czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 26

Cały luty minął w bardzo dobrej atmosferze. Dużo czasu spędzałam z Mattem, ale i często bywałam z Camill i Malią. Jednego dnia mieliśmy wspólny trening, drugiego pracowałyśmy w szpitalu obozowym, a jeszcze innego siedziałyśmy w stołówce i paplałyśmy cały dzień. Tak naprawdę przez ten czas dużo się nie wydarzyło. Nasz obóz z chwili na chwili stawał się lepszy, a śladów po niedawnej bitwie z Askarem i jego armią już nie było. Co jakiś czas nawet udawało mi się odwiedzać z Ethanem rodziców a oni przyjmowali nas jak zawsze z otwartymi rękoma.Wszystko trwało w harmonii, spokoju i radości. Lecz później sprawy nabrały innego obrotu. Cały koszmar zaczął się na początku wiosny.  Był chyba 25 marca. Tego dnia było naprawdę pięknie. Słońce świeciło,natura powróciła do życia po zimie i każdy obozowiczów zabrał się za siebie. Ja również postanowiłam zadbać o swoją sprawność fizyczną. Po śniadaniu ubrałam się w sportowy t-shirt, bluzę,spodnie dresowe i trampki i zaplanowałam sobie dzisiaj że trochę pobiegam. Wzięłam ze sobą również łuk i kołczan, a także słuchawki i telefon który dzięki braciom Stewart stał się prawie że Iphonem  i w południe udałam się za obóz, aby poćwiczyć kondycję oraz celność w biegu. Włączyłam głośno muzykę, założyłam słuchawki a kołczan ze strzałami zarzuciłam na plecy i pobiegłam wzdłuż ścieżki....
Biegłam właśnie i starałam się celować w różne miejsca z odległości prawie 20 m. Później podbiegałam i łapałam wycelowane np. w drzewa strzały. 
Co jakiś czas zmieniałam się w geparda aby jeszcze bardziej przyśpieszyć tempo. Muzyka dudniła mi w uszach, a po czole leciał pot. Z chwili na chwilę biegłam coraz szybciej. Czułam wielki przypływ energii i mogłam nareszcie wyzwolić się i wyrwać na chwile od monotonii obozu. Uznałam że dobrze zrobiłam...
Jedyną rzeczą, która przeszkadzała mi podczas biegu było dziwne uczucie,jakby ktoś  cały czas mnie śledził. Aby się upewnić co jakiś czas przystawałam i rozglądałam się wokół, żeby upewnić się że to tylko mój mózg wariuje. Nie potrafiłam dostrzec nic podejrzanego dlatego postanowiłam zignorować to. I biegłam dalej. Zauważyłam idealny cel pomiędzy konarami drzew... wyglądało to jak przyczepiona flaga albo kawałek materiału. Wycelowałam więc w nią i udało mi się idealnie trafić. Gdy dobiegłam do miejsca gdzie wbiła się strzała i już chciałam ją chwycić gdy coś dziwnego trafiło mnie się w kark. Zaczęłam się krztusić, a przed oczami robiło mi się ciemno. Dotknęłam miejsca na szyi i gdy wyjęłam to paskudztwo które w niej tkwiło ujrzałam strzałkę usypiającą. Chciałam uciec stąd i ukryć się przed kimś kto trafił mnie nią, ale było za późno. Jad ze strzałki rozprzestrzenił się już po moim ciele i upadłam na ziemię oszołomiona i sparaliżowana. Przed totalnym odpłynięciem ujrzałam ledwo co dwóch mężczyzn w dziwnych skafandrach którzy podeszli do mnie. Zaczęli coś między sobą szeptać, lecz ja nie umiałam ich zrozumieć. Podnieśli mnie i zaczęli ciągnąć do jakiegoś pojazdu. Chwilę później byłam już kompletnie nieprzytomna...

***
 Kiedy się obudziłam w głowie poczułam okropny ból, a całe moje ciało przeszył dreszcz. Spróbowałam rozejrzeć się wokół aby cokolwiek dostrzec. Nie widziałam niczego dopóki ktoś nie włączył nade mną ogromnej lampy której światło na chwilę mnie oślepiło. Gdy z powrotem wrócił mi wzrok ujrzałam nad sobą postacie w lekarskich kitlach. Wśród nich było 3 mężczyzn i jedna kobieta. Przyglądali się mi i szeptali między sobą. W końcu nie wytrzymałam tej ciszy i spytałam :
- Ehmm gdzie ja jestem ?
- Spokojnie obiekcie...znajdujesz się w specjalnej bazie naukowej...
- A po jasną mnie tu ściągnęliście ? Czekaj co? OBIEKCIE? A co ja kosmita?!
- Wykazano u ciebie zdolności które są dla nas ciekawym zjawiskiem i mamy zamiar przebadać cię i sprawdzić twoje geny aby odkryć skąd są te moce.
Mocno zdziwiona, a zarazem zdenerwowana powiedziałam:
- Taaa jasne świry pomarzcie sobie ! A teraz mnie wypuście !
Gdy chciałam wstać okazało się, że i nogi i ręce mam przymocowane do zimnego, metalowego stołu na którym leżałam. W końcu nie wytrzymałam i zaczęłam szarpać się na wszystkie strony i wrzeszczeć na nich :
- Wypuście mnie !!!! Nie chce tu być !!!! Zostawcie mnie !!!!
Cała czwórka naukowców próbowała mnie uspokoić lecz ja wyrywałam się z ich uścisków i próbowałam uwolnić się. 
- Marie idź po zastrzyk. Musimy ją uspokoić. Inaczej dalej będzie wierzgać- wrzasnął do młodej kobiety jeden z mężczyzn z okularami i tatuażem na szyi.
Kobieta odeszła a po chwili wróciła ze strzykawką w której znajdowałam się środek uspokajający. 
- Nie nie nie !!!  Z daleka z tym ode mnie wy dziwadła !!! Dajcie mi spokój !!
Ja.....
Nie dokończyłam gdyż kobieta wbiła mi już strzykawką w ramię, a ja odpłynęłam....
 ***
Chwilę później znalazłam się w ogromnej sali. Znajdowały się tam  łóżka, spora łazienka, parę okien, stoliki jak z naszej obozowej jadalni, puste szafy i półki i jedne wielkie masywne metalowe drzwi z małą szybką. Ściany pomalowane były w szaro- białe pasy, ogólnie to miejsce wyglądało zwyczajnie i nędznie, jak psychiatryk. Kręciło mi się w głowie i bolało mnie całe ciało. Powoli próbowałam się podnieść bo leżałam na podłodze... Poczułam jak czyjeś dłonie łapią mnie za ramiona i pomagają wstać. Gdy się odwróciłam ujrzałam wysokiego chłopaka z blond włosami. Był cały brudny i poobijany a na sobie miał szary strój i przepaskę na ręce. Dotknęłam swojego przedramienia i na nim również zauważyłam przepaskę na której wyryte było :
 ,, JBZN. OBN. Nr.6.USA''
Nie mogłam zrozumieć co to może znaczyć. Postanowiłam więc to zignorować.
Rozejrzałam się wokół siebie i ujrzałam jeszcze cztery inne osoby. Trzy dziewczyny i chłopak. Wszyscy ubrani tak samo jak chłopak który pomógł mi wstać, jedyne co to mieli innego koloru  przepaski na rękach. Każdy patrzył na mnie jakbym była jakimś intruzem. Dziewczyna siedząca w kącie z czarnymi jak smoła włosami i niebieskimi oczami parsknęła pogardliwie :
- No proszę następne dziwadło złapali
- Co proszę ?- spytałam z irytacją 
- Nie przejmuj się nią, ona tak do każdego gada - odpowiedziała mi dziewczyna z karmelowymi włosami.
Popatrzyłam jeszcze na pozostałe osoby. Niska dziewczyna z blond włosami płakała w kącie, a chłopak obok niej siedzący lekko się do mnie uśmiechał.
Wciąż dudniło mi w głowie a ból rozsadzał czaszkę. Najgorszą rzeczą było to że nie posiadałam przy sobie nic. Telefon, słuchawki, łuk, strzały, moje ubrania- wszystko zostało mi zabrane. Na szczęście nie odebrali mi bransoletek oraz naszyjnika od Matta i nieśmiertelnika taty. Spojrzałam jeszcze raz na całą piątkę i po chwili milczenia zapytałam :
- Co tu się do cholery dzieje!! Gdzie my jesteśmy ?!!!
Ten sam chłopak z jasnymi włosami, który prawdopodobnie był z nas wszystkich najstarszy powiedział do mnie:
- Witaj w więzieniu dla nadprzyrodzonych
Te słowa sprawiły że oniemiałam. Chciało mi się płakać. Byłam w szoku. Zostałam schwytana i umieszczona tu jako szczur laboratoryjny i nie mam pojęcia co zrobić...



OD AUTORKI
Witam po chwilowej przerwie. Wybaczcie że trochę mnie nie było ale miałam parę ważnych spraw. Tym razem wróciłam do was z rozdziałem który zaczyna tą mroczniejszą część mojego opowiadania. Mam nadzieje że będzie się wam podobać ;) Pozdrawiam i życzę miłego czytania ALEKS 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz