( Jako taki przed świąteczny prezent dodaje już 4 rozdział abyście mieli więcej co czytać bo otrzymałam opinie że rozdziały są krótkie dlatego taki dodatek ode mnie dla was :D )
Spałam sobie spokojnie na fotelu kiedy zbudził mnie kubeł
zimnej wody !!!!
- Co to ma być?! -
wrzasnęłam cała mokra i dygocząca
- To się nazywa pobudka – odpowiedziała sarkastycznie
Malia, trzymając w ręku wiadro po wodzie
- Oszalałaś?
- Nie , jest prawie 8 a powinnaś godzinę temu stawić się na
treningu ze mną. Marsz się ubrać, umyć, zjeść coś porządnego i do roboty. Za 15
minut masz być przy placu treningowym.
- Ale ja nie wiem gdzie to jest…
- Oj nie martw się usłyszysz wrzaski, krzyki, łomot, i
stukanie mieczy to będziesz wiedzieć. Zabierz ze sobą łuk.
- Ale….
Nie zdążyłam się zapytać jeszcze o coś ,a Malii już nie
było. Udałam się więc do łazienki. Szybko umyłam się , włosy związałam w
długi warkocz do którego wpięłam swoją
bandamkę, ubrałam obcisły top-który a pro po wyglądał
jak zbroja, kurtkę moro od taty z którą nigdy się nie rozstaje i
sportowe spodnie- legginsy
oraz trampki. Założyłam łuk i kołczan ze strzałami na plecy i
usiadłam na chwile przy małym szklanym stoliku aby coś zjeść.
Wyjęłam z lodówki kanapkę i jabłko które ze smakiem
zjadłam. Wszystko popiłam dużą ilością soku pomarańczowego i wyszłam po chwili z domu.
Widziałam że niektórzy chłopcy i dziewczyny idą w
kierunku wielkiego pola. Wszyscy trzymają w rękach : miecze, łuki, włócznie,
sztylety itp.. więc stwierdziłam że idą
na trening. Włączyłam się do nich i również się tam udałam.
Na ogół pole na
którym odbywały się szkolenia wszystkich obozowiczów było nie pozorne. Lecz gdy
już się tam ćwiczy to wygląda jak baza w
której trenuje się zawodowych żołnierzy. Razem z Malią byłyśmy w części
łuczniczej. Ja starałam się celować w cele
a ona cały czas gadała mi że mam się skupić i skoncentrować na celu. Gdy przechodziłam dany
poziom było coraz trudniej. Cele były ruchome lub starały się i mnie atakować.
Robiłam uniki i szło mi całkiem nieźle. W pewnym momencie moja strzała wbiła
się w jedno drzewo. Postanowiłam po nią pójść. Nagle za sobą usłyszałam krzyk :
- UWAŻAJ !!!!!
Odwróciłam się i zobaczyłam sztylet lecący na mnie.
Odruchowo schyliłam się a on trafił obok mojej strzały. Zdezorientowana spojrzałam skąd przyleciał ten nóż. Nagle podbiegła do mnie pewna dziewczyna z
długimi brązowymi włosami oraz brązowymi oczami które przechodziły w czerń. Wspomnę też
że cała była ubrana na czarno. Kurtka, t-shirt, dżinsy i glany. Przy pasie u spodni miała przymocowany długi
miecz, który także był czarny. Wydała mi się trochę mroczna więc gdy do mnie
podeszła lekko się cofnęłam.
- Hej, wybacz za
ten incydent z nożem. Rozkojarzyłam się i źle rzuciłam nim w złą stronę. Jestem Camill Elizabeth Dark.
Miło cię poznać. Jesteś ta nowa ? Twój
brat jest naszym dowódcą zgadza się ?
- Ehmm.. no tak. Mi również miło cię poznać. Jakoś nie
ciekawie się poznałyśmy ale nic się nie stało.
- No niezły masz refleks. Umiesz strzelać z łuku ?
Fajnie, ja tam tylko miecze i sztylety.
- Zauważyłam . Od dawna tu jesteś?
- Od paru miesięcy. Dobra lecę dalej trenować. Wiesz…
polubiłam cię
- Fajnie to słyszeć
Kiedy Camill odeszła podbiegła do mnie Malia.
- Widziałam co się stało. Dobrze że jesteś cała
- Kim ona jest ?
- O to jedna z naszych najlepszych wojowniczek. Jest
wyjątkowa bo posiada 5 nadzwyczajnych
umiejętności.
- A czemu ona wydaje mi się taka.. straszna ?
- Nie ona jest spoko. Dobrze się znamy bo to ja ją tu
przyprowadziłam do obozu. Wtedy była taka sama jak ty. Teraz jest najodważniejszą dziewczyną jaką
znam.
- Spoko. Dobra to może coś innego po ćwiczę.
- Ok. Hmm.. jakie masz jeszcze moce ?
- Potrafię zmieniać się w 3 zwierzęta
- Aha.. dobra to skoro tak to chodź za mną
Razem z Malią dotarłam do jakiegoś budynku. Gdy weszłyśmy
do środka to był jeden pokój ale co chwile się zmieniał. Wyglądało to tak jakby
był zaprogramowany na dany trening.
Malia kazała mi stanąć
w wyznaczonym miejscu, a sama podeszła do jakiegoś panelu sterowania .
- Przygotuj się – powiedziała zza szyby więc mało co
zrozumiałam.
- Co ???
Nagle podłoga zaczęła się rozpadać.. W panice zaczęłam
biegać wkoło lecz dotarło do mnie o co chodzi. Muszę zmienić się w takie zwierze
które dopasuje się do danej sytuacji. Przeobraziłam się więc w sokoła i kiedy podłoga zniknęła ja
uratowałam się latając nad powierzchnią.
- Dobrze- krzyknęła Malia- lecimy dalej…
Ponownie zmieniłam się w człowieka i teraz dostałam inne
zadanie. Musiałam dogonić wroga który strasznie szybko biegł, a skoro mogę się
zmienić w najszybsze zwierze świata zrobiłam to bez problemu. Przeobraziłam się
w geparda i dopadłam hologram człowieka.
- Nieźle – usłyszałam nade mną głos Mali- ostatnia próba
Tym razem zadanie polegało na przejściu w ciemnościach
polegając na słuchu i węchu. Ostatnim
zwierzęciem był wilk więc zmieniłam się w niego i przetrwałam 10 minut w
ciemnościach uważając na to co na mnie
czyha.
Gdy skończyłam tą
część treningu Malia podeszła do mnie i zaczęła bić brawo.
- Łał jestem pod wrażeniem. Co jeszcze potrafisz ?
- W zasadzie to wszystko. Przeobrażanie się, walczenie
łukiem, uleczanie ludzi i siebie oraz
czasami umiem czytać w myślach albo mam prorocze sny.
- Hmm… jak na razie może być. Pewnie za niedługo pojawi
się u ciebie jeszcze jakaś moc, jeżeli oczywiście jesteś ,, wyjątkiem’’ w co
wierze. Dobra to na razie idź odpocznij potem po obiedzie pójdziemy do kliniki
i pomożesz mi przy chorych ok. ?
- Aham… - odpowiedziałam kiwając przy tym głową
- Dobra ja lecę do twierdzy mam tam parę spraw do załatwienia, a potem
jeszcze muszę siebie podszkolić. Do
zobaczenia
Pożegnałam się z Malią i poszłam przejść się po obozie.
Rozglądałam się po obozowiczach jak i poznawałam nowe zakątki . Nagle
usłyszałam dzwonek :
- CZAS NA OBIAD – zawołał ktoś
Udałam się za innymi obozowiczami w kierunku wielkiego
namiotu. Po wejściu ujrzałam szereg stolików i ławek przy którym siedzieli już
ludzie. Na stolikach czekał na nas już obiad, a były to NALEŚNIKI Z OWOCAMI.Mniam.
Usiadłam przy jednym z wolnych stolików i zaczęłam
szamać. Dosiadła się do mnie dziewczyna z treningu – Camill Elizabeth Dark.
- Smacznego – powiedziała łagodnie
- Nawzajem- odpowiedziałam
W ciszy zjadłyśmy swój posiłek. Kiedy Camill skończyła
zapytała się mnie :
- Jakie masz umiejętności ?
- Ehm.. no ja władam łukiem, zmieniam się w zwierzęta,
uleczam ludzi i siebie i no czasami czytam w myślach albo przewiduje przyszłość
- No całkiem spoko
- A ty ?
- Władam różną magią, przemieszczam się cieniem,
wskrzeszam umarłych, walczę dobrze mieczem i no
wymazuje niektóre wspomnienia ludziom
-…. Aha łał spoko
Trochę mnie zatkało bo jej umiejętności z lekka mnie
przeraziły, ale mimo to uśmiechnęłam się do niej szeroko a ja za ten czas poszłam odnieść
talerz.
Później zgłosiłam
się do szpitala obozowego i tam zastałam Malie. Ona
pokazywała mi co danym osobą dolega ,a ja starałam się ich uleczyć.
W pewnym momencie dostrzegłam chłopaka z ciężką raną. Widziałam jego ból i cierpienie. Postanowiłam
podejść i mu jakoś pomóc.
- Hej jestem Emily jak się czujesz ?
- Matthew Gray i
nie za dobrze
Matthew był wysokim i naprawdę ładnym chłopakiem o
ciemnych włosach i niebieskich oczach. Mógł mieć z jakieś 17-18 lat. Nie to że
coś ale on naprawdę jest ładny(
Emily nie w tym momencie, nie zakochuj się w nim kiedy on tu prawie że umiera)
Spuściłam wzrok z jego twarzy i przyjrzałam się ranie. Przyłożyłam dłoń do krwawiącego miejsca i
powiedziałam do Matta:
- Poczujesz teraz mrowienie takie dość nieprzyjemne, ale
zaufaj mi to ci pomoże.
- Ok.
Skupiłam w sobie całą moc lecznicą i przelałam ją do rany
Matta. Pot po mału zaczął mi lecieć z czoła, ale ja dalej próbowałam. W końcu mój trud się opłacił i jego ranna zaczęła
znikać. Chwilę potem był cały i zdrowy.
- O rany jak ci się to udało ?
- Taki już dar – odpowiedziałam żartobliwie
- Dziękuje ci bardzo
-Usiadłam obok niego i podałam mu jeszcze napój do
regeneracji. Wypij go z lekkim obrzydzeniem ponieważ płyn ten był gorzki
- Pfee… niedobre
- I o to chodzi
- Jeszcze raz dzięki, gdyby nie ty byłoby ze mną źle
- Cieszę się że
mogłam pomóc w ogóle że mogłam pomóc...
- Takim ładnym chłopakom jak ja ?
- CO ? Nie, nie ,ja znaczy się …
Jakim cudem on to powiedział?! Czyżby czytał w moich myślach? O nie to ja tak powinnam.
Dobra mniejsza z tym.
- Spokojnie… to było słodkie- odpowiedział na moje
zakłopotanie
- Ehm.. no ja, muszę już lecieć. Ty odpocznij jeszcze ,a
za parę godzin będziesz w pełni sił.
Nasze spojrzenia się spotkały i już czułam jak się
czerwienie. Szybko więc wyszłam z namiotu.
Resztę popołudnia spędziłam u siebie w domku. Wciąż w
głowie słyszałam głosy tych mężczyzn ze snu. Naprawdę bałam się że to
wszystko się wydarzy.
W końcu nie wytrzymałam i jak strzała pobiegłam do Ethana
aby mu to wyjawić.
Weszłam do największego budynku w obozie którego nazywam TWIERDZĄ i skierowałam się do biura mojego
brata. Zastałam go siedzącego przy biurku i rysującego jakąś mapkę. Na mój
widok Ethan uśmiechnął się i powiedział:
- Hej Emily no i jak tam?... co ty taka zmartwiona jesteś
?
- Ethan muszę ci coś powiedzieć. To ważne !!!
Usiadłam naprzeciw niego i zaczęłam mu tłumaczyć czego dowiedziałam się z własnego snu.
OD AUTORKI
Jest 4 rozdział ! Powiem krótko... życzę miłego czytania i liczę na opinie na jego temat. Następny rozdział pojawi się za niedługo. PS: Mam też nadzieje że coraz więcej osób pozna moje opowiadanie i dołączy do świata Emily. Będzie to dla mnie wtedy wiadomość że warto dalej pisać :)
I na zakończenie muzyczka:
Tym razem klimat reggae-dancehall czyli coś co kocham <3

Uuuu ^^
OdpowiedzUsuńEmily znalazła sobie przystojniaka ^^
Coś czuję, że będą razem...
Hahaha początek był genialny, jak Malia ją oblała xD