię. Znalazłam więc fartuch laboratoryjny i zabrałam się do roboty... Najpierw obmyśliłam schemat co by to mogło być....w końcu mnie olśniło i wymyśliłam strzały do łuku, ale nie takie zwykłe... trujące strzały które będą mogły od razu kogoś zabić. Rozplanowałam sobie wszystko i przyszykowałam się do badań i doświadczeń. W laboratorium spędziłam jakieś 2-3 godziny i kiedy zaczęło się ściemniać schowałam plany i rzeczy, posprzątałam po sobie i wyszłam kierując się do swojego domku. Pod moim domkiem siedział Ethan. Był zamyślony toteż nie zauważył mnie. Podeszłam bliżej niego i powiedziałam: -Ethan a ty co tu robisz ? - O hej siostra chciałem się tylko upewnić że wszystko z tobą ok - Jest dobrze, czemu jesteś jakiś taki... bez życia. Cały czas siedzisz w tej swojej twierdzy i nie dajesz znaku życia. Chodzi o przesilenie ? - No tak wciąż staram się zrobić wszystko aby nie dopuścić do upadku naszego obozu. To że jestem dowódcą nie znaczy że się nie boję. Los wszystkich obozowiczów leży w moich rękach... - Ejj...już weź nie dramatyzuj ! Masz mnie i całe grono wiernych przyjaciół. Jakby co możesz na nas liczyć. Zawsze będę przy Tobie nawet w walce rozumiesz ? - Tak... dzięki siostra że we mnie wierzysz - Wyluzuj Ethan damy radę zaufaj mi- powiedziałam do niego po czym mocno go przytuliłam Zawsze odkąd pamiętam z moim bratem się tylko kłóciłam, biłam i wygłupiałam. Nigdy jak dotąd nie byliśmy sobie bliżsi. Wiem że uda nam się pokonać Askara i położymy kres jego tyrani!!!! Zrobię wszystko aby ocalić tych których kocham i to co jest dla mnie cenne. Po poważnej rozmowie z moim bratem resztę dnia spędziłam u siebie, czytając przeróżne księgi. Potem jakoś przez cały dzień pełen pracy zmęczona padłam na łóżko i momentalnie zasnęłam. Za parę dni nastąpi wielka bitwa między nami a złem i jestem pewna że tak łatwo się nie poddamy! Askar nas popamięta, a moja zemsta na nim będzie okropna!!! Nie pozwolę aby komukolwiek stała się krzywda!
Od autorki
Witam ponownie :D Przepraszam za tak długą nieobecność ale przez ten czas miałam dużo rzeczy na głowie i na jakiś czas zapomniałam o blogu. Jednak stwierdziłam że nie zostawię tego tak i znowu wracam do gry ;) Tutaj macie 14 rozdział a 15 pojawi się prawdopodobnie jutro ;D Życzę miłego czytania i liczę że ciągle będzie przybywać czytelników mojego opowiadania :)
Nie zapomniałam również o muzyce. Tak więc proszę. Tym razem muzyka z klimatem starożytności :D :
Przez cały czas nie mogłam oderwać wzroku od tych pięknych widoków które pokazywał mi Matt. Szliśmy właśnie drewnianą alejką i obserwowaliśmy świat wokół. Wszystko mieniło się tyloma kolorami że dostawałam oczopląsu. Wciąż byłam zadziwiona tym że w Denver mogą istnieć takie magiczne miejsca.
Po przejściu aleją Matt prowadził mnie dalej. Tym razem natchnęliśmy się na cudowny skalny wodospad z którego płynęła powolnie błękitna woda. Wszędzie było widać że natura tutaj została nienaruszona. Roślinność była taka wspaniała że niektóre drzewa swoją potęgą sięgały nieba...
Na samym końcu naszego spaceru znajdowała się niespodzianka od Matta. Opowiadał mi że kiedy znalazł to miejsce chciał aby należało chociaż w połowie do niego dlatego wymyślił że zbuduje tu swoją fortece a dokładniej domek na drzewie. Przed pokazaniem go zasłonił mi oczy i poprosił żebym chwile poczekała. W końcu usłyszałam jak krzyczy do mnie:
- Możesz już otworzyć oczy!...
I wtedy ujrzałam cudowny domek który wyglądał jak z bajki. Był dość sporych rozmiarów, oświetlały go lampy a swoim wyglądem nie przypomniał tych zwyczajnych domków które dzieci budują ze swoimi rodzicami w ogródku.
- I co ty na to ? - O mój Boże! Przepiękny jest ten domek! Sam go zbudowałeś ? - No pomagał mi James ale tak.. to jest jakby nasza tajna kryjówka - Naprawdę cudo... - Chodź pokaże ci jak wygląda w środku - powiedział i chwycił mnie za rękę - Ok Wewnątrz domek był jeszcze cudowniejszy niż na zewnątrz. Posiadał parter i piętro. Na parterze znajdował się mini barek w którym można zrobić pyszne koktajle i drinki,miejsce na leniuchowanie czyli hamaki, telewizor i biurko. Kiedy weszłam na górę połowę miejsca zajmowało ogromne łóżko wodne oraz konsole z grami itp.. Najbardziej moją uwagę jednak przykuła sztaluga z płótnami oraz mnóstwo farb i pędzli. Wokół rozrzucone były obrazy i muszę przyznać były naprawdę wspaniałe. Gdy Matt zobaczył że oglądam to wszystko natychmiast starał się to ukryć. Po tym co zrobił domyśliłam się czyje to były dzieła. - Ty malujesz prawda? Te obrazy są piękne Matt! Czemu mi się nie pochwaliłeś? - A to nic takiego czasem lubię coś naszkicować lub namalować. Wtedy czuje się taki spokojny, zainspirowany i nie myślę o rzeczach które mnie martwią. Staję się nieobecny i skupiam się tylko na tym co chce ukazać. - Masz naprawdę talent- powiedziałam z uśmiechem i nagle zobaczyłam pewien portret który do złudzenia przypominał... mnie ! Natychmiast go podniosłam i zaczęłam oglądać a Matt mało co ze wstydu się nie spalił - Nie patrz na to Emily to no.... - To jestem ja ! Kiedy to namalowałeś ? - Dzień po tym jak cię poznałem, chociaż nie jest on jeszcze skończony - Jestem w szoku wiesz... a czemu akurat mnie ? - Ehmm.. no wiesz... - Bo ci się podobam ? - Skąd wiesz !!!! To znaczy nie nie nie..agghh właśnie się przed tobą zbłaźniłem - Oj już przestań... to słodkie z twojej strony- odpowiedział lekko chichocząc - Tsamm..noo tak powiedzmy...- powiedział niepewnie z rumieńcem na twarzy - Naprawdę ładnie malujesz- spojrzałam jeszcze raz na swój portret, po czym odłożyłam go i zapytałam- a teraz może coś wypijemy? Jakiś koktajl albo coś? - Jestem za! Zeszliśmy na dół do barku. Matt zasiadł za barem i udawał profesjonalnego barmana? - Czego sobie śliczna panienka życzy ? - Hmm... niech pomyśle... lemoniadę poproszę - Już się robi Mieliśmy niezły ubaw przygotowując te pyszności ale wyszły nam nawet dobrze. Ja dostałam od Matta zimną lemoniadę a on ode mnie otrzymał pyszny koktajl bananowo- truskawkowy. Było naprawdę świetnie. Potem chyba z jakąś godzinę przeleżeliśmy na hamakach gadając i słuchając muzyki. Kiedy nadszedł zachód słońca Matthew zabrał mnie z powrotem na miejsce do którego na początku przybyłam aby popatrzyć na zachód słońca i zjeść coś z pikniku. Usiadłam koło niego na kocu i chwyciłam za pyszną kanapkę którą sam przygotował. On za ten czas brzdąkał coś na swojej gitarze, a ja nie odrywałam od niego wzroku. Może on mi się też podoba? Nie wiem tego... jest świetnym chłopakiem i kto wie może by nam się udało? Warto by było spróbować... Po zjedzeniu smakowitości z pikniku Matt zaczął się rozbierać. Zdziwiona odwróciłam się aby nie patrzeć na to co on wyprawia chociaż chciałam zerknąć aby... ( oj dobra już nic głupoty gadam ). Spytałam się więc go: - Matt co ty robisz? - Idę popływać... chodź ze mną Kiedy znowu się odwróciłam Matthew był z kąpielówkach i wyciągał ku mnie rękę. - Przecież dopiero co zjedliśmy- odpowiedziałam oburzona - Ja tam kolki nie dostane...w końcu woda to mój żywioł - No dobra to ty idź, ja zaraz do ciebie dołączę - Będę czekał- mrugnął do mnie i biegiem poleciał ku wodzie. Po chwili zanurkował i popłynął ku wodospadowi... W końcu się przełamał,rozebrałam się do bokserki i majtek i sama wskoczyłam do wody...Matt natychmiast do mnie przypłynął na fali choćby jakiś surfer i przez dłuższy czas zaczęliśmy się wygłupiać w wodzie. Gdy zaczęło robić się zimno, a słońce już zaszło wyszliśmy z wody. Matt było od razu suchy ( ahh ta magia wody ) a ja trzęsłam się z zimna. Matthew spakował resztki po pikniku,złożył koc a bluzę którą miał na sobie podarował mi abym się nią ogrzała. Ubrałam się w swoje ciuchy, a jego bluzę zarzuciłam na plecy. Wzięłam swój łuk oraz kołczan i chwilę później byliśmy już w drodze. Kiedy pod koniec byłam już totalnie zmęczona on wziął mnie na barana i tak razem doszliśmy do mojego domku. Matthew podziękował mi za mile spędzony czas i gdy chciał już odejść ja zatrzymałam go i powiedziałam - To ja Tobie dziękuje za wszystko co dzisiaj zrobiłeś. Dzięki Tobie oderwałam się od moich złych myśli...i wiesz, ty mi się również podobasz. Nastąpiła pomiędzy nami niezręczna cisza którą ja przełamałam całując go. On zaskoczony odwzajemnił to. Przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Ta chwila była magiczna... nie uwierzyłabym że parę dni po pojawieniu się mnie w tym obozie znajdę miłość... a jednak! Okazał się nią Matthew. Chłopak ,,z wody'' <3
OD AUTORKI
Nie mam zamiaru się rozpisywać, mam tylko nadzieje że rozdział się podoba i chcecie następne ;)
Liczę na opinie w komentarzach i tak na koniec życzę wszystkim miłego dnia :)
Pewnie każdy dobrze zna tą piosenkę. Stwierdziłam że idealnie pasuje do rozdziału tak więc oto ona :