poniedziałek, 14 marca 2016

Rozdział 21

Nadszedł 24 grudnia co oznaczało jeden dzień do Bożego Narodzenia. Kiedyś mama mi opowiadała, że gdy mieszkała w Polsce oni już dzisiaj mieli Wigilie, podczas której jedli uroczystą kolację, szli do kościoła i obdarowywali się prezentami. U nas jest trochę inaczej, bo na prezenty muszę dopiero poczekać do jutra rana, tak samo jak na uroczysty obiad muszę jeszcze czekać. 
Tego dnia obudził mnie Marley który wparował do mojego pokoju i zaczął hałasować na cały dom. Wskoczył mi na łóżko i dosłownie zrzucił mnie z niego. Jak się ocknęłam on siedział obok mnie i tylko machał radośnie ogonem.
- No hej piesku. Dzięki za  pobudkę
Marley szczeknął po czym pobiegł w stronę pokoju Ethana, aby i jemu zrobić pobudkę. Ja za to wyjęłam jakieś ciepłe ubrania z szafy i udałam się do łazienki. Po porannym odświeżeniu się rozpakowałam trochę swoich rzeczy z walizki i udałam się na dół na śniadanie. W jadalni zastałam już rodziców którzy zajadali się tostami i jajecznicą. Mama gdy mnie ujrzała szeroko się uśmiechnęła i zapytała :
- Wyspałaś się?
- Oczywiście... bardzo mi brakowało tego łóżka
Mama zaśmiała się i podeszła do kuchenki aby podać mi śniadanie. Przysiadłam się obok taty i zaczęłam jeść tosty gdy on zapytał :
- Emily nie pytałem się ciebie i Ethana o to wczoraj ale muszę zapytać teraz
,, O nie '' pomyślałam 
- Gdzie wyście się podziewali przez ten czas?
- No wiesz tato byliśmy w różnych miejscach, ale nie potrafię ci tego wytłumaczyć 
- Rozumiem, ale wiesz taki długi czas ? Co w ogóle robiliście ?
- A takie tam... nic wielkiego to nie ważne 
Naszą niezręczną rozmowę przerwał mój brat który wparował do jadalni razem z Marleyem
- Ahhh.. co za świetny dzień. Ale się dzisiaj wyspałem. O tosty !
- Siadaj kochanie- powiedziała mama po czym dodała - Emily jak skończysz jeść to daj Marleyowi karmę 
- Dobrze mamo 
Po porannym śniadaniu wszyscy wybraliśmy się na miasto.Tam zrobiliśmy najpotrzebniejsze zakupy i udaliśmy się do naszej ulubionej kawiarni. Zamówiliśmy każdy po gorącej czekoladzie i świątecznym serniku. Później udaliśmy się z rodzicami na lodowisko. Było naprawdę świetnie. Ja cały czas goniłam Ethana i próbowałam różnych sztuczek na lodzie a nasi rodzice próbowali się nie wywrócić. Cały czas chciało mi się z nich śmiać ale byłam taka szczęśliwa że znowu ich widzę radosnych. Gdy już każdemu zrobiło się zimno i zaczęły nas boleć tyłki od upadków udaliśmy się na obiad do domu. Postanowiłam pomóc mamie w przygotowaniu go i razem przyrządzić pyszne spaghetti. Wszyscy ze smakiem je skonsumowaliśmy, a po obiedzie rozeszliśmy się na odpoczynek. Ja postanowiłam tą chwilę czasu wykorzystać na rysowanie. Na początku postanowiłam narysować jakiś krajobraz, ale zdecydowałam się zrobić prezent dla Matta i naszkicowałam jego oraz  Feniksa. Matt pewnie dalej ubolewa po jego stracie dlatego też stwierdziłam że to będzie idealna pamiątką po nim. Po 2 godzinach dokładnego rysowania detali zaczęłam go wypełniać kolorami. Nie skończyłam, bo rodzice postanowili zabrać nas na rodzinny spacer. Odłożyłam więc moje dzieło, ubrałam się w kurtkę zimową, dżinsy, buty, szalik i czapkę i dołączyłam do nich. Wzięłam ze sobą mój stary aparat, aby móc uwiecznić ten spacer. Szliśmy laskiem niedaleko naszego osiedla i rozmawialiśmy na różne tematy. Rodzice wciąż starali się z nas wydusić prawdę na temat naszego zniknięcia ale nie dopuściliśmy do tego. Gdyby dowiedzieli się kim jesteśmy już nigdy nie byliby normalni wobec nas. Ethan pod koniec spaceru zaczął razem z moim tatą rzucać we mnie i mamę kulkami śniegu a Marley starał się je łapać. Było przy tym mnóstwo frajdy, aczkolwiek wszyscy byliśmy później mokrzy i przemarznięci więc szybko wróciliśmy do domu...

***
Po przebraniu się w suche ciuchy i posiedzeniu przy kominku mama i tata zabrali nas do restauracji na świąteczną kolację. Ubraliśmy się wszyscy bardziej elegancko co mi niezbyt pasowało, ale zdecydowałam się wytrzymać to dla rodziców i ubrałam się w czerwoną sukienkę, czarną marynarkę i czarne półbuty. Sukienka je zasłaniała więc nikt nie widział mojego oryginalnego ubioru. Zarzuciłam na siebie płaszcz, włosy spięłam w kok, zrobiłam lekki makijaż, ubrałam łańcuszek od Matta i udałam się do samochodu. Mama miała na sobie piękną granatową suknię ( która idealnie do niej pasuje) niebieskie szpilki i kremowy płaszcz, a tata i Ethan ubrali się równie elegancko bo w marynarki i eleganckie spodnie chociaż i tak rozbawił mnie widok Ethana- marynarka, spodnie uprasowane w kant, a do tego sportowe buty, zresztą ja nie wyglądałam lepiej. Wsiedliśmy wszyscy do auta i udaliśmy się do naszej ulubionej restauracji. Rodzice zamówili sobie razem kurczaka w warzywach, Ethan wybrał sobie jakąś włoską potrawkę, a ja zamówiłam sobie łososia z ryżem i warzywami. Do tego kelner podał nam tradycyjny świąteczny napój eggnog. Przez cały pobyt tam w radiu puszczano świąteczne piosenki, a atmosfera była bardzo przyjemna. Kolacja ta była tak dobra, że czułam jakby mój brzuch urósł dwukrotnie. Byłam tak najedzona że nie umiałam się ruszyć. W naszym obozie dbano o dobrą dietę dlatego tam nie jadłam tak wiele jak teraz. Masakra przez te święta to mi chyba z 5 kilo przybędzie.
Gdy wróciliśmy do domu był już wieczór. Zrzuciłam z siebie tą wkurzającą sukienkę i ubrałam się w t-shirt i spodnie od piżamki. Przysiadłam się znowu do obrazu dla Matta i pracowałam nad nim do 23. Wciąż jeszcze nie udało mi się go dokończyć ale większość miałam już zrobione. Przed snem udałam się jeszcze raz na dół aby zobaczyć choinkę i sprawdzić czy wszystko jest gotowe na przyjście ,,mikołaja''. Ciastka i mleko zostawiłam na stoliku, a skarpetki na mini prezenty przywiesiłam nad kominkiem. Nie mogłam się już doczekać aż moi rodzice zobaczą co im kupiłam... Po cichu wróciłam do siebie i odczekałam do północy a chwilę później zaniosłam prezenty pod choinkę. Tam ku mojemu zdziwieniu zastałam Ethana który również kładł prezenty. Postarałam się uważać i być tak cicho żeby mnie nie zauważył. Ukryłam się za schodami i odczekałam aż sobie pójdzie aby móc podejrzeć co on takiego ciekawego tam dał. Gdy Ethana już nie było na palcach podeszłam do choinki i gdy chciałam zajrzeć do prezentów usłyszałam kroki rodziców. W panice dzięki swoim zdolnościom zatrzymałam na chwilę czas i najszybciej jak się dało uciekłam do swojego pokoju ( jak ninja). Po chwili moja magia przestała działać i wszystko wróciło do normy. Rodzice krzątali się wokół choinki i układali prezenty, a ja ich podsłuchiwałam. Kiedy skończyli i zaczęli iść w stronę sypialni ja momentalnie wskoczyłam do łóżka i zaczęłam udawać że śpię. Chociaż tak naprawdę po paru minutach zasnęłam i już nie mogłam doczekać się jutra....

OD AUTORKI
Kolejny rozdział już do was leci. Jak tylko wróciłam z szkoły usiadłam do kompa, aby dokończyć ten rozdział by był gotowy do publikacji. Wiem, wiem rewelacji nie ma, ale ciągle nad tym pracuje. Następne rozdziały będą lepsze uwierzcie mi, a na razie zapraszam do czytania :) Aleks

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz