wtorek, 15 marca 2016

Rozdział 22

Obudziłam się wczesnym rankiem i od razu po przebudzeniu spojrzałam na kalendarz aby upewnić się że to na pewno dzisiaj są święta. 25 grudnia tak to już dzisiaj ! Bez przebierania się w biegu poleciałam na dół i ujrzałam niezwykły widok którego mi brakowało. Pod choinką było mnóstwo prezentów, skarpetki nad kominkiem były zapełnione różnymi łakociami, ciastka i mleko zniknęły, w całym domu czuć było jodłą i cynamonem, a na dworze padał cudowny śnieg. Podeszłam do choinki i zawołałam całą rodzinkę na dół. Pierwszy zjawił się Ethan z Marleyem, a zaraz po nich przyszli rodzice. Wszyscy zebraliśmy się wokół choinki, a ja zaczęłam rozdawać każdemu prezenty. Każdy dostał po równo 3 prezenty od każdego i nawet Marley załapał się na co nieco. Pierwszy swoje prezenty odpakował Ethan. Dostał ode mnie zegarek którego gdy tylko zobaczył był bardzo zszokowany bo powiedział mi że dokładnie o takim marzył. Od taty dostał nową piłkę do koszykówki, a od mojej mamy  sportowy plecak. Podziękował nam i przeszliśmy do mojej mamy. Najpierw rozpakowała mój prezent i popłakała się gdy ujrzała ten naszyjnik. Poprosiła mnie żebym pomogła jej go nałożyć. Po tym mocno mnie przytuliła i rozpakowywała dalej. Od Ethana dostała perfum, a od taty przepiękną suknię. Mama żartobliwie skarciła go że ta suknia musiała mnóstwo kosztować, a on powiedział że w święta nie powinno się patrzeć na pieniądze. Zaczęliśmy się wszyscy śmiać a chwilę potem prezenty zaczął rozpakowywać tata. Ode mnie otrzymał perfum i książkę którą kupiłam mu przed wyjazdem, od Ethana otrzymał butelkę ulubionego wina oraz krawat, a od mamy spinki do mankietu oraz koszulę. Nie umiem pojąć faktu że mój tata jest żołnierzem, a potrafi się czasami tak elegancko ubrać. Paradoks. No i wreszcie pod koniec przyszedł czas na mnie. Na początku odpakowałam prezent od mojego brata. Ethan podarował mi nową płytę mojego ukochanego zespołu oraz świetne słuchawki.
- Przyda ci się trochę muzyki 
-Dzięki braciszku
Od mamy dostałam genialną bluzkę i bluzę sportową, a od taty dostałam ręcznie robiony przez jego kolegę nieśmiertelnik z moim imieniem i nazwiskiem i dopiskiem:,,wojowniczka'' a także wspólne zdjęcie podczas mojej wizyty w jego oddziale wojskowym. Zdjęcie przedstawiało mnie  gdy siedziałam w ulubionym czołgu taty i ubrudzona cała śmiałam się i machałam do niego. Ahhh... zachciało mi się wtedy płakać.
Na sam koniec został Marley. Wszyscy wspólnie postanowiliśmy mu coś kupić i tak oto dostał parę przysmaków, nową zabawkę do gryzienia oraz przypinkę do jego obroży z jego imieniem i adresem. Marley pierwsze co zrobił to porwał swoją zabawkę i zaczął się z nią drażnić i szczekać.

Po odpakowaniu wszystkich prezentów zjedliśmy razem śniadanie, przebraliśmy się w coś bardziej eleganckiego niż piżamki i szlafroki i zasiedliśmy razem w salonie przed kominkiem i postanowiliśmy zagrać w jakąś grę planszową. Wybraliśmy monopoly i po chwili już zaczęła się rywalizacja. Podczas gry śpiewaliśmy wspólnie kolędy oraz świetnie się bawiliśmy. Godzinę później mama upiekła ciasteczka, a ja razem z Ethanem zapakowaliśmy je i za poleceniem mamy poszliśmy dać je sąsiadom. Oni bardzo lubią nasze ciasteczka, a także takie handmade to jeden z cenniejszych prezentów w naszej okolicy. Sąsiedzi ze zdziwieniem przywitali nas ponieważ nie mogli uwierzyć że i ja i przede wszystkim Ethan wróciliśmy cali i zdrowi. Każdy zadawał nam mnóstwo pytań ale my za każdym razem staraliśmy się jakoś wymigać ich i pod pretekstem dalszych odwiedzin sąsiadów uciekaliśmy od nich nie odpowiadając na krępujące pytania typu : ,, gdzie wyście byli przez ten czas?'', ,, jak przeżyliście?'', ,,czy ktoś was porwał?'' itp....
Po rozdaniu wszystkich ciastek wróciliśmy  z powrotem do domu, a tam czekał na nas już świąteczny, tradycyjny obiad. Zdjęliśmy kurtki i pędem pobiegliśmy do stołu. Mama przyrządziła tyle smakowitości, że nie wiadomo było na co się zdecydować.  Najciekawsze było, że połączyła naszą amerykańską kuchnię z polską. Na stole można było znaleźć: pieczoną szynkę, puree ziemniaczane,zapiekankę z zielonej fasolki,sos borówkowy, kolby kukurydzy,a także barszcz z uszkami, karpia, śledzie oraz kompot, soki owocowe i tradycyjny eggnog, ten sam który dostaliśmy wczoraj w restauracji. Wszyscy zasiedliśmy do obiadu i bez słowa zaczęliśmy się zajadać tymi pysznościami. Ja wzięłam sobie trochę puree, łyżkę zapiekanki, kolbę kukurydzy, małą miskę barszczu oraz kompot i szklankę eggnog. Nikt przez cały obiad się nie odzywał tylko pałaszował jedzenie. To wszystko było tak dobre, że dziwiłam się czemu moja mama została pielęgniarką, a nie szefem kuchni. 
Gdy zjedliśmy już obiad ja i Ethan pomogliśmy mamie w sprzątaniu i myciu naczyń, a tata wyszedł z domu na godzinę pod pretekstem ,, załatwienia niespodzianki''. Nic nie przychodziło mi na myśl co takiego mógł wykombinować. Po posprzątaniu udałam się do siebie ułożyłam swoje prezenty i zaczęłam się nimi ,, bawić''. Założyłam nieśmiertelnik od taty, położyłam na półce zdjęcie od niego, włączyłam płytę od Ethana i ubrałam się w bluzkę którą dostałam od mamy. W tym roku prezenty były naprawdę udane bo każdemu z nas bardzo się podobały.
Po ogarnięciu swoich prezentów udałam się na chwilę do pokoju mojego brata. Siedział właśnie przy biurku i coś pisał . Przeszkodziłam mu i zapytałam:
- Ethan ?
- Tak Emily ?
- A no bo wiesz ... chciałam się tylko zapytać kiedy będziemy wracać do obozu- to ostatnie powiedziałam ciszej aby przez przypadek nie usłyszała tego mama.
- Jutro wieczorem
- Ohhh... już? dobrze rozumiem 
- Ejj... weź o tym nie myśl że tak szybko stąd wyjedziemy wiesz przecież że..
- Tak wiem tylko zastanawia mnie, jak my to powiemy rodzicom
- Jakoś im to wytłumaczymy
- Ale oni nie zrozumieją 
- Przestań, oni są wyrozumiali i nasz kochają muszą zrozumieć że nasze życie jest inne i że nie możemy tu zostać 
- No tak, ehh dobra 
Naszą rozmowę przerwał krzyk taty. Podeszliśmy do okna i ujrzeliśmy go machającego do nas i wołającego :
- Dzieciaki ubierzcie się szybko i wyjdźcie z mamą na zewnątrz
- Co on kombinuje? - spytałam się Ethana
- Nie mam pojęcia, ale zaraz się przekonamy- odparł i wyszedł z pokoju, a ja za nim.Ubraliśmy się w buty zimowe i kurtki i razem z mamą wyszliśmy z domu. Naszym oczom ukazał się niespodziewany widok.
- Tadaa - krzyknął radośnie tata- zapraszam was na kulig
- John? Czyś ty zwariował ? Ale skąd ??
- Oh kochanie nie pytaj tylko wskakuj
- Łał - zdołałam z siebie tylko to wydusić a po chwili dodałam - jakie piękne konie
- No nieźle tato
- To tak żeby ten dzień był jeszcze bardziej wyjątkowy zabieram was na wycieczkę
- Ale czy te konie to wytrzymają - spytałam z lekką niepewnością
- Zaprzęg ma wbudowane koła więc konie nie bedą się mocno męczyć. Chodźcie...
Weszliśmy na sanie i przywitaliśmy się z prowadzącym konie- Henrym 
- Witajcie i siadajcie. Tutaj macie koce otulcie się nimi i rozkoszujcie się widokiem. A no i przy okazji wesołych świąt 
- Wesołych Świąt proszę pana - odpowiedziałam uprzejmie
Gdy już wszyscy zajęliśmy swoje miejsca, pan Henry pociągnął za lejce i ruszyliśmy. Mama i tata objęli się na wzajem, a ja wtuliłam się w koc i oparłam się o Ethana. 
Pędziliśmy wzdłuż lasu, wiatr i śnieg czochrał nam włosy i porywał czapki ( np : Ethanowi ) a widok wokół zapierał dech w piersiach. To było naprawdę cudowne uwiecznienie na koniec tego szczególnego dnia...

OD AUTORKI
Witajcie czytelnicy. Aktualnie jestem padnięta po szkole dlatego wrzucam na szybciora kolejny rozdział i mam nadzieje, że się wam spodoba. Z góry przepraszam za błędy, ale poprawię się obiecuje. Na razie lecę i zostawiam wam 22 rozdział. Miłego czytania. Pozdrawia Aleks

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz